Nieźle zakręcona firma

Adrian Chimiak
opublikowano: 09-05-2007, 00:00

Rozżarzone do białości krople szkła w sekundę zataczają łuk, wpadają w metalowe ramiona, a po chwili taśma wiezie gorący jak słońce słoik.

Huta Szkła Jedlice w Ozimku

Rozżarzone do białości krople szkła w sekundę zataczają łuk, wpadają w metalowe ramiona, a po chwili taśma wiezie gorący jak słońce słoik.

Rytmiczny taniec maszyn przywodzi na myśl szaleńcze wizje twórców teledysków muzyki elektronicznej z początku lat 80. Wrażenie potęguje to, że słoiki powstają stale w tym samym tempie, stygną i okręcają się wokół własnej osi. Każdego dnia milion słoi bierze udział w tym przedstawieniu. Rocznie — 350 milionów.

Skomplikowany jak słoik

— Jesteśmy na trzecim miejscu w Polsce pod względem liczby wyprodukowanych słoików. Coraz więcej wędruje na eksport, dzięki pośrednikom docierają nawet do USA, a wprost od nas wyjeżdżają do niemal całej Europy Zachodniej i do wielu krajów byłego ZSRR, nawet do dalekiego Azerbejdżanu. Wiemy, że odbiorcy cenią jakość i precyzję naszych wyrobów. Poza tym, co tu dużo mówić, słoiki mają atrakcyjne kształty, a przy tym szkło ma bardzo dobrą przejrzystość i jest odporne na obciążenia — pokazuje słoiki Mirosław Wiciak, prezes zarządu Huty Szkła Jedlice.

Stawiam słoik na podłodze i powoli dociskam butem. Kiedy stoję na nim na jednej nodze, na twarzy prezesa widzę wyraz triumfu. Ale to jeszcze nie koniec. Z blatu biurka spycham mały słoiczek. Nie wiem, komu byłoby bardziej wstyd, gdyby...

Na szczęście słoik, po blisko metrowym locie, odbija się od wykładziny i czeka na napełnienie.

— Nie zawsze były takie mocne. To wynik dobrych surowców i nowoczesnych maszyn. Odkąd jesteśmy w Warta Glass Group, możemy się pochwalić, że nasza huta to jedna z najlepiej zmodernizowanych i wyposażonych. Nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Specjalizujemy się w tzw. trudnym asortymencie. Tylko 60 proc. to słoje standardowe, reszta to słoiki o skomplikowanych kształtach, sześciokątne, faliste, kwadratowe, czasami nawet nieobrotowe. Obecnie w ofercie mamy 100 rodzajów słoi — mówi Mirosław Wiciak.

Lustracja

Jedlice są jedną z trzech hut Warta Glass Group (na Litwie zakład specjalizuje się w wytwarzaniu szyb samochodowych, w Sierakowie dominuje produkcja butelek), między którymi — mimo specjalizacji — istnieje pełna zastępowalność produkcji. Huty nie są bezpośrednimi konkurentami, a przynależność do grupy ułatwia znajdowanie rynków i negocjacje cen.

— Zdecydowaliśmy się na produkcję białych słoików o pojemnościach od 0,1 do 1 litra, ponieważ na takie jest największy zbyt. Potrafimy osiągać bardzo wysoką przejrzystość. Poza Polską jedlickie słoje są wykorzystywane głównie do opakowywania produktów tzw. premium, czyli tych z wyższej półki cenowej, bardziej przetworzonych i zaawansowanych, np. bardzo małe ogórki, kawa, ale również zestawy korkowe, pasty i sery — wylicza prezes Wiciak.

W Polsce słoiki z Jedlic wykorzystuje wielu znanych producentów żywności, m.in.: Heinz, Roleski i Rolnik. Słoje szerokootworowe (podobne do butelek) służą do przechowywania soków, przecierów i kawy.

Zaglądamy do magazynu. Potężny, szczelny hangar (zabezpieczony przed wizytami ptactwa), mieści około 25 mln słoików. Pomiędzy nimi, po drodze z wymalowanymi pasami, poruszają się z dużą prędkością wózki widłowe. Zatrzymujemy jeden z nich. Przeglądamy słoje. Żaden z nich nie ma prawa być pęknięty, w żadnym nie może wystąpić skaza, żyła czy powietrzny bąbel.

— Kilkukrotnie sprawdzamy jakość słoików, zanim trafią na magazyn. Na produkcji oraz w położonym obok laboratorium testujemy grubość ścianek, wysokość, pojemność, główkę słoja, wytrzymałość termiczną i mechaniczną. Bardzo ważna jest precyzja kształtów, słoiki muszą się dobrze zachowywać na liniach produkcyjnych, zwłaszcza u tych producentów, którzy wytwarzają nawet kilkadziesiąt tysięcy wyrobów na godzinę —tłumaczy Mirosław Wiciak.

Szklana elastyczność

Wyszukujemy słoje z grawerowanymi napisami, a przy okazji poznaję 47-letnią historię huty. Początkowo wyposażono ją w tylko dwa piece szklarskie o wydajności 40 ton na dobę każdy i w automaty karuzelowe, których wydajność wynosiła zaledwie 20 sztuk na minutę.

— Dopiero w 1995 roku opalanie gazem generatorowym zastąpiono gazem ziemnym. W 1997 roku nastąpiła prywatyzacja, a od 1998 roku trwa modernizacja zakładu. W odstępie kilku lat uruchomiliśmy dwie linie produkcyjne o łącznej wydajności 280 ton na dobę, rozbudowaliśmy hale, zmodernizowaliśmy laboratorium i przygotowaliśmy nowoczesny plac załadunkowy z magazynem. Wszystkie urządzenia produkcyjne zostały wymienione, wstawiony sprzęt fabrycznie nowy. Zakupy finansowała Grupa Warta, mieliśmy też własne pieniądze oraz zaciągnęliśmy kredyty — mówi prezes Wiciak.

Nie ukrywa, że sukces firma osiągnęła dzięki elastyczności i chęci sprostania wyzwaniom odbiorców. W laboratorium trwają badania nad nowymi rozwiązaniami, projektanci i styliści testują nowe formy. W Jedlicach wiedzą, że mimo dynamicznego wzrostu w Polsce zużywa się statystycznie na jednego mieszkańca dwa razy mniej opakowań szklanych niż w Europie Zachodniej.

Namawiam prezesa do powrotu na halę. Teraz jestem pewien: gorące słoiki pachną owocami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu