Noworoczna szopka z cenami na rynku energii

Agnieszka Berger
opublikowano: 03-01-2008, 00:00

Zamieszanie na rynku energii trwa. Jedni podnoszą stawki, inni od 1 stycznia sprzedają ze stratą. A ceny na giełdzie szaleją…

Zamieszanie na rynku energii trwa. Jedni podnoszą stawki, inni od 1 stycznia sprzedają ze stratą. A ceny na giełdzie szaleją…

Są przesłanki do ukarania RWE Stoen, warszawskiego dostawcy energii elektrycznej, kontrolowanego przez niemieckiego potentata — twierdzi Urząd Regulacji Energetyki (URE). Stoen, wbrew żądaniom regulatora, nie złożył wniosku o urzędową taryfę na 2008 r. Ogłosił własny cennik dla drobnych odbiorców. Od 1 stycznia indywidualni klienci firmy zapłacą za energię o prawie 17 proc. drożej.

Warszawski dostawca nie jest jedynym, który nie czekał na urzędową podwyżkę. Gliwicka spółka obrotu należąca do szwedzkiego Vattenfalla też rozlicza klientów od 1 stycznia po nowych cenach — wyższych o prawie 13 proc. niż w 2007 r. Vattenfall, w przeciwieństwie do Stoenu, wystąpił do URE o nową taryfę. Poprosił o zgodę na 18-procentowy wzrost cen.

— Szanujemy URE, co nie zmienia faktu, że taryfy nas nie obowiązują — mówi Grzegorz Lot, dyrektor ds. sprzedaży Vattenfall Sales Poland.

Straty spółek obrotu

Spółki obrotu, które nie postawiły się regulatorowi, z powodu opóźnienia w zatwierdzaniu taryf dokładają do interesu. Ceny energii na rynku hurtowym poszły w górę, a firmy sprzedają ją klientom indywidualnym po starych stawkach.

— Tracimy codziennie blisko 0,5 mln zł — twierdzi Dominika Tuzinek-Szynkowska, rzeczniczka Polskiej Grupy Energetycznej, największej krajowej firmy w branży.

Eksperci szacują, że miesiąc opóźnienia — a na tyle się zanosi — będzie kosztował spółki korzystające z ubiegłorocznych taryf 30-50 mln zł.

Zamieszanie z taryfami wynika z dwóch sprzecznych decyzji podjętych jesienią przez URE. Najpierw urząd, którego prezesem był wówczas Adam Szafrański, uznał, że po lipcowym rozdziale działalności w obrocie i dystrybucji energii spółki obrotowe nie muszą pytać regulatora o ceny. Zapłacił za tę decyzję głową. Jego następca, Mariusz Swora, przywrócił regulację cen dla gospodarstw domowych. Jednak wytyczne pojawiły się późno i nie było szans na nowe cenniki od 1 stycznia. Zamieszanie potęguje fakt, że część spółek — jak Vattenfall czy RWE Stoen — nie zamierza stosować się do żadnej z dwóch decyzji, bo uważa, że z taryfowania zwalnia je wciąż obowiązujące stanowisko regulatora z 2001 r.

Giełdowe ceny szybują

Nowe taryfy pojawią się najwcześniej pod koniec stycznia (a wejdą w życie dwa tygodnie później). Na pewno będą poniżej oczekiwań spółek, choć — jak usłyszeliśmy w URE — nie będą od nich bardzo odległe. Firmy żądają wyższych cen ze względu na zwiększone obciążenia związane z obowiązkowym zakupem energii (m. in. ze źródeł odnawialnych), ale także z uwagi na wzrost stawek na nieregulowanym rynku hurtowym. W grudniu giełdowa cena energii (w tzw. paśmie) sięgała już 150 zł/MWh. Jednak to, co dzieje się z cenami w pierwszych dniach nowego roku, przyprawia spółki o prawdziwy ból głowy. Giełdowa cena pasma poszybowała do 350 zł/MWh.

— To nieco emocjonalna reakcja na obcięcie limitów emisji CO2 dla energetyki. Są jednak fundamentalne przesłanki do wzrostów. Po prostu zaczyna brakować energii — mówi Grzegorz Górski, prezes Electrabela Polska, właścic

120

mln zł Taka kara grozi Stoenowi, jeśli URE ma rację.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane