Nieważne, jaki abonament, ważne, jaki prezes

Adam Sofuł
09-01-2008, 00:00

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zastanawiał się nad telewizją publiczną (oczywiście francuską). I doszedł do wniosku, że dobrze by było, gdyby publiczne media nie nadawały reklam. W Polsce rządzący też się głęboko zastanawiają nad telewizją publiczną. I wniosek z tych przemyśleń jest jeden: dobrze by było, gdyby nie było obecnego prezesa. Żeby był „nasz”. Właśnie nowa koalicja pracuje nad nowym projektem nowej ustawy medialnej, która pozwoli powołać nowego prezesa.

Po wyborach przez media przetoczyła się dyskusja o abonamencie, która jednakże — jak większość takich dyskusji — nie doprowadziła do żadnych wiążących wniosków. Nadal nie wiemy, czy płacić telewizyjny haracz, czy nie. Co gorsza nic nie wskazuje na to, by obecna większość parlamentarna miała jakąś wizję funkcjonowania i finansowania publicznych mediów. Bo w to, że ma wizję obsady personalnej, nawet nie śmiemy wątpić.

Instytucja z ulicy Woronicza nieodmiennie po każdych wyborach staje się najbardziej pożądanym politycznym trofeum. Pełni rolę sztandaru zdobytego na wrogiej armii, którym potem można dumnie wymachiwać. Nic to, że sztandar ten już mocno wyblakły i poszarpany, bo wbrew pozorom bój nie toczy się o całą instytucję, ale o jeden gabinet — prezesa. Aby go zdobyć, trzeba wymienić Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, może zmienić parę ustaw. Ale gdy w gabinecie zasiądzie „nasz” człowiek, będzie można odetchnąć. Aż do następnych wyborów.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nieważne, jaki abonament, ważne, jaki prezes