O korzyściach z odwagi

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 31-03-2006, 00:00

Nie zmienimy świata, ale możemy zmienić siebie. A to już wiele.

Próbowaliście kiedyś państwo wyobrazić sobie wieczór poprzedzający dzień, w którym Albert Einstein po raz pierwszy obwieścił światu swoją teorię? Ja niedawno próbowałam. Wyobraziłam sobie człowieka przekonanego o słuszności swoich odkryć, jego dumę i radość. Zrozumiałam też, że musiała mu towarzyszyć niepewność, napięcie, lęk przed tym, co się wydarzy. Dla nas teoria względności to fragment rzeczywistości — poznany i oswojony, dość „oczywista” sprawa — wtedy to była rewolucja w każdym wymiarze. Einstein zaproponował inny sposób widzenia świata i zjawisk, podważył podstawy, zachwiał obowiązującym porządkiem i był tego świadom. Zastanawiałam się, czy miał pokusę wycofania się, na ile był mocny, co myślał, co czuł. A co najważniejsze, mimo tego wszystkiego następnego dnia wstał i podjął ryzyko.

W gruncie rzeczy wszyscy czasami stajemy przed podobnymi wyborami. W innej skali, bo najczęściej nie zmieniamy świata. W gruncie rzeczy, z naszej perspektywy, to może być bardzo podobne. Świat ludzkich przeżyć bywa zdumiewająco podobny w sprawach tylko pozornie niepodobnych. Czy lęk przed odrzuceniem przez ludzi, na których nam zależy albo, od których wiele zależy, jest dla państwa bardzo odległy? Nie w tym jednak tak do końca rzecz. Chodzi o wyrażanie sprzeciwu wobec rzeczy i spraw zastanych, zakorzenionych. Wielkie odkrycia biorą się właśnie z takiego sprzeciwu! Bez tego nie wyściubilibyśmy nosa z jaskiń. Skądinąd myślę, że wielu z nas tylko korzysta z cudzej niezgody i ciekawości tego, co jest poza poznanym i bezpiecznym. Ci nie zostaną liderami, wynalazcami, przywódcami. Einstein też mógł nie zadawać sobie zbyt wielu pytań, wybierając spokój i bezpieczeństwo.

A czy państwo zadają sobie czasem takie pytania? Czy patrzycie na otaczającą was rzeczywistość oczami dziecka, które wciąż zadaje pytanie — dlaczego? To naprawdę bywa odświeżające i twórcze, także w drobnych sprawach, choć sprawiedliwie trzeba powiedzieć, że to jest trud, na który rzadko i niewielu z nas się zdobywa. Przyjmujemy, że tak jest jak jest, bo tak być powinno i tak jest dobrze. Coś uwiera? To trudno. Wolimy pozostać bezpieczni niż narazić się na rozmaite zagrożenia. Nie jest moją intencją zachęcanie do nagłego buntu przeciwko wszystkiemu, mam raczej nadzieję zachęcić państwa do rozejrzenia się wokół. Warto. Wszelkie zmiany biorą się z niezgody na zastaną rzeczywistość. Zewnętrzne i wewnętrzne, wielkie i małe. Niezgoda to niekoniecznie rewolucyjne barykady, to nie walka z całym światem, jakże często wystarcza posłuchanie siebie i niezagłuszanie wewnętrznego głosu. Bywa tak, że sprzeciwiamy się temu głosowi zbyt długo i wtedy nasz organizm mówi: „dość” — pojawiają się różne fizyczne dolegliwości, nierzadko choroby.

Myślę, że to, czego potrzebujemy, by zadać sobie pytania i nie uciekać przed odpowiedziami, to odwaga. To dość deficytowa wartość. Mało widoczna, bo trudna i wymagająca. I potrzebuje towarzystwa konsekwencji. A kiedy pojawiają się trudności, kiedy zostajemy sami albo czujemy się jak odmieńcy — przychodzą wątpliwości... Dobrze, że się pojawiają, bo zmuszają nas do ciągłej weryfikacji stanowiska — poddane analizie i rozstrzygnięte pozwalają iść do przodu. Wątpliwości to dobrodziejstwo chroniące przed przyjęciem swojej opcji jako jedynie słusznej. Jeżeli mamy ciekawość dziecka w odniesieniu do tego, co nas otacza, i odnajdziemy w sobie odwagę do zadawania pytań, do niezgadzania się na wszystko, co nas otacza, a pojawiające się wątpliwości przyjmiemy jako dowód własnej uważności, to... No właśnie, to co zyskujemy? Moim zdaniem, mamy do zyskania wiele: wzmocnienie wewnętrznej siły, poczucie, że mamy wpływ na to, co nas otacza, radość, kiedy wygrywamy, możliwość wyciągania wniosków z porażek. A przede wszystkim dowód, że nie stoimy w miejscu skostniali i sztywni, zrezygnowani. Dajemy sobie szansę na odetchnięcie świeżym podmuchem życia. Spotykamy się także wciąż na nowo z samym sobą i poznajemy własne możliwości, o których być może nigdy nie przypuszczaliśmy, że w nas są, czy też o których zapomnieliśmy już dawno, gdzieś pewnie w okolicach młodzieńczych buntowniczych burz. Kto z nas nie miał wtedy głębokiego przekonania graniczącego z pewnością, że może zmienić świat?

Są sprawy, na które wpływu nie mamy, nie mam co do tego wątpliwości najmniejszych. Ale w ostatnim czasie dociera do mnie z mocą, że zbyt często rezygnujemy z tych, na które wpływ mamy. Chciałam dzisiaj państwa zachęcić do zwrócenia uwagi na te drugie. Jeśli nie można zmienić świata, to z pewnością można siebie i swoją rzeczywistość. A to już wiele.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu