Nowy nurt w greckiej sztuceto sztuka przetrwania

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 29-07-2015, 22:00

Teorie opisujące zachowania kolekcjonerów w kryzysie są różne. Mogą inwestować więcej, mniej albo — jak na greckim rynku — prawie wcale.

Załamanie gospodarcze zwyczajowo wiąże się z okresowym spadkiem cen dla zagranicznych inwestorów. Intuicja podpowiada więc, że skoro okazyjnie kupowane są przybrzeżne białe domy, a nawet całe wyspy, podobnie wzbogacić można się o kolekcję greckich dzieł sztuki. Chociaż pomysł wydaje się dobry, warto wcześniej się zastanowić, dlaczego tak rzadko robią to inni inwestorzy.

Dzieło za 60 EUR

Zwolennicy poglądu, że rynek sztuki jest odporny na spowolnieniaw sektorze finansowym, opierają się głównie na założeniu, że dzieła stanowią stabilną lokatę kapitału. W długim terminie wartość wysokiej klasy obrazu rzeczywiście raczej nie zmaleje, ale w czasie kryzysu może się też okazać, że trudno będzie go szybko sprzedać. Możliwym scenariuszem jest też odwrót od rynku współczesnych artystów lokalnych i inwestowanie — ewentualnie — w dzieła, na które utrzymuje się zagraniczny popyt. Taką strategię przyjmują właśnie kolekcjonerzy z Grecji, którzy z obawy przed zupełnym zatrzymaniem rodzimego obrotu zwracają się bardziej w kierunku prac autorów uznanych poza krajem. Tamtejsze galerie mają jednak ze sprowadzeniem takich dzieł duży problem, szczególnie jeśli preferowaną przez wszystkich formą zapłaty jest teraz gotówka — zagraniczni artyści nie chcą więc ryzykować, a galerie, z uwagi na coraz mniejszą płynność finansową, ograniczają swoje godziny otwarcia do popołudniowych. — W Atenach rynek sztuki jest właściwie martwy, a kolekcjonerzy z największym kapitałem raczej go nie wspierają — komentuje na portalu Artnet George Vamvakidis, współzałożyciel greckiej galerii The Breeder, która znana jest dzięki obecności na międzynarodowych targach.

Grecki Sasnal

Na większość z najbliższych targów greccy wystawcy raczej się jednak nie wybierają, a nieliczne wyjątki stanowią te galerie, które rozpoznawane są już przez zagranicznych inwestorów. W tym czasie lokalni artyści, których na rynku prawie nikt teraz nie poszukuje, przeżywają okres prawdziwie twórczej wolności. Niektórym, w warunkach oderwania od sprzedażowej presji i przeważnie przy bardzo niskich nakładach finansowych, udaje się tworzyć sztukę, którą Vamvakidis określa jako nadzwyczaj odważną i zupełnie niekonwencjonalną. Polski inwestor mógłby więc teoretycznie sporo skorzystać w takiej sytuacji, ale żeby osiągnąć zysk w roli mecenasa, musiałby mieć w greckiej sztuce współczesnej chociaż odrobinę rozeznania. Kierując się wyłącznie rekomendacjami właścicieli tamtejszych galerii, ulokujemy kapitał w prace, które bez wątpienia są teraz tańsze, ale w praktyce nie będzie do końca wiadomo, co potem z nimi zrobić. Kiedy rynek zacznie powoli ożywać, młodzi artyści tworzyć będą prawdopodobnie dalej, a odzyskujące płynność galerie znowu sprzedawały będą ich prace, nie potrzebując z zewnątrz dodatkowego zaopatrzenia. W Polsce znalezienie klienta na wyzwoloną sztukę doby greckiego kryzysu może nie być proste, zwłaszcza że artyści, których najczęściej kojarzymy z tym regionem, to bardziej twórcy posągów Apolla niż nowoczesnych instalacji. Zanim podejmiemy poszukiwania greckiego Sasnala, mamy więc w przybliżeniu 2,5 tys. lat do nadrobienia. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane