Nikt nie przeżył wybuchu w "Halembie"

(Tadeusz Stasiuk)
opublikowano: 23-11-2006, 18:10

Żaden z 23 górników z kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej, którzy we wtorek znaleźli się w strefie wybuchu metanu, nie przeżył.

Żaden z 23 górników z kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej, którzy we wtorek znaleźli się w strefie wybuchu metanu, nie przeżył katastrofy. W czwartek nad ranem ratownicy odnaleźli pod ziemią ostatnie ciała. Przyczyny tragedii wyjaśnia policja, prokuratura i nadzór górniczy.

To największa od prawie 30 lat katastrofa górnicza w Polsce. Ofiary mają od 21 do 59 lat. 15 górników pracowało w prywatnej firmie Mard, 8 - w "Halembie". Osierocili 34 dzieci. Do soboty włącznie w kraju obowiązywać będzie ogłoszona przez prezydenta żałoba narodowa. Lech Kaczyński wpisał się do wyłożonej w Pałacu Prezydenckim księgi kondolencyjnej.

W kraju odwołano wiele imprez kulturalnych i sportowych. Opuszczono do połowy masztów flagi narodowe, w wielu miejscach wystawiono księgi kondolencyjne. W intencji zmarłych i ich bliskich odprawiane są msze święte. Do Polski napływają kondolencje z wielu państw.

W Rudzie Śląskiej, decyzją samorządu, żałoba potrwa do przyszłej środy. Przed kopalnią płoną setki zniczy. Jeden z nich zapalił premier Jarosław Kaczyński.

Szef rządu, który w czwartek już po raz drugi odwiedził rudzką kopalnię, zapewnił, że rodziny ofiar nie pozostaną bez środków do życia. Zapowiedział też, że rząd przyjmie w przyszłym tygodniu uchwałę w sprawie przeglądu stanu bezpieczeństwa w kopalniach. Premier rozmawiał z uczestniczącymi w akcji ratownikami i psychologami.

"Daliśmy z siebie wszystko, ale wynik jest jaki jest. Człowiek jest przygnębiony, bo szliśmy po żywych. Nie miało tak być. Żal, bezsilność, nic nie można było zrobić. Myśmy robili wszystko, a jednak nie udało się, nie było takiej możliwości" - mówił uczestniczący w trwającej dwie doby akcji ratownik Jan Gaura.

Przyznał, że ratownicy po cichu liczyli na cud, za jaki uważa się uratowanie po prawie pięciu dniach uwięzionego w lutym w tym samym chodniku górnika Zbigniewa Nowaka. Eksperci są jednak zgodni, że górnicy nie mieli szans przeżycia. Temperatura w chwili wybuchu mogła wynosić nawet 1500 stopni C, siła podmuchu była olbrzymia.

W akcji ratowniczej uczestniczyło kilkuset osób, w tym ponad 200 ratowników, członkowie sztabu akcji, liczni eksperci, pracownicy kopalni, lekarze i psychologowie. Za namową ekspertów akcję dwukrotnie przerywano, aby przewietrzyć wyrobisko, obniżyć w nim wybuchowe stężenie metanu i tym samym, zapewnić bezpieczeństwo ratownikom.

Długo nie było wiadomo, kiedy będzie można wznowić akcję. Gdy przed północą ratownicy weszli w końcu do wyrobiska, na efekty nie trzeba było długo czekać. Przed godz. 3 w nocy dotarli do zwłok 15 górników, potem dwóch kolejnych. Sześć pierwszych ofiar odnaleziono i przetransportowano na powierzchnię już w nocy z wtorku na środę. Transport pozostałych ciał w czwartek późnym popołudniem wciąż trwał.

Na wydobycie ciał swoich bliskich czekają rodziny ofiar. Niektórzy byli na miejscu przez cały czas akcji ratowniczej, inni przychodzili do kopalni od rana. Czekali w zakładowej stołówce, gdzie nikt nie zakłócał im spokoju, byli z nimi psychologowie i lekarze. Ci, którzy opuszczali budynek, nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami, prosząc o uszanowanie ich żałoby.

O emocjach rodzin ofiar mówiła Anna Kubicka-Tomczyk, koordynator pomagającego ofiarom zespołu policyjnych psychologów. "Jest smutek, żal, złość, rozpacz, niedowierzanie, odrealnienie tej sytuacji. Przede wszystkim jednak - i to jest piękne w tych ludziach - chcą oni pozostawić swych najbliższych w pamięci takich, jakimi byli. Uśmiechniętych, radosnych, szczęśliwych, czasami pewnie denerwujących, ale takich, z jakimi się żegnali, kiedy tamci wychodzili do pracy" - powiedziała PAP.

W czwartek po południu, z udziałem premiera, w kopalnianej cechowni odprawiono mszę św. w intencji górników. Przez głośniki transmitowano ją na plac przed kopalnią, gdzie zgromadziły się setki mieszkańców Rudy Śląskiej. Telegram z kondolencjami przesłał na ręce metropolity katowickiego papież Benedykt XVI.

Specjalna komisja Wyższego Urzędu Górniczego, powołana do zbadania przyczyn katastrofy, rozpocznie prace w przyszłym tygodniu od wizji lokalnej na dole kopalni. Swoje ustalenia ma przedstawić najpóźniej do końca marca. Własne śledztwo prowadzi gliwicka prokuratura. W tej sprawie przesłuchano już ok. 40 świadków - pracowników kopalni i firm usługowych, a co najmniej drugie tyle jest jeszcze do przesłuchania. Policjanci zabezpieczyli kopalnianą dokumentację. Zlecono sekcję zwłok pierwszych ofiar oraz badania DNA tych, których trudno zidentyfikować.

Zarówno śledztwo prokuratury, jak i postępowanie organów nadzoru górniczego, mają wyjaśnić wszystkie wątki związane z tragedią. Chodzi m.in. o zatrudnianie zewnętrznych firm w kopalniach i ich kompetencje, a także o działanie systemów metanometrii i zachowanie procedur przy prowadzeniu robót likwidacyjnych przy ścianie, gdzie doszło do tragedii. Na polecenie prezydenta kopalnię ma też skontrolować NIK.

Niektórzy górnicy mówili reporterom przed kopalnią, że w dniach poprzedzających katastrofę kilkakrotnie wycofywano załogę z tego rejonu ze względu na zagrożenie metanowe i pożarowe. Dzień przed tragedią w kopalni doszło także do tąpnięcia. Przedstawiciele Kompanii Węglowej odpowiadają, że nad bezpieczeństwem prac cały czas czuwał zespół ekspertów. Szef firmy Mard Marian Długosz zapewnia, że jego pracownicy mieli odpowiednie kwalifikacje. Górnicy pracowali przy likwidacji ściany, usiłując wydostać z tego rejonu sprzęt, wart ok. 70 mln zł.

Premier oraz przedstawiciele wojewody śląskiego podkreślają, że rodziny ofiar nie pozostaną bez pomocy. Szef rządu podpisał już rozporządzenie przyznające wojewodzie 690 tys. zł z ogólnej rezerwy budżetowej, przeznaczone na pomoc dla bliskich ofiar. Urzędnicy wojewody przekazali już do gmin kwoty na jednorazowe zasiłki po 10 tys. zł dla każdej rodziny. Przygotowane są również - niezależne od zasiłków pogrzebowych - jednorazowe zasiłki po 5 tys. zł na pokrycie kosztów pogrzebu górników.

Szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczygło zapowiedział, że w piątek do rodzin ofiar tragedii powinna trafić pomoc finansowa pochodząca ze środków kancelarii.

W cieniu tragedii rozpoczęły się pływackie mistrzostwa Polski w Gorzowie Wlkp. Jak powiedział trener kadry Paweł Słomiński, tych zawodów nie można było już odwołać. Organizatorzy zrezygnowali z uroczystego rozpoczęcia czterodniowej imprezy, będącej jednocześnie kwalifikacjami do mistrzostw Europy i mistrzostw świata. Tragedię w Rudzie Śląskiej w sposób szczególny przeżywa Otylia Jędrzejczak, która stamtąd pochodzi. (DI, PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Tadeusz Stasiuk)

Polecane