Niewiele brakuje do majowych szczytów

Roman Przasnyski
opublikowano: 17-06-2010, 00:00

Inwestorzy mieli nad czym się wczoraj zastanawiać i na co reagować. Głównie jednak się zastanawiali, co chyba wyszło na dobre rynkom. Najpierw nastroje psuły pogłoski dotyczące przygotowań do pakietu pomocy dla Hiszpanii, mającego sięgać 250 mld euro. Na szczęście szybko zdementowane nie doprowadziły do większej przeceny. Później pojawiły się dane o wzroście liczby wniosków o kredyty hipoteczne za oceanem oraz o spadku liczby rozpoczętych budów i wydanych zezwoleń na budowę, ale zostały niemal przez inwestorów zignorowane. Wreszcie nadeszła pomoc ze strony nieco większej, niż oczekiwano produkcji w amerykańskim przemyśle. Z tej mieszanki wyszło wyhamowanie optymizmu po wtorkowych silnych wzrostach na Wall Street.

Po bardzo słabym zachowaniu w trakcie wtorkowej sesji początek środowego handlu był już znacznie bardziej optymistyczny dla posiadaczy akcji. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu 1,1 proc., a WIG rósł o prawie 0,9 proc. Nieznacznie nad kreską wystartowały także wskaźniki małych i średnich firm. Dobry nastrój nie trwał jednak zbyt długo. Już po godzinie handlu WIG20 zdecydowanie zredukował skalę zwyżki i znów znalazł się pod poziomem 2400 punktów. Następujący po tym osłabieniu kilkugodzinny marazm zemścił się wreszcie spadkiem pod kreskę. To głównie zasługa zniżkujących po 1,5 proc. cen papierów KGHM i Telekomunikacji Polskiej — przedwczorajszych "dywidendowych bohaterów". Na sporym minusie znalazły się także walory PZU. Zwyżkujące po 1,5 proc. akcje dwóch naszych paliwowych koncernów nie były w stanie skutecznie przeciwstawić się spadkowiczom na tyle, by uchronić indeks przed zejściem w dół. Ostatecznie WIG20 i WIG oraz wskaźnik małych spółek niemal nie zmieniły swej wartości w porównaniu do wtorkowego zamknięcia, a mWIG40 wzrósł o 0,3 proc. Obroty wyniosły 1,3 mld zł.

Kwestia kontynuacji wzrostowej fali coraz bardziej się komplikuje. Chęć do zwyżek, do tej pory nie poparta mocnymi impulsami makroekonomicznymi, szybko opada. Rynek nadal jest dość odporny na niekorzystne plotki, co widać wczoraj było po hiszpańskich sensacjach. Nie reaguje również na informacje, o czym świadczy brak reakcji na spory spadek liczby rozpoczętych budów domów za oceanem. Naszym indeksom niewiele brakuje do przetestowania niedawnego lokalnego szczytu z końca maja, ale o tym, czy do niego dojdzie, zadecydują nastroje na parkietach zagranicznych.

Roman

Przasnyski

główny analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Rynek , PO