Nieważne, jak powstanie, ważne, co zrobi

Adam Sofuł
opublikowano: 17-10-2006, 00:00

Negocjacje koalicyjne są na ostatniej prostej — zapewniali przez cały poniedziałek politycy koalicji. Ponieważ takie negocjacje to bieg z przeszkodami, na ostatniej prostej może się przytrafić jeszcze jakiś rów z wodą, ale nie takie przeszkody pokonywali już nasi wybrańcy. Nadzieje Platformy Obywatelskiej na przedterminowe wybory parlamentarne pryskają jak bańka mydlana. Bardziej prawdopodobne jest, że Sejm zacznie jutro obrady od kolejnej przerwy niż to, że jeszcze w tym roku będziemy mieli premiera z Krakowa.

Co dla polityków opozycji może być przykrym zaskoczeniem, dla inwestorów i przedsiębiorców będzie naturalną koleją rzeczy. Przedsiębiorcy częściej niż politycy liczą pieniądze (ściślej — swoje pieniądze) i dzięki temu z reguły rozsądniej niż oni szacują ryzyko i trafniej podejmują decyzję. Ot, weźmy taki budżet — dla przedsiębiorcy sytuacja, w której kierowana przezeń firma od kilkunastu lat kończy rok na minusie, byłaby co najmniej niezręczna. Dla polityków to normalka, ba nawet rzecz godna pochwały. Przedsiębiorcy, jeżeli trafia im się nadwyżka wydatków nad przychodami, to najczęściej dlatego, że w danym roku kupili za ciężkie pieniądze nową linię produkcyjną, a nie dlatego, że wyprawili huczną firmową imprezę, a potem jeszcze rozdali ociekające dostatkiem paczki na święta.

Dlatego nie dziwimy się, gdy inwestorzy i przedsiębiorcy nie wierzą w rozwiązanie Sejmu. Ten brak wiary nie wynika bynajmniej z tego, że trafiają im do przekonania szumne zapowiedzi polityków obozu rządzącego, że rząd ma jeszcze tyle ważnych decyzji do podjęcia (jeśliby się dokładnie wsłuchać w te głosy, okazałoby się, że chodzi niemal wyłącznie o decyzje personalne). Przedsiębiorcy z ulgą przyjmą każde rozwiązanie, które zakończy stan paraliżującego chaosu na polskiej scenie politycznej. Mogą to być nowe wybory, może być też stabilna koalicja rządowa. Ponieważ żadne z tych rozwiązań nie wydaje się prawdopodobne, to przedsiębiorcy wolą raczej skoncentrować się na swojej niełatwej w dzisiejszych czasach działalności gospodarczej niż prorokować rozwój wydarzeń politycznych. Jednego można być w miarę pewnym — o ewentualnych wcześniejszych wyborach nie będą decydować gremia partyjne, lecz frakcja tzw. posłów dietetycznych. To ukute jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu określenie na posłów, dla których mniej istotne jest, jaką partię reprezentują (o programie politycznym już nie wspominając), a bardziej liczy się przywiązanie do poselskiej diety. Właśnie przywiązanie do dość lukratywnych posad będzie decydujące, a nie wizja Polski solidarnej czy IV RP. Ponieważ diet w przyszłym Sejmie nie może zagwarantować wszystkim nawet największa partia, wybory są mało prawdopodobne.

Dlatego świat gospodarki patrzy na obecne wydarzenia z umiarkowanym spokojem. Inwestorów i przedsiębiorców nie interesuje, w jaki sposób powstanie stabilny rząd. Ich interesuje, żeby taki rząd powstał. Jeżeli mu się uda obniżyć podatki, koszty pracy, obalić parę administracyjnych barier, to będzie wspaniale. Jeśli nie, to niech przynajmniej nie przeszkadza gospodarce. Dotychczas zajęci politycznymi przepychankami politycy nie mieli na to czasu. I biorąc pod uwagę obecny układ sił w parlamencie, przedsiębiorcy powinni skłaniać się raczej ku programowi minimum — ułatwień nie należy oczekiwać, ale może politycy nadal nie będą mieli głowy do gospodarki i „ulepszania” wolnego rynku. Bo jeśli im wyjdzie tak samo jak z poprawą jakości życia politycznego, to strach pomyśleć….

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu