Nieodrobiona lekcja

Jacek Zalewski
29-09-2008, 00:00

Od upadku Związku Radzieckiego i końca świata dwubiegunowego, wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki nazywane są wyborami głowy ziemskiego globu. Całkowicie zasadnie, jeśli uwzględni się polityczny, militarny oraz gospodarczy wpływ USA na resztę świata. Trudno się zatem dziwić, że kwestia kto i po co wygra 4 listopada — bardzo interesuje także nas, zwłaszcza że kryzys finansowy przekroczył już Atlantyk i poczynając od najbliższej mu Irlandii sypie kostki domina w Europie.

Telewizyjna debata Baracka Obamy i Johna McCaina w nocy z piątku na sobotę stała się pierwszą realną odsłoną, co właściwie obaj kandydaci mają do powiedzenia. Przy czym koniecznie trzeba uwzględnić okoliczność, iż służyła ona wyłącznie zdobywaniu głosów niezdecydowanej części amerykańskiego elektoratu, nie zaś zaprezentowaniu przez potencjalnych prezydentów ich prawdziwych zamiarów.

Pierwsza z trzech debat miała dotyczyć polityki zagranicznej, ale kryzys finansowy wymusił rozszerzenie jej tematyki. I okazało się, że Obama i McCain nie odrobili lekcji i są kompletnie nieprzygotowani do stawienia czoła dramatycznej rzeczywistości. Posługiwali się sloganami, przygotowanymi przez ich sztaby w archaicznej wersji sprzed miesiąca — a powinny to być reakcje uaktualnione kilka godzin przed debatą. Wszak w tym samym dniu padł przytłoczony złymi kredytami kolejny finansowy gigant, bank Washington Mutual. PR-owsko zdecydowanie łatwiej było Barackowi Obamie, który miał komfort walenia w ośmioletnie rządy George’a W. Busha. Ale także republikański kandydat John McCain zdystansował się od republikańskiego prezydenta.

Skoro obaj rywale przyjęli taktykę, iż niejakiego Busha nie chcą znać, to tym bardziej irracjonalna jest sytuacja, że za ratowanie amerykańskiego — a mówiąc wprost światowego — rynku finansowego bierze się schodzący polityczny bankrut. No, ale innej możliwości nie ma, wszak do 20 stycznia 2009 r. do południa decydentem pozostaje wyłącznie George W. Bush. Na odchodnym owładnięty był misją wciśnięcia Czechom i Polsce tarczy antyrakietowej, co klasa polityczna obu państw w końcu kupiła — zamiast odczekać, czy wirtualną ideę tarczy podtrzyma nowy prezydent. Teraz Bush również na odchodnym forsuje wpompowanie z amerykańskiego budżetu 700 mld dolarów do instytucji, które oszukały amerykańskie społeczeństwo.

Zaogniający się spór wokół owego planu — firmowanego przez sekretarza skarbu Henry’ego Paulsona — teoretycznie powinien przebiegać zgodnie z podziałami partyjnymi. Demokraci reprezentują klasy niższe i średnie, oburzone zamiarem wydawania gigantycznych publicznych pieniędzy na ratowanie establishmentu, który na oszustwie chce jeszcze zarobić. Republikańską klientelą są zaś rekiny finansjery i biznesu — dość przypomnieć, w czyim interesie Bush odrzucał protokół z Kioto. Tym razem jednak okazuje się, że — przynajmniej w Kongresie — podziały idą nieco inaczej. Część republikanów chce, aby pomoc trafiła do upadających przedsiębiorców, a nie do gnębiących ich banków. Z kolei środowiska demokratyczne podkreślają, że ratowanie finansowych krwiopijców staje się brutalną koniecznością, bo jeśli nie zatrzyma się lawiny ich bankructw — będzie tylko gorzej dla milionów klientów.

Obaj kandydaci zdają sobie sprawę, że plan Paulsona oznacza konieczność radykalnych cięć budżetowych. Jednak w debacie unikali jak ognia odpowiedzi, co chcieliby skreślić, a jedynie podkreślali, co zostawią — budżet wojska, wydatki na weteranów etc. Czyli PR-owsko uderzyli w tzw. amerykańskie wartości. Sztaby Baracka Obamy i Johna McCaina oczywiście ogłosiły zwycięstwa. Zaczyna się ich decydująca rozgrywka o prezydenturę. Jednak na razie nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na pytanie w tej chwili najważniejsze nie tylko dla Ameryki, ale dla świata — czy ryzykowny plan Paulsona jest jedynym ratunkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Nieodrobiona lekcja