Niepokoje na rynku walutowym mogą zaszkodzić GPW

Piotr Kuczyński
03-11-2003, 00:00

Decydenci powtarzają frazesy o braku fundamentalnych powodów do osłabienia złotego, ale nie rozumieją, że na rynku rządzą kapitały spekulacyjne.

Z Ameryki

Korekty nie było, bo dane makro były za dobre. Ale opory techniczne też nie zostały przełamane, co wzmacnia znaczenie kolejnych sesji. Rynkowi nie przeszkadzało to, że w Iraku sytuacja jest coraz gorsza, a w USA zaczynają się protesty. Trwa śledztwo w sprawie nieprawidłowości w funduszach Putnam. Jest duże zagrożenie, że wiele innych funduszy też zostanie objętych postępowaniem wyjaśniającym. Rok temu indeksy tylko przez tę sprawę byłyby już 10 proc. niżej, ale tym razem Amerykanie mają klapki na oczach. Chciwość wygrywa ze strachem.

Dane makro były generalnie dobre, ale osobne omówienie należy się dynamice wzrostu PKB w trzecim kwartale. Co prawda to dane wstępne i zapewne zostaną zrewidowane w dół, ale nie ulega wątpliwości, że PKB bardzo mocno wzrósł. Uważam, że tempo jest stanowczo za duże a gospodarka jest przegrzana. Co ciekawe ta przegrzana gospodarka nie produkuje miejsc pracy, a zyski spółek poprawiają się, ale nadal są bardzo słabe. Nie można jednak nie dostrzec pozytywów. Oprócz napędzanego zwrotami podatków i refinansowaniem wzrostu konsumpcji mocno wzrosły inwestycje i wyraźnie spadły zapasy. To pierwsze powinno pociągnąć za sobą poprawę na rynku pracy, a to drugie wywoła zwiększenie produkcji. Nie zmieniam swojej opinii i nadal uważam, że ożywienie będzie krótkotrwałe, jednak jedno jest pewne – w czwartym kwartale wzrost PKB będzie wyraźnie mniejszy, ale bardzo wyraźny. Poza tym powinna się poprawić sytuacja na rynku pracy. Zanosi się na to, że problemy zaczną się dopiero w 2004 r. A jeśli chodzi o giełdę to trzeba zauważyć, że wzrost PKB jest porównywalny do tego, który nastąpił w pierwszym kwartale 1984 r. i w ostatnim 1999 r. W obu przypadkach poprzedzał znaczne zniżki indeksów.

W tym kontekście jako ciekawostkę podaję to, co może się wcale nie okazać ciekawostką. W USA działa analityk (Michael Belkin), który od kilku lat nie myli się i idealnie prognozuje wszystkie istotne zmiany na rynkach finansowych. Od trzech tygodni twierdzi, że załamanie na rynku akcji nastąpi w końcówce tego roku, a 2004 r. nie będzie dobry. Stosuje różne metody, ale jeśli chodzi o fundamenty to twierdzi, że podaż pieniądza kurczy się, a rynek kredytów wysycha. Gospodarka nie będzie miała paliwa do podtrzymania trwającego obecnie ożywienia. Niektórzy analitycy podejrzewają, że Fed jest lekko przestraszony stopniem przegrzania gospodarki i głosząc głośno konieczność utrzymania polityki niskich stóp procentowych po cichu przykręca kurek z gotówką. Belkin twierdzi, że administracja Busha przesyłając Amerykanom czeki ze zwrotami podatku niejako „wynajęła” sobie ożywienie gospodarcze od firm takich jak Wal-Mart. Teraz okres szczęśliwości kończy się i zaczynają schody, a to będzie skutkowało słabszymi wynikami spółek i słabszymi danymi makro. Nie tylko metody Belkina sygnalizują, że koniec ożywienia powinien wystąpić wkrótce (na przełomie 2003/2004) – pisałem o tym wielokrotnie. Dla optymistów mam jednak słowa otuchy. Znany jest fakt, że nawet dobry analityk ma rzeczywiście okresy, w których się nie myli, ale jak już zacznie się mylić to myli się nieomylnie. Ale to wątła pociecha.

Mamy niezwykle ciekawą sytuację. Indeksy stanęły tuż pod ważnymi oporami i zaczął się nowy miesiąc. A początek miesiąca oznacza zawsze jedno: napływ świeżych pieniędzy do funduszy. Poza tym tak jak wrzesień uważany jest za miesiąc najgorszy dla giełd tak listopad jest miesiącem kochanym przez byki. Powinienem więc promieniować optymizmem. Nie bardzo mogę. Po pierwsze w poprzednich latach listopadowy wzrost następował na skutek poprzedzającej go głębokiej korekty lub przynajmniej (jak w 1999 r.) wielomiesięcznej konsolidacji.. Po drugie w ostatnich tygodniach przestałem zwracać uwagę na nastroje inwestorów, ale jak zobaczyłem, że w październiku napływ pieniędzy do funduszy był największy od początku obecnej hossy (zwiększone zainteresowanie akcjami przez inwestorów indywidualnych jest zawsze sygnałem ostrzegawczym) to natychmiast popatrzyłem na nastroje. Na stronie Investors Intelligence publikowany jest wykres nastroju na NYSE. Obecnie sięga poziomów nie widzianych przynajmniej od siedmiu lat. Już dużo niższy odczyt jest sygnałem sprzedaży. Niewiele gorsze nastroje były na początku 2002 roku – skończyło się blisko 30-proc. spadkiem indeksu. Uważam, że jesteśmy tuż przed większą korektą. Najważniejsza jest jednak odpowiedź na pytanie, co to znaczy „tuż”. Najbardziej eleganckim rozwiązaniem byłoby, gdyby S&P 500 pokonał opór na 1053 pkt, doszedł w okolice 1056 pkt. i mocno się odbił rysując formację klina zwyżkującego. Alternatywą jest odsunięcie korekty w czasie, ale uważam, że tym razem listopad nie przejdzie do historii jako miesiąc najlepszy dla giełdy. Poważna zniżka musi się niedługo rozpocząć.

Z Polski

Osuwanie się polskiego rynku zostało zatrzymane tuż nad wsparciem technicznym. Fundusze robią wszystko, żeby nie doszło do utworzenia formacji podwójnego szczytu, która byłaby zapowiedzią spadków indeksów. I wszystko byłoby pod kontrolą, gdyby nie to, że ogon zaczyna kręcić psem. Na naszym rynku jest coraz większe grono arbitrażystów, a osobna grupa to gracze na kontraktach, którzy zauważyli, że zmniejszając bazę mogą wymusić realizację zysku przez arbitrażystów. Działania tych dwóch grup nakładają się, a to na niepłynnym rynku daje piorunujące efekty i zamienia GPW w kasyno utrudniając inwestowanie w spółki z indeksu WIG-20.

Pojawienie się na giełdzie większego kapitału zagranicznego znacznie poprawiłoby sytuację, ale o to będzie trudno w sytuacji zawirowań na rynku walutowym. Ze złotym jest źle, ale byłoby znacznie gorzej, gdyby nie bardzo dobre dane o bilansie płatniczym. Ale i tak doszło do opuszczenia przez dolara kanału trendu spadkowego. Analiza techniczna mówi wyraźnie – złoty docelowo powinien osłabić się do przynajmniej 4,40 za dolar. A to oznaczałoby dobrze powyżej 5,00 za euro. W tej sytuacji RPP stóp nie zmieniła i zmienić nie mogła. Próbowała uspokoić sytuacją na rynku walutowym, ale czy może znacznie poprawić sytuację twierdzenie, że jedynie plan Hausnera jest lekarstwem na kryzys, a w gospodarce wszystko rozwija się we właściwym kierunku? Przecież oczywiste jest, że rynki finansowe wmówiły sobie, że plan Hausnera jest tym jedynym lekarstwem, więc przypominanie o tym nikogo uspokoić nie mogło. A co do planu Hausnera i katastrofy to mogę tylko powtórzyć to, co powiedział rzecznik Komisji Europejskiej, zaprzeczając, że Unia ma zamiar szczególnie mocno Polskę skrytykować: „w mikrokosmosie polskiej polityki panuje moda na katastrofizm”. Potwierdziła to agencja Fitch stwierdzając, że w Polsce jest bardzo daleko do kryzysu.

Dobrze, że chociaż Leszek Balcerowicz nie wykluczył do końca interwencji walutowej. Zupełnie inaczej niż minister finansów, który nie wiadomo po co oferuje rynkom pewność, ze takiej interwencji nie będzie. Co zrobił rząd Węgier, kiedy w piątek (na skutek wyprzedaży obligacji) o jeden procent (do 260 za euro) spadł kurs forinta? Natychmiast zapowiedział, że powinien umocnić się do 250-255 wobec euro. Zagroził też interwencją na rynku, jeżeli nie stanie się to „w najbliższej przyszłości”. Na długo to nie podziała, ale uchroni rynek przed niekontrolowaną przeceną. Najbardziej przeraża mnie to, że nie widać koordynacji w radzeniu sobie z niepokojem występującym na rynkach finansowych. Z jednej strony rynki dostają słabe wypowiedzi RPP, rząd twierdzi, że w przypadku nie przyjęcia planu Hausnera, nastąpi kryzys, a z drugiej strony mówi się o odłożeniu prywatyzacji TPSA do momentu, kiedy „będą optymalne warunki rynkowe” (ale już we czwartek minister stwierdził, że decyzja zostanie podjęta „szybko”), czy zapewnienia, że w 2003 r. nie ma potrzeby emisji obligacji za granicą. Te ostatnie wypowiedzi sygnalizują, że rząd nie obawia się o utratę płynności w końcówce roku.

Dziwacznym posunięciem była wymiana w NBP 1 mld USD uzyskanych ze sprzedaży obligacji. Spekulanci oczekiwali, ze przynajmniej część tych pieniędzy trafi na rynek walutowy. To umocniłoby złotówkę, więc bali się ją mocno atakować. Teraz droga jest otwarta. Interweniować będziemy w ostateczności (a wtedy interwencja zostanie odebrana jako akt rozpaczy), a broń w postaci 1 mld USD dobrowolnie oddaliśmy na złom. Decydenci powtarzają frazesy o braku fundamentalnych powodów do osłabienia złotego, ale nie rozumieją, że na rynku rządzą kapitały spekulacyjne, że każde słowo się liczy, że trzeba koordynować wypowiedzi i politykę. A o roli analizy technicznej w działaniach spekulantów pewnie w ogóle nie słyszeli. Jakże inaczej zachowuje się np. rząd Japonii. Poziom 115 jena za dolara był sztucznie broniony przez dwanaście miesięcy, bo przełamanie tego poziomu musiało wywołać atak spekulantów i duże wzmocnieni jena. Można powiedzieć, że przecież w końcu do tego doszło. Tak, ale przez rok rząd Japonii pomagał japońskim eksporterom i gospodarce. Czy my się w końcu czegoś nauczymy czy też wierząc w całkowicie wolny rynek doprowadzimy do olbrzymiego osłabienia złotego, a co za tym idzie do dużej inflacji i końca odrodzenia gospodarki?

No dobrze, dosyć o tym, czego i tak nie jestem w stanie zmienić. Wróćmy, jak mówią Francuzi, do naszych baranów. Co czeka nas w najbliższym czasie na giełdzie? Z Wigometru wniosku nie wyciągniemy. W dalszym ciągu badani dzielą się na prawie równe obozy (byki, niedźwiedzie i neutralni). Należy zakładać, że do przełomu (przełamanie szczytu, albo wsparcia) na rynku nie dojdzie przed zakończeniem sezonu wyników kwartalnych, a stąd wniosek, że poczekamy jeszcze dwa tygodnie. Byki muszą żyć nadzieją, że hossa w USA będzie wtedy jeszcze trwała. Brakuje jeszcze jednego wzrostu indeksów, żeby powstał sygnał kupna, ale gdyby nawet wystąpił to nie wierzę, żeby w tym tygodniu szczyt został pokonany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Niepokoje na rynku walutowym mogą zaszkodzić GPW