Niskie pensje to już historia

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 15-03-2007, 00:00

Koniec z mitem niskiej pensji. I wcale nie trzeba do tego urzędowo podnosić wynagrodzenia minimalnego.

Inwestorzy zagraniczni już wiedzą, że za 900 zł nie znajdą rąk do pracy

Koniec z mitem niskiej pensji. I wcale nie trzeba do tego urzędowo podnosić wynagrodzenia minimalnego.

Świdnica. Gdy w 2005 r. produkcję uruchomił tu Electrolux, płacił 900 zł netto. Gdy rok później w pobliżu ruszyła fabryka Colgate-Palmolive, w której można było zarobić 1200 zł, okazało się, że i Electrolux stać na wyższe pensje. Kobierzyce. LG Philips LCD, który płaci pracownikom 800 zł na rękę, musi ich ściągać z oddalonych po kilkadziesiąt kilometrów miejscowości. To nie jest fenomen Dolnego Śląska. Tak już jest lub za chwilę będzie w całej Polsce. Postulaty kampanii Solidarności „Niskie płace barierą rozwoju Polski” inwestorzy realizują, czy tego chcą czy nie.

Pieniądze i kariera

Potwierdzają to osoby, które na co dzień pracują z inwestorami zagranicznymi.

— Gdy ściągaliśmy do Polski LG Philips LCD i MAN, mówiliśmy im, że w Polsce koszty pracy są niskie. Po tym, jak Polska przegrała kilka dużych inwestycji, byliśmy gotowi dopłacać, zachęcać, zrobić wiele, by przyszło kilku inwestorów, którzy pociągną kolejnych. Dziś sugerujemy inwestorom, by nie zakładali sobie w biznesplanach pensji na poziomie 800 zł netto. Proponujemy 2000 zł brutto, i w działalności produkcyjnej, i w usługowej — ujawnia Marcin Kaszuba, kiedyś z Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), teraz z Ernst & Young.

O identycznym poziomie cen mówi szef Kamiennogórskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

— W Niemczech ślusarzom czy tokarzom płaci się 2000 EUR. Ja mówię potencjalnym inwestorom, że powinni się liczyć z pensjami rzędu 300-400 EUR. Skoro ludzie z naszych rejonów jeżdżą do Czech i zarabiają 1500 zł na rękę, to 2 tys. brutto powinno ich zachęcić do pracy na miejscu — potwierdza Marek Proskura.

Liczą się nie tylko pensje.

— Inwestorom trzeba mówić: jeśli chcecie mieć lojalnych pracowników, zaoferujcie im wynagrodzenie wyższe niż średnia i możliwość kariery — dodaje Sebastian Mikosz, były wiceprezes PAIIZ, obecnie menedżer w Deloitte.

Polskie atuty

Wyższe koszty nie oznaczają, że Polska przestanie być konkurencyjna.

— Pensje mogłyby być pięciokrotnie wyższe, a i tak opłacałoby się tu inwestować. Nadal przyciągamy niskimi wynagrodzeniami i tak będzie przez najbliższych kilka lat — mówi Sebastian Mikosz.

Inaczej widzi to wiceprezes PAIIZ.

— Konkurencyjność nie musi sprowadzać się do najniższych kosztów. Mamy nadzieję, że wraz ze wzrostem gospodarczym kraju będą rosły również wynagrodzenia, co już widać, i to od kilku miesięcy. Potwierdzają to nasze rozmowy z firmami, które prowadzą nabór. Jednak Polska utrzyma konkurencyjność dzięki rosnącej wydajności pracy — mówi Wojciech Szelągowski.

W styczniu polski pracownik wyprodukował o 12,2 proc. więcej towarów niż rok wcześniej.

— Każdy inwestor podkreśla, że ceni wydajność, jakość i kwalifikacje polskich pracowników. W pierwszych latach po przejęciu Polara przez Whirlpool wydajność wzrosła siedmiokrotnie. Przy takim wzroście podniesienie pensji nie powoduje większych kosztów pracy, one wręcz spadają. Po Korei Polska jest najbardziej produktywnym krajem, Polacy pracują 600-700 godzin więcej niż inne europejskie nacje — uważa Marcin Kaszuba.

Kapitał za pracą

Największym atutem Polski jest dostępność pracowników.

— W przeciwieństwie do XIX wieku, w XXI to kapitał podąża za siłą roboczą. W Europie Zachodniej brakuje pracowników, w Polsce są, na dodatek dobrze wykwalifikowani i efektywni. Drugi ważny czynnik to relacje biznesowe bardziej przyjazne niż w Europie Zachodniej: nie ma terroryzmu związanego z polityczną poprawnością, nie ma destrukcyjnego działania związków zawodowych, jak w Niemczech i Francji — uważa Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.

Dlatego wyższe ceny nikogo nie odstraszają.

— Mamy inwestora, który zdecydował się ostatnio na Wrocław, mimo że okazał się on droższy od innych lokalizacji — mówi Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu