Nieporównywalne dane ze szczytu klimatycznego

  • Paweł Makosz
opublikowano: 26-04-2021, 14:06

Brak wspólnej księgowości opisującej zaangażowanie w walkę ze zmianami klimatu oraz różne punkty bazowe. W związku z niemożnością ujednolicenia statystyk, ciężko o trafne porównanie postępów poszczególnych krajów.

W zeszłym tygodniu obserwowaliśmy szczyt klimatyczny, którego gospodarzem był Biały Dom. Przy okazji takich wydarzeń, często do rąk redakcji proekologicznych trafiają najnowsze dane przedstawiające dotychczasowe wyniki redukcji gazów cieplarnianych w poszczególnych krajach. Tylki czy podawane statystyki możemy ze sobą porównywać?

fot. ACR
fot. ACR

Zamieszanie zaczyna się od dyplomatycznego przełomu z 2011 roku. Kraje rozwinięte i rozwijające się przez dwie dekady tkwiły w impasie. Ci drudzy uważali, że problem klimatu jest dziełem bogatych narodów i dlatego to one muszą go rozwiązać. Przez czterech prezydentów, od George'a H.W. Busha do Baracka Obamy, Stany Zjednoczone utrzymywały dwupartyjne stanowisko, mówiące o tym, że każdy kraj musi zadbać o własne podwórko.

Dziesiątki narodów oskarżało USA o blokowanie proekologicznego rozwoju. Aż w końcu... Cały świat przyznał Amerykanom rację.

W 2011 roku w Durbanie, w RPA, odbyły się rozmowy w ramach Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC). To właśnie tam nastąpiło przełamanie. Od tego momentu, każdy kraj miał sformułować swój własny cel.

– Rozmowy klimatyczne w Durbanie doprowadziły nas do ważnego momentu, w którym wszystkie narody zostaną objęte tym samym planem działania w kierunku długoterminowego rozwiązania kryzysu klimatycznego – powiedziała wtedy liderka Demokratów w Parlamencie Europejskim Nancy Pelosi.

A jednak ten historyczny przełom dyplomatyczny jest bezpośrednią przyczyną zamieszania, które ujawniło się w zeszłym tygodniu, gdy przywódcy 40 krajów pojawili się na szczycie klimatycznym prezydenta Joe Bidena. Każdy z nich deklarował różne cele, często wyrażone w różnych metrykach, z różnymi strategiami, poziomami wsparcia krajowego, rzeczywistymi wskaźnikami zanieczyszczeń i – co może być najbardziej mylące – niezliczonymi punktami odniesienia, według których kraje mierzą proponowane przez siebie redukcje emisji.

Do 2030 roku Chiny zamierzają zredukować intensywność emisji z 2005 r. w swoim zużyciu energii o 60 proc., Indie o 33 proc. Wielka Brytania i UE chcą obniżyć emisje o 68 proc. i 55 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Stany Zjednoczone o maksymalnie 52 proc. poniżej poziomu z 2005 r. Japonia, która w zeszłym tygodniu zaostrzyła swój cel, chce ograniczyć emisje o 46 proc. w porównaniu z 2013 rokiem, natomiast Korea Południowa o 24,4 proc. w odniesieniu do 2017 roku.

Kto jest liderem w wyścigu do redukcji emisji? Bardzo trudno jest to stwierdzić, kiedy narody stosują różne poziomy bazowe.

Na wybór poziomu bazowego składa się kilka czynników, z których najważniejszym jest niemal na pewno, która liczba stawia dany kraj w najlepszym świetle.

W tygodniu poprzedzającym szczyt klimatyczny w Białym Domu kilku analityków próbowało pogodzić wszystkie te doraźne liczby, aby spróbować określić, jak kraje wypadają na tle innych. Presja rówieśników – siła leżąca u podstaw Porozumienia Paryskiego – nie zadziała, jeśli nikt nie będzie w stanie powiedzieć, jak radzą sobie inni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PM, Bloomberg

Polecane