Niewielki biznes wielkiego formatu

Aleksandra Więcka
05-10-2005, 00:00

Krakowska drukarnia wielkoformatowa Klonex zwielokrotniła zyski, gdy postawiła na własną produkcję.

Maciej Szumczyk, szef Kloneksu, pamięta dobrze, gdzie jest największa siatka reklamowa w Krakowie. 400-metrowa reklama Kubusia spowija dom handlowy Jubilat. Zlecenie też pamięta doskonale.

— Klient zadzwonił w środę, że potrzebuje 400 mkw. zadruku na piątek. Konkretnie na Wielki Piątek — wspomina Maciek Szumczyk.

— Maszyna chodziła 24 godziny na dobę, mieliśmy mnóstwo pracy, ale przeorganizowałem produkcję tak, że w Wielką Sobotę, kiedy dzieci szły ze święconym do kościoła, Kubuś już wisiał na miejscu.

Zrobimy wszystko

Klonex kieruje się zasadą, że nie ma zleceń za małych ani za trudnych.

— Pracujemy dla takich klientów, jak Cyfrowy Polsat, Gellwe, Vistula czy Lincoln. Ale jesteśmy elastyczni, weźmiemy nawet jeden billboard albo zlecenie 50 mkw. zadruku z dnia na dzień — mówi szef.

Szanują potrzeby klientów. I dzięki temu wygrywają. Zanim na początku 2004 r. kupili maszynę do wielkoformatowego druku cyfrowego DGI SpaceJet, która pozwala jednorazowo zadrukować materiał o szerokości 3,2 m, w wielu sprawach zależeli od podwykonawców.

— Ludzie o tym wiedzieli, miesięcznie mieliśmy zamówienia na raptem około 300 mkw. — przyznaje Szumczyk.

Kiedy w hali pojawiła się gigantyczna drukarka, był pierwszym, który nauczył się ją obsługiwać.

— To oczywiste. Gdyby pracownik z jakiegoś powodu nie dotarł do pracy, staję za maszyną i produkcja idzie. Zresztą nie wyobrażam sobie, żebym sam nie znał się na tym, co produkuje moja firma — przekonuje.

Dlatego, kiedy urządzili dni otwarte, prezentował nowy nabytek.

— To była wtedy pierwsza taka maszyna w Krakowie. Ludzie z branży przychodzili, żeby ją obejrzeć. Dla klientów zrobiliśmy promocję, obniżyliśmy ceny. W ten sposób dowiedzieli się, że już nie muszą się obawiać wyższych kosztów za pośrednictwo. Produkcja od razu skoczyła trzykrotnie — dodaje.

Ale nie za sprawą cen. W tej branży promocja tylko raz przyciąga klienta. Potem trzeba go przy sobie utrzymać jakością usług.

Szef umie sam

Przekonał się o tym już na początku działalności. Kiedy zaczynał w 2000 roku w Katowicach od sprzedaży reklam świetlnych, działał sam. Odchodząc z firmy o podobnym profilu, zabrał ze sobą doświadczenie oraz notes z kontaktami do klientów. Nazwa, inspirowana filmem o klonowaniu „Mężowie i żona”, miała łatwo zapadać im w pamięć.

W 2003 r. firma przeniosła się do Krakowa. Zarząd, i tym samym także załoga, powiększył się o żonę Joannę, zresztą poznaną na targach poligraficznych. Za tymi zmianami przyszły też większe zlecenia.

Pierwszym klientem był producent mebli „Nowy Styl”.

— Odkąd dowiedziałem się, że potrzebują stu reklam świetlnych, byłem u nich ze 20 razy. Można powiedzieć, że „wychodziłem” to zamówienie — wspomina Szumczyk.

Nie tylko negocjował cenę, ale razem z kuzynami sam wyprodukował 100 podświetlanych kasetonów.

— Ciąłem, lakierowałem, byłem kierowcą. Asia obsługiwała biuro. W czasie miodowego miesiąca pracowaliśmy kilkanaście godzin na dobę, czasem i do północy. Wtedy miałem chwile zwątpienia — wspomina szef Kloneksu.

Ale jednak wysiłek się opłacił. Wygrali ze znaną krakowską firmą, mimo że oferowała niższą cenę. Zleceniodawcę przekonała jakość wykonania. A przy okazji, już bez przetargu, dorzucił zamówienie na 250 tablic reklamowych.

Tysiąc metrów druku

W 2004 roku Joanna i Maciej Szumczyk zatrudnili pierwszego pracownika, teraz mają ich czterech. Kolejne dwie osoby pracują na umowę-zlecenie. Firma specjalizuje się w drukach wielkoformatowych na materiałach bannerowych, foliach i papierze. Oferuje też kompleksową obsługę w zakresie szeroko pojętej reklamy wizualnej.

— Odkąd z pośrednika zmieniliśmy się w producenta, wielkość zamówień wzrosła dziesięciokrotnie. Miesięcznie drukujemy teraz średnio 3,5 tys. mkw. — mówi Maciej Szumczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Więcka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Niewielki biznes wielkiego formatu