Niezbadane są wyroki urzędników

Grzegorz Zięba
01-04-2004, 00:00

Urząd Miasta w Lublinie zmienił zdanie. Dlaczego? Nie wiadomo! Ale Sal-Pol nie musi już produkować aut, by móc segregować śmieci.

Opisywana przez nas historia lubelskiej spółki Sal-Pol, prowadzącej selektywną zbiórkę śmieci, dobiegła szczęśliwego końca. Urząd Miasta Lublina wydał zgodę umożliwiającą działalność spółki. Przesłanki zmiany stanowiska są równie niejasne, jak powody blokowania przez rok działalności Sal-Polu.

— Zgoda na prowadzenie działalności przyszła zupełnie niespodziewanie. Zachodzę w głowę, co się stało, że urzędnicy nagle zmienili decyzję — mówi Zbigniew Łukasik, właściciel Sal-Polu.

Coś się znajdzie

Sal-Pol od marca ubiegłego roku walczył o prawo prowadzenia sortowni odpadów w hali wydzierżawionej od syndyka Deawoo Motor Polska w Lublinie. Początkowo urzędnicy twierdzili, że była ona przeznaczona do produkcji samochodów, więc nie można w niej sortować odpadów. Nie godzili się także na zmianę przeznaczenia obiektu, twierdząc, że najpierw trzeba tam prowadzić działalność zgodną z planem zagospodarowania. Po pół roku przepychanek i interwencji wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, Wydział Architektury i Administracji Budowlanej UM w Lublinie (WAiAB) wyraził zgodę na uruchomienie sortowni. Jednak urzędnicy Miejskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (MIOŚ) wynaleźli nowe przeszkody. Zażądali m.in. odbioru hali, chociaż robi się to tylko w przypadku obiektów nowo wybudowanych. Ryszard Perdeus, zastępca prezydenta Lublina, oświadczył też, że należy zbadać decyzję WAiAB.

— Byłem przekonany, że nie uda mi się wygrać z oporem urzędników i będę musiał zwinąć interes — wspomina Zbigniew Łukasik.

Tomasz Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina, uważa, że działania urzędu miasta były rutynowe i zgodne z obowiązującą procedurą.

— Wszystkie lubelskie firmy recyklingowe przechodziły przez ten proces — mówi Tomasz Rakowski.

— Jednak wydano mi pozwolenie dopiero po roku — ripostuje Zbigniew Łukasik.

Ciasny rynek

Szef Sal-Polu podejrzewa, że działania urzędników miały wyeliminować go z rynku. Wypowiedzi Mariana Stani, dyrektora MIOŚ, faworyzowały dwie spółki działające w mieście: Kom-Eko i Sitę. Jego punkt widzenia podziela także Jerzy Ziaja, prezes ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu. Dodatkowe podejrzenia wzbudziła decyzja prezydenta miasta z 20 października 2003 r., zezwalająca zbierać odpady tylko firmom mającym podpisaną umowę na sortowanie z Kom-Eko lub Sitą.

Prokuratura pomogła?

Swoimi przemyśleniami właściciel Sal-Polu podzielił się z organami ścigania. W wyniku złożonej skargi Prokuratura Rejonowa Lublin Północ wszczęła śledztwo przeciwko pracownikom WAiAB. Zarzuty dotyczą poświadczenia nieprawdy oraz działania na szkodę Sal-Polu.

— Podejrzewam, że postępy śledztwa wpłynęły na zmianę decyzji urzędu miasta — zastanawia się Zbigniew Łukasik.

Dodaje, że sprawa z urzędem miasta nie jest załatwiona.

— Poniosłem straty. Roczne koszty wynajmu hali i jej utrzymania to 300 tys. zł, a utracone zyski szacuję na 100 tys. zł. Wnoszę sprawę o odszkodowanie — podsumowuje Zbigniew Łukasik.

Tomasz Rakowski nie ukrywa, że miasto liczy się z procesem.

— Niech sąd rozstrzygnie, czy Sal-Pol został skrzywdzony — odpowiada rzecznik prezydenta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Niezbadane są wyroki urzędników