Nowe opakowanie znanego produktu

opublikowano: 10-06-2015, 00:00

Rada Ministrów wreszcie przyjęła długo dojrzewający projekt ustawy o Radzie Dialogu Społecznego (RDS) i jej odpowiednikach wojewódzkich.

Znajduje się on w pakiecie przewidzianym do uchwalenia przed końcem kadencji. Podpis złoży już zaprzysiężony 6 sierpnia prezydent Andrzej Duda, ale akurat ta ustawa nie wywołuje sporów politycznych i nie stanie się piłką wyborczą podczas rozgrywki o parlament. Zwłaszcza że projekt pisany był od 2013 r. wspólnie przez pracodawców i związkowców, a tylko dopracowany w ministerstwie Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Istniejąca od 2001 r. Trójstronna Komisja ds. Społeczno-Gospodarczych odejdzie w niebyt.

Ta nazwa jest nieco myląca, albowiem reprezentatywnych podmiotów zasiada w niej wiele i stół wcale nie jest trójkątem. Siedzący przy jednym boku niby mówią jednym głosem, ale w praktyce ich opinie różnią się w szczegółach, a poza tym trwa prestiżowa rywalizacja wewnętrzna. Wobec braku jednolitego samorządu gospodarczego po stronie biznesowej siedzą aż cztery organizacje: Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Konfederacja Lewiatan, Business Centre Club oraz Związek Rzemiosła Polskiego.

Stronę pracowników obsadzają trzy centrale: NSZZ Solidarność, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych oraz Forum Związków Zawodowych. Bok rządowy również nie jest monolitem, ponieważ kieruje nim resort pracy i polityki społecznej, ale inne są interesy resortu gospodarki, a zupełnie inne — finansów. W sumie wychodzi z tego dziesięciokąt nieforemny, rozsadzany ambicjami udziałowców. Notabene w czerwcu 2013 r. centrale związkowe zgodnie porzuciły uczestnictwo w komisji i chybotliwy trójkąt się przewrócił.

Dlatego naturalne jest pytanie, czym RDS konkretnie ma się różnić na plus od komisji. Porównując projekt z ustawą obowiązującą, trzeba dobrze wytężyć wzrok, by po odcedzeniu wody znaleźć elementy rzeczywistej odbudowy instytucjonalnego dialogu społecznego.

Rada ma „realizować zasadę partycypacji i solidarności społecznej w zakresie zatrudnienia, poprawiać jakość i skuteczność wdrażania polityk i strategii społeczno-gospodarczych oraz budować sprzyjające warunki do współpracy trzech partnerów”.

Prześlicznie, ale taki sam cel miała upadła komisja. Najważniejszym rozwiązaniem nowym będzie… rotacyjność przewodniczenia RDS. Komisją kierował z automatu minister wydelegowany przez premiera, a teraz przez rok będzie to pracodawca, potem związkowiec i dopiero przez trzeci rok minister. Czyli konkretnemu prezydentowi/prezesowi jednej z wymienionych organizacji biznesowych prezydencja RDS trafi się co dwanaście lat. Strasznie długi stres oczekiwania…

Najbardziej intryguje ustawowy zapis, że „każda ze stron” będzie mogła coś wnosić, proponować, zajmować stanowisko etc. Dla mnie na razie jest niewyobrażalne, jak do jednolitości opinii będzie dochodziła strona pracodawców.

Dekadę temu funkcjonowała tzw. Rada Przedsiębiorczości, której fundamentem było podejmowanie decyzji jednogłośnie. Niestety, tak ciężkiej próby nie wytrzymały ambicje szefów. Pozostańmy zatem przy naiwnej nadziei, że po uchwaleniu ustawy o RDS strona pracodawców wewnętrzne dąsy schowa, choćby tylko taktycznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu