Czytasz dzięki

Nowa koncepcja Unii budzi niepokój

  • Materiał partnera
opublikowano: 27-10-2020, 13:49
aktualizacja: 06-11-2020, 11:16

Zaprezentowany pod koniec 2019 r. Europejski Zielony Ład to nowy pomysł Brukseli na przywrócenie Europie prymatu wśród światowych mocarstw. Więcej rolnictwa ekologicznego, mniej pestycydów, rozwój produkcji roślinnej. UE chce stać się zieloną wyspą i przykładem, który będą naśladować inni. Tyle w teorii. W praktyce w gąszczu ambitnych założeń i wzniosłych celów zabrakło oceny skutków rachunku ekonomicznego.

Branża rolnicza ostrzega, że lekkomyślne wdrożenie strategii może w jeszcze większym stopniu uzależnić Unię Europejską od importu żywności spoza Unii Europejskiej. W grudniu 2019 r. Komisja Europejska zaprezentowała koncepcję Europejskiego Zielonego Ładu. To rozbudowany plan działania, który ma doprowadzić do tego, by w 2050 r. Europa osiągnęła zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych netto, innymi słowy stała się pierwszym kontynentem neutralnym dla klimatu.

Dla rolnictwa najważniejszymi elementami Zielonego Ładu są przedstawione już w 2020 r. strategie: „Bioróżnorodność 2030” oraz „Od pola do stołu”.

Strategia bioróżnorodności zakłada m.in. przekształcenie co najmniej 30 proc. powierzchni i mórz w obszary chronione oraz wyłączenie z produkcji 10 proc. aktualnie użytkowanych gruntów rolnych.

Z kolei strategia „Od pola do stołu” zakłada m.in., że w latach 2021–2027 aż 40 proc. budżetu Wspólnej Polityki Rolnej ma być przeznaczone na działania na rzecz walki ze zmianami klimatu. Jednocześnie zakłada m.in., że do 2030 r. co najmniej 25 proc. gruntów rolnych w UE powinno być przeznaczone na rolnictwo ekologiczne. Do 2030 r. zużycie pestycydów ma zostać zredukowane aż o 50 proc., a nawozów syntetycznych o 20 proc. Komisja chce także zmniejszyć zanieczyszczenie środowiska, zjawisko marnowania żywności i otyłości.

KE zdaje sobie sprawę i akceptuje fakt, że wdrożenie tego rodzaju rozwiązań doprowadzi także do negatywnych następstw, w tym niższych plonów. Jednak ujemne skutki mają zostać zniwelowane poprzez zmiany w diecie i podejściu do zakupów Europejczyków oraz zmniejszenie ilości odpadów żywnościowych.

Brzmi świetnie. Dlaczego zatem ogłoszenie Zielonego Ładu i jego składowych wzbudziło tak duży niepokój w sektorze rolnym? Branżę niepokoi przede wszystkim ustalanie sztywnych, wyśrubowanych celów bez analizy ryzyka i oceny skutków regulacji. Organizacje takie jak Copa Cogeca, nie negując samej koncepcji Zielonego Ładu, oczekują od Komisji Europejskiej szczegółowych wyliczeń skutków jego wprowadzenia dla każdego kraju członkowskiego z uwzględnieniem m.in. wzrostów kosztów surowcowych i wyższych cen żywności.

Koszty produkcji żywności w Unii Europejskiej już dziś są najwyższe na świecie. W dodatku Wspólnota co jakiś czas dokłada przedsiębiorcom i rolnikom kolejne wymogi do spełnienia, np. w obszarze dobrostanu zwierząt czy stosowania środków ochrony roślin. Tymczasem w USA, Brazylii czy bliskiej nam Ukrainie podobne wymogi nie obowiązują, co zdecydowanie podnosi ich pozycję konkurencyjną wobec producentów z UE.

Unia Europejska, zaostrzając wymogi dla własnych producentów rolnych, coraz mocniej otwiera się na import żywności. W podpisywanych przez Unię w ostatnich latach dwustronnych umowach handlowych, m.in. z Japonią, Mercosur czy Nową Zelandią, duże ustępstwa w imporcie żywności rekompensowane są zwiększeniem eksportu do tych krajów np. niemieckich samochodów. Branżowe organizacje rolnicze wskazują, że wdrożenie Zielonego Ładu jeszcze bardziej podniesie koszty produkcji rolniczej, przez co żywność europejska będzie mniej konkurencyjna cenowo w stosunku do tej z importu.

Wątpliwości budzi także zapis o przeznaczeniu 25 proc. gruntów rolnych na produkcję ekologiczną. Choć w powszechnym odczuciu uchodzi za lepszą dla środowiska, wymaga znacznie więcej powierzchni, generuje większy ślad węglowy i daje plony o około jedną czwartą niższe od konwencjonalnych. Zdaniem rolników wyznaczanie celu 25 proc. gruntów rolnych w UE przeznaczonych na produkcję ekologiczną jest nierealistyczne w kontekście zaledwie 7 proc. realizowanych na dzień dzisiejszy. Przestawianie się rolników z produkcji konwencjonalnej na ekologiczną jest procesem długotrwałym. Co więcej, wielu rolników chcących uprawiać ekologicznie decyduje się na powrót do produkcji konwencjonalnej ze względu na liczne ograniczenia, wyższe koszty, brak lokalnego popytu oraz biurokrację i koszty certyfikacji.

KOMENTARZ

Piękna wizja może utrudnić działanie branży rolniczej w Europie

Marek Łuczak, prezes Syngenta Polska
Marek Łuczak, prezes Syngenta Polska

Czytając pierwsze założenia Europejskiego Zielonego Ładu, stwierdziliśmy, że wiele elementów pokrywa się ze zobowiązaniami wobec środowiska i rolnictwa zawartymi w ogłoszonym przez nas w 2014 r. „The Good Growth Plan – Planie Dobrego Rozwoju”. Martwi nas jednak, że unijne cele zostały ogłoszone bez jakichkolwiek konsultacji. Oczywiście proces uzgadniania całej koncepcji Zielonego Ładu dopiero się rozpoczyna. Niemniej Komisja, nie dokonawszy wcześniej żadnej oceny ryzyka, niejako z góry przyjęła, że jej pomysły uzdrowią rolnictwo i środowisko, a ich realizacja nie będzie miała negatywnych skutków.

Z naszego punktu widzenia przyjęcie tego rodzaju założeń a priori, bez żadnej oceny skutków, jest niepokojące. Jako branża od lat promujemy model zrównoważonego rolnictwa, w którym środki ochrony roślin stosowane są tylko w ostateczności, a także obowiązujących w UE od 2014 r. zasad tzw. Integrowanej Ochrony Roślin. Zakładają one, że chemiczna ochrona stosowana jest tylko wtedy, kiedy inne metody są nieskuteczne i nieuzasadnione ekonomicznie.

Założenie obniżenia zużycia środków ochrony roślin o połowę w ciągu najbliższych 10 lat jest nierealne. W latach 80. w Danii zarządzono odgórnie obniżenie stosowania środków ochrony roślin o 50 proc. Po 20 latach udało się osiągnąć redukcję na poziomie zaledwie 4,4 proc. w porównaniu z rokiem 1987, częstotliwość stosowania pestycydów zaś ciągle wzrastała od roku 2000. Warto, by Europa uczyła się na własnych błędach.

Jako branża i firma wspieramy nakreśloną przez KE wizję, uważając jednocześnie, że sposób i tempo, w jakim wprowadzane są te zmiany, przyczyni się do pogorszenia sytuacji rolników w Europie. Założenie pewnych celów z góry bez zbadania, czy ich wpływ będzie pozytywny czy nie, jest niebezpieczne.

Jednoczesne wycofywanie dużych ilości substancji czynnych będzie się wiązało ze zmniejszeniem wachlarza produktów dostępnych dla rolnika, co może rodzić problemy w uprawie, np. jeśli chodzi o odporność agrofagów na dane substancje. Środki, które pozostaną na liście, będą używane częściej lub w większej ilości. Z góry założono, że syntetyczne pestycydy są gorsze, a te pochodzenia organicznego lepsze. Tymczasem syntetyczne środki ochrony roślin jedynie naśladują naturalne procesy zachodzące w środowisku, tylko że zostały opracowane w laboratorium. Co więcej, ich stosowanie jest obwarowane jednymi z najbardziej restrykcyjnych przepisów na świecie.

Komisja Europejska niejako akceptuje fakt, że wprowadzenie wszystkich postulowanych rozwiązań będzie się wiązało z niższymi plonami i wyższymi cenami żywności dla konsumentów. Ma się to zbilansować poprzez zmiany w diecie, stylu życia czy zmniejszenie zjawiska marnowania żywności. To piękna wizja. Pytanie, czy na pewno jest to słuszne podejście i jaki wpływ będzie to miało na naszą gospodarkę. Potrzebne jest przygotowanie oceny skutków regulacji oraz wpływu tych pomysłów na gospodarkę i środowisko. Ta dyskusja już się rozpoczyna i kraje zgodziły się, że brakuje merytorycznego podejścia do tematu i rzeczywistej oceny skutków tych regulacji.

Syngenta, podobnie jak cała branża, stara się zwiększać świadomość producentów rolnych na temat ochrony środowiska i tego, o co powinni dbać rolnicy, uprawiając poszczególne rośliny. Uważamy, że zdrowa przyroda i intensywne, zrównoważone rolnictwo nie stoją w sprzeczności. Wierzymy w system, który pozwala na ochronę środowiska, a rolnikom na utrzymywanie stałego dochodu i opłacalność produkcji rolnej, co ma wpływ na bezpieczeństwo żywnościowe Europy. Skupienie się na rozwoju rolnictwa ekologicznego przez gospodarstwa jest dobre tylko w lokalnym ujęciu. Natomiast jeżeli Europa skoncentruje się wyłącznie na rolnictwie ekologicznym, będziemy potrzebowali nie tylko większego areału i większych nakładów finansowych na rolnictwo, ale także większego importu żywności z krajów, gdzie jej produkcja jest dużo mniej ściśle kontrolowana niż w UE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane