Nowy rząd będzie łamał głowę nad likwidacją KDT

Anna Leder
12-09-2005, 00:00

Rząd zobowiązał się do likwidacji kontraktów długoterminowych jeszcze w tym roku. Tymczasem to dopiero nowa ekipa będzie musiała uporać się z tym problemem.

Obowiązujące ciągle w naszym kraju wieloletnie umowy na dostawy energii elektrycznej, określane mianem kontraktów długoterminowych (KDT), szkodzą rynkowi. Z raportu przygotowanego po raz siódmy przez międzynarodową firmę konsultingową PricewaterhouseCoopers (PwC) wynika, że niestabilność w sferze regulacji prawnych i nieprzewidywalność w kwestii wahań i kształtowania się cen energii elektrycznej to główne przyczyny hamujące inwestycje w energetyce, które są niezbędne do zapewnienia ciągłości dostaw energii.

W grę wchodzą różne możliwości rozwiązania kontraktów długoterminowych. Być może zwycięży proponowana przez obecny rząd metoda sekurytyzacyjna, polegająca na likwidacji KDT i wypłacie producentom odszkodowań finansowanych emisją specobligacji. Zwolenników ma również koncepcja rozwiązywania umów wieloletnich w procesie prywatyzacji elektrowni. Możliwy jest także wariant mieszany.

Nieodzowne rozwiązanie

Obowiązkowe KDT są nie do pogodzenia z zasadą stopniowej liberalizacji rynku energii elektrycznej, do której obliguje nas przystąpienie Polski do rynku Unii Europejskiej.

— Otoczenie prawne sektora energetycznego tworzy właściwe warunki dla konkurencji na rynku elektroenergetycznym, ale KDT wymuszają na Polskich Sieciach Elektroenergetycznych (PSE) i wytwórcach sprzedaż energii po cenach ustalonych w umowach długoterminowych — wyjaśnia Paweł Zalewski, prawnik z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Tym samym wytwórcy energii elektrycznej nie mogą konkurować między sobą.

— Obecnie jako spółka dystrybucyjna PSE jesteśmy zobowiązani do zakupu około 50 proc. dostarczanej przez nas energii w ramach MIE, czyli minimalnej ilości energii.

Kolejne obowiązki związane z zakupem energii to nabywanie 13 proc. prądu wytwarzanego w elektrociepłowniach w skojarzeniu z produkcją ciepła oraz 3 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Do tego należy doliczyć tzw. wymuszenia, czyli energię, która musi trafiać do krajowej sieci przesyłowej ze względu na techniczne potrzeby systemu. To oznacza, że w tej chwili jedynie 30-35 proc. energii możemy zakupić na wolnym rynku. Jeżeli chcemy mówić o konkurencyjnym uwolnieniu rynku, musimy zdać sobie sprawę, że bez likwidacji KDT jest ono praktycznie niemożliwe — mówi Włodzimierz Kwaśniewski, członek zarządu, dyrektor ds. dystrybucji w Koncernie Energetycznym EnergiaPro.

Dzięki likwidacji KDT, po dokonaniu pełnego otwarcia rynku energii elektrycznej, czyli po 1 lipca 2007 r., każdy odbiorca będzie mógł kupować energię elektryczną od wybranego dostawcy.

Komisyjny problem

Rozwiązanie KDT jest niezbędne nie tylko do liberalizacji rynku, ale również z uwagi na stanowisko Komisji Europejskiej. W minionym roku podjęła się ona zweryfikowania, czy obowiązujące w Polsce kontrakty mogą być traktowane jako niedopuszczalna pomoc publiczna, udzielona wytwórcom energii elektrycznej.

Zdaniem Pawła Zalewskiego, można przyjąć, iż nowy Sejm zajmie się ustawą nie wcześniej niż w 2006 r. Ewentualne rozwiązanie KDT mogłoby więc nastąpić realnie od 2007 r.

Z chwilą rozwiązania kontraktów wytwórcy będą mieli na przestrzeni 10 lat prawo do pomocy publicznej nie mniejszej niż 10 mld zł i nie większej niż 23,3 mld zł.

— Gdyby Komisja Europejska wszczęła postępowanie w sprawie niedozwolonej pomocy publicznej, beneficjenci KDT — czyli wytwórcy — mogliby zostać zmuszeni do zwrotu środków uznanych za taką niedozwoloną pomoc. Wytwórcy związani tymi kontraktami mogliby znaleźć się w sytuacji, w której nie mogliby odzyskać części poniesionych nakładów na inwestycje z uwagi na to, że poprzez uwolnienie cen energii elektrycznej nie mogą nie uzyskać przychodów określonej wysokości — dodaje Paweł Zalewski.

Rachunek do zapłacenia

Analitycy rynku szacują, że po planowanym przez rząd rozwiązaniu kontraktów długoterminowych ceny energii elektrycznej dla konsumenta w Polsce spadną mniej więcej o 20 proc., ponieważ tyle wyniósł krótkookresowy spadek cen w Unii Europejskiej po rozwiązaniu takich kontraktów. Istnieją jednak obawy, że ceny wzrosną, a nie spadną, bo zapowiada się wzrost akcyzy i przeniesienie jej na dystrybutora.

— Cena samej energii pewnie spadnie o 20 proc., ale do rachunku dojdzie jeszcze jeden składnik i to spowoduje, że rachunki za prąd nie zmniejszą się, a mogą wzrosnąć. Podejrzewam, że w nowych rachunkach odbiorca będzie płacił cenę energii oraz opłatę przesyłową dla PSE, drugą opłatę przesyłową dla zakładu energetycznego, opłatę za likwidację KDT, akcyzę i VAT — szacuje Paweł Zalewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Leder

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Nowy rząd będzie łamał głowę nad likwidacją KDT