Nowe tereny dostaną zaradni

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 03-08-2006, 00:00

Wiemy, jak resort gospodarki chce podzielić między strefy dodatkowe tereny. Zainteresowani chwalą pomysł, choć z zastrzeżeniami.

Jeszcze kilka dni zostało prezydentowi na podpisanie nowelizacji ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych (SSE), której najważniejszym elementem jest powiększenie puli terenów o 4 tys. ha. Prezesi stref, które dziś zajmują 8 tys. ha, zgłaszali wcześniej, że jeszcze w tym roku chcieliby dostać 2,6 tys. ha. Udało się nam dowiedzieć, jakie są wstępne plany resortu gospodarki podziału terenów.

— Ostateczną decyzję podejmie minister Woźniak. Mogę jednak ujawnić, że myślimy, iż warto zachęcić strefy do przygotowania dużych, ponad 100-hektarowych działek, które byłyby w pełni uzbrojone — mówi Teresa Korycińska z Departamentu Instrumentów Wsparcia w Ministerstwie Gospodarki.

Poza tym strefy będą oczywiście mogły wnioskować o włączenie do nich terenów wybranych przez inwestorów.

— Będziemy zmieniać granice stref na potrzeby konkretnych projektów. Ale na powiększenie mogą liczyć te strefy, które mają co najmniej 70 proc. terenów zagospodarowanych. Chcielibyśmy, by pozostałe uporządkowały obszary i proponowały w zamian tereny, którymi od lat nie zainteresował się pies z kulawą nogą — dodaje Teresa Korycińska.

Według najświeższych danych ministerstwa, co najmniej 70 proc. zagospodarowania mają strefy: Krakowska, Wałbrzyska i Łódzka, a blisko są Warmińsko-Mazurska, Słupska, Tarnobrzeska i Katowicka.

Prezesom stref plany ministerstwa się podobają.

— To dla nas bardzo dobra informacja. Mamy działkę o powierzchni ponad 100 ha. Zagospodarowanie doszło do 80 proc., a my mamy ponad 20 listów intencyjnych, które czekają na realizację — cieszy się Maciej Rapkiewicz, prezes Łódzkiej SSE.

— To dobry pomysł, żeby zmieniać strefy tylko pod konkretne projekty, bo po co tereny, których przez lata potem nikt nie chce. Obawiam się tylko, by nie zaczęła się wojna samorządów, z których każdy chce mieć strefę — mówi Marek Proskura, prezes Kamiennogórskiej SSE.

— Pomysł jest fajny, choć pewne kwestie wymagają przedyskutowania — dodaje Mirosław Greber, prezes Wałbrzyskiej SSE.

Niewykluczone, że chodzi mu o wymóg znalezienia konkretnego inwestora. W podstrefach w Jelczu, Żarowie czy Dzierżoniowie przygotowane wcześniej większe działki były dzielone na mniejsze, gdy pojawiał się inwestor.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu