Niepotrzebna nam marka aut

MACIEJ PERTYŃSKI, polski juror World Car of the Year, red. Marcin Bołtryk
01-03-2017, 22:00

Polska marka motoryzacyjna? Przecież takie mamy. No, chyba że ktoś uważa, jak to ostatnio się wylewa z telewizorów, że przez polską markę motoryzacyjną koniecznie trzeba rozumieć taką, która wytwarza co najmniej dwa, trzy masowe modele i zarabia na tym straszne pieniądze. To taki motoryzacyjny odpowiednik „najlepszej kawalerii świata”. Po co?

Dlaczego mielibyśmy przebijać się przez niezliczone mury niemożności, mierzone już nie w dziesiątkach, ale per saldo setkach miliardów euro — wliczając nie tylko to, co wyliczał Jakub Faryś kilka lat temu na łamach „PB”, a więc kupienie terenu, otrzymanie wszystkich praw i certyfikatów, zezwoleń etc., postawienie fabryk, od zera stworzenie tłoczni, silnikowni etc., a potem wymyślenie koncepcji samochodu, płyty podłogowej (taka płyta kosztuje 5-10 mld euro), dalej silników i skrzyń biegów. Nie wspominam o gwarancyjnych usługach.

A przecież jeszcze po drodze trzeba by spełnić normy bezpieczeństwa, co kosztuje około 800 mln euro. Mamy w kraju doskonale prosperujące zakłady na najwyższym poziomie technicznym i technologicznym, które są wśród najwyżej cenionych na świecie, produkujące po prostu dla kogoś, kto sam inwestuje te wszystkie miliardy. I co? Że niby to nie honor?

Bycie poddostawcą jest bardzo komfortowe. A samochody, także zupełnie niszowe — wodorowe czy elektryczne, można kupić u tych, którzy mają doświadczenie w ich produkowaniu.

Honor mierzony posiadaniem jakiejś wyimaginowanej marki. Zresztą jej zarys przedstawiany przez różnych przedsiębiorców coraz bardziej mi przypomina socjalistyczny konglomerat, określany za Gierka jako „zjednoczenie”. Dla młodszych, niepamiętających: było to połączenie pod jedną czapką dyrektora podlegającego ministrowi kilku, kilkudziesięciu przedsiębiorstw, które były niby oddzielne, ale połączone więzami budżetowymi, ale nie wynikowymi. A więc idealne miejsce do znikania dowolnych pieniędzy bez żadnych efektów ekonomicznych.

Uważam zresztą, że to fantastyczne, iż jako kraj mamy udziały w największych i najważniejszych przedsięwzięciach motoryzacyjnych świata, gdzie nasz wkład — dziesiątków i setek, może nawet tysięcy małych i średnich polskich firm — przekłada się na gigantyczny sukces finansowy. Mam wrażenie, że z umiejętnościami liczenia jest u naszych władz centralnych jeszcze gorzej, niż wynikało to do tej pory z różnych programów nakręcających rekordowe zadłużenie kraju. Nawet stworzenie marki czy pojazdu zupełnie niszowego, a tym samym np. niepodlegającego przepisom o crash testach czy unijnym zasadom realizowania obowiązków gwarancyjnych i serwisowych, jest kompletnie bez sensu. Bycie poddostawcą jest bardzo komfortowe. A samochody, także zupełnie niszowe — wodorowe czy elektryczne, można kupić u tych, którzy mają doświadczenie w ich produkowaniu. Niech sobie zarabiają — dadzą w ten sposób zarabiać i naszym dostawcom, bez narażania kogokolwiek na niepotrzebne topienie pieniędzy w mrzonki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MACIEJ PERTYŃSKI, polski juror World Car of the Year, red. Marcin Bołtryk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Niepotrzebna nam marka aut