O świadectwo nie będzie łatwo

Marta Sieliwierstow, Dorota Wojnar
opublikowano: 25-11-2008, 00:00

Łamigłówka... Rozporządzenie o świadectwach energetycznych budynków zawiera więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.

Może zabraknąć fachowców

Łamigłówka... Rozporządzenie o świadectwach energetycznych budynków zawiera więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.

Obowiązek sporządzania certyfikatów energetycznych budynków od 1 stycznia 2009 r. nakłada na Polskę dyrektywa Unii Europejskiej. Tymczasem dopiero 6 listopada 2008 r. Ministerstwo Infrastruktury wydało rozporządzenie, które ustala zasady opracowania tych świadectw.

Certyfikaty nie spowodują oszczędności w zużyciu energii. Ich zadaniem jest zwrócenie uwagi użytkowników nieruchomości na to, ile energii codziennie marnujemy.

Certyfikat dla każdego

Świadectwa energetyczne powinny być obowiązkowe nie tylko dla nowych budynków, ale także wszystkich istniejących, w tym remontowanych lub przebudowywanych, w wyniku czego zmienia się ich charakterystyka energetyczna.

W praktyce zadecydują o tym reguły wolnego rynku. Dlaczego? Bo w ustawie nie ma sankcji, które można nałożyć na tych właścicieli budynków, którzy świadectw energetycznych nie mają.

Wejście w życie rozporządzenia umożliwi jednak dokończenie (przerwanych kilka miesięcy temu) kursów i przeprowadzenie egzaminów dla specjalistów, którzy będą przygotowywali świadectwa.

Zgodnie z nim audytorem energetycznym może być każdy, kto ma tytuł magistra i ukończy kurs organizowany przez Ministerstwo Infrastruktury lub roczne studia podyplomowe. Nie może to być osoba, która ma tylko tytuł inżyniera np. budownictwa.

— Trudno oszacować liczbę kandydatów zainteresowanych wykonywaniem audytów i wydawaniem certyfikatów energetycznych. Mówi się o 20-80 tys. osób. Będą wśród nich architekci, osoby z wykształceniem budowlanym czy energetycznym, ale mogą się trafić także np. poloniści, którzy ukończyli odpowiedni kurs — spodziewa się Antoni Styrczula z Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.

Niecierpliwi doradcy

Zanim rozporządzenie weszło w życie, uaktywniły się firmy zajmujące się doradztwem w dziedzinie efektywności energetycznej. Większość z nich wiele miesięcy temu rozpoczęła prace nad programami komputerowymi do obliczania zużycia energii przez budynki. Zapewniają, że na bieżąco analizowały i aktualizowały swoje programy i że są one dostosowane do ostatecznego kształtu ustawy. Część programów jest dostępna za darmo w Internecie i może z nich skorzystać każdy, kto chciałby, choćby dla zaspokojenia własnej ciekawości, sprawdzić swój dom. Korzystając z takich programów, płaci się dopiero za wydanie certyfikatu. Mimo zapewnień autorów, że każdy przeciętny użytkownik komputera poradzi sobie z obsługą takiego programu, a potrzebna jest jedynie podstawowa wiedza z fizyki budowli, to chyba jednak nie każdy ma taką wiedzę. Są też programy płatne, ich koszt będzie się wahał w granicach kilkuset do kilku tysięcy złotych, zależnie, czy wersja będzie przeznaczona na własny użytek kupującego, czy dla zawodowych audytorów.

— Nie wiadomo też, ile trzeba zapłacić za certyfikat: szacuje się, że dla domu jednorodzinnego o powierzchni użytkowej ok. 250 mkw. koszt jego wydania wyniesie około 1 tys. zł — przyznaje Antoni Styrczula.

Niewiadomych jest o wiele więcej, a długo wyczekiwane rozporządzenie ma szansę stać się kolejnym prawnym bublem, którego wady będą usuwane przez lata w drodze kolejnych nowelizacji.

Długa lista niedoróbek w przepisach

1 Ustawodawca nie przewidział zawarcia w certyfikacie danych stanowiących punkt odniesienia.

Sprawia to, że kupujący certyfi-

kowany dom lub mieszkanie nie

będzie wiedział, czy jest ono

oszczędne, czy energochłonne.

2Brak jednoznacznego określenia, czy starsze budynki wprowadzane do obrotu (sprzedaż albo wynajem) powinny mieć wystawiony certyfikat energetyczny, stwarza okazję do obejścia prawa i np. sprzedawania mieszkania bez certyfikatu za niższą cenę albo wynajmowania go za niższy czynsz. Osoby zainteresowane kupnem lub wynajmem, które będą wymagały certyfikatu, praktycznie zostaną wyeliminowane z grona nabywców.

Nieruchomości
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
×
Nieruchomości
autor: Dominika Masajło, Paweł Berłowski
Wysyłany raz w tygodniu
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

3Zbyt długie zwlekanie z wydaniem rozporządzeń uniemożliwiło przeprowadzanie kursów dla przyszłych audytorów. Zapotrzebowanie na certyfikaty może być znacznie większe niż możliwości ich wystawiania. Według szacunków, z początkiem roku takie uprawnienia będzie miało od 20 do 80 tys. osób. Brakuje informacji, ile osób, które już w tej chwili mogłyby wystawiać świadectwa (80 tys. osób z uprawnieniami budowlanymi do projektowania), jest zainteresowanych tym zawodem.

4Początkowo może brakować chętnych na audytorów także i z tego powodu, że nie wiadomo, ile będzie kosztowało wystawienie certyfikatu. Szacunki mówią o 1 tys. zł dla domu jednorodzinnego o powierzchni 250 mkw. Sprawa jest prosta, gdy obiekt właśnie powstał, a architekt udostępnia dokumentację. Gdy jednak odmówi, audytor musi wykonać pełną inwentaryzację. O świadectwa będą się też ubiegać właściciele budynków już istniejących,

np. kilkudziesięcioletnich obiek-

tów handlowych, które nie mają żadnej dokumentacji. W tym przypadku kwota 1 tys. zł może nie okazać się dość atrakcyjną dla wykonujących audyt.

5Według przepisów certyfikatu nie może wydać autor projektu, ale może to zrobić inny pracownik tego samego biura architektonicznego. Prawdopodobnie świadectwa dla nowych budynków będą więc wydawały pracownie, które stworzyły ich projekty. Innym audytorom pozostanie bardziej pracochłonne wydawanie certyfikatów dla starszych obiektów.

6Programy, dzięki którym będzie można obliczyć zapotrzebowanie energetyczne budynku i na tej podstawie wystawić certyfikat, na razie jest testowane tylko przez politechniki i biura architektoniczne, bo do 6 listopada nie była znana metodologia sporządzania świadectw. Ocen sporządzanych przez takie programy nie można z niczym porównać; nie wiadomo, czy dają prawdziwe wyniki.

Liczy się koszt energii, a nie świadectwa

Mariusz Kania

prezes Metrohouse

Świadectwo i koszt jego wydania nie wpłyną na cenę nieruchomości. Możemy się jednak spodziewać, że certyfikacja budynków z rynku wtórnego może obniżyć ich atrakcyjność. Uzmysłowi nabywcom, że rzeczywiste koszty eksploatacji obiektów wzniesionych z zastosowaniem starszych technologii będą wysokie.

Oprócz specjalistów od zagadnień energetycznych do opracowywania świadectw zostaną dopuszczone osoby po kilkudziesięciogodzinnych kursach, których wiedza być może pozwolić jedynie na dokonywanie analiz niewymagających wykorzystywania skomplikowanego warsztatu obliczeniowego. Audytorów zweryfikuje rynek.

Nie należało rezygnować

z klas

Katarzyna Cyprynowska

prezes spółki Nowy Adres

Świadectwa energetyczne były potrzebne od dawna.

Martwić może jedynie to, że zrezygnowano z określania zużycia energii za pomocą klas energetycznych, znanych chociażby z żarówek czy sprzętu AGD, co może spowodować, że świadectwo będzie mało czytelne. Znajdzie się w nim tylko informacja o zużyciu energii w konkretnym budynku i budynku referencyjnym, czyli wzorcowym. Przeciętny Polak nie wie, ile kilowatogodzin powinno przypadać na jeden metr sześcienny jego mieszkania. A już na pewno będzie miał kłopoty z przeliczeniem tego na tony węgla czy metry sześcienne gazu, za które będzie musiał zapłacić, żeby ogrzać zimą swój dom.

Marta

Sieliwierstow

Dorota Wojnar

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow, Dorota Wojnar

Polecane