Nikt nie zauważa rozdwojenia siły nabywczej i kursu złotego

Stanisław Albinowski
opublikowano: 09-06-2000, 00:00

Nikt nie zauważa rozdwojenia siły nabywczej i kursu złotego

Przysłowiowy Kowalski ma prawo być zdezorientowany. W gazetach piszą, że kurs złotego spada, a na wykresach krzywa pnie się w górę. Notowania NBP podają cenę dewiz w złotych. Można jednak odwrotnie: ile dolarów, marek i euro trzeba zapłacić za 100 złotych. Wówczas, gdy złoty słabnie — krzywe tych walut biegną odpowiednio w dół. W takim ujęciu prezentuję poniższe wyliczenia.

ZAUWAŻMY też od razu, że wykres nie ukazuje kursów, lecz ich względne poziomy (w stosunku do roku 1995, przyjętego za 100). Dzięki temu jeden rzut oka wystarczy by stwierdzić, że w ciągu czterech lat złoty staniał “w dolarze” o 40 proc., w euro — o 23 proc., a w marce — tylko o 19 proc.

ZASTOSOWANE ujęcie nie tylko pozwala umieścić na jednej osi trzy różne waluty (w wielkościach bezwzględnych byłoby to niemożliwe), ale także porównać spadek kursów walutowych złotego ze spadkiem jego siły nabywczej. Ten ostatni czynnik jest na ogół pomijany milczeniem, choć to właśnie relacje siły nabywczej walut stanowią długofalowy układ odniesienia kursów wymiennych i są osią ich koniunkturalnych wahań.

SIŁĘ NABYWCZĄ złotego obliczam dwoma deflatorami cenowymi: konsumpcji (utożsamianym ze stopą inflacji) oraz sprzedanej produkcji przemysłowej, której ceny determinują poziom cen w eksporcie.

JEST WPROST zdumiewające, że analitycy zdają się nie dostrzegać wyraźnego rozdwojenia dynamiki tego spadku: w ciągu czterech lat wyniósł on w sferze produkcji przemysłu przetwórczego 30 proc., natomiast w sferze konsumpcji — aż 45 proc. W świetle doświadczeń krajów rozwiniętych tak duże rozpiętości są rzadką anomalią.

RÓWNOCZEŚNIE zaś okazuje się, że spadkowa dynamika relacji dolar/złoty koreluje ściśle ze spadkiem siły nabywczej złotego w sferze konsumpcji, natomiast zmiany relacji euro/złoty są niemal identyczne ze spadkiem siły nabywczej złotego w sferze produkcji przemysłowej. A właśnie w euro rozliczamy około 70 proc. naszego eksportu.

ANALIZA tych tendencji to temat na rozprawę. Ale już to, co widać gołym okiem, jest wielce niepokojące: znaczną część naszych potrzeb importowych opłacamy coraz droższym dolarem, a zarabiamy na ten import eksportem w euro, które wobec dolara jest coraz słabsze. Oto jedna z przyczyn rosnącego deficytu Polski w obrotach bieżących.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Albinowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Nikt nie zauważa rozdwojenia siły nabywczej i kursu złotego