O wzrosty indeksów wcale nie tak łatwo

Roman Przasnyski
opublikowano: 15-07-2010, 00:00

Jak się wczoraj okazało, optymizm giełdowych inwestorów wcale nie był tak wielki, jak się początkowo wydawało. Lepsze od oczekiwań wyniki amerykańskich spółek wcale nie muszą prowadzić do hossy. Pozostają jeszcze dane makroekonomiczne. A te wcale rewelacyjne nie są. Dynamika produkcji przemysłowej w strefie euro była nieco niższa, niż się spodziewano, za oceanem spadła liczba wniosków o kredyty hipoteczne, rozczarowała sprzedaż detaliczna. W tych warunkach trudno o kontynuację wzrostowej serii, która na Wall Street trwała już nieprzerwanie od sześciu sesji.

Środowa sesja na warszawskim parkiecie rozpoczęła się od wzrostu głównych indeksów o 0,6-0,7 proc. Jedynie wskaźnik małych spółek początkowo znajdował się na poziomie wtorkowego zamknięcia. WIG20 szybko ruszył w górę, pokonując 2400 punktów, który dzień wcześniej był niezbyt skutecznie atakowany. Jego przekroczenie nie spowodowało jednak nadmiernej euforii. Po dotarciu do zaledwie 2409 punktów, do głosu doszli chętni do sprzedawania akcji. Podaż nie była jednak zbyt agresywna i indeks bronił się przed większą utratą wartości. Poza akcjami Lotosu, zyskującymi momentami nawet ponad 3,5 proc., w roli głównej występowały banki. Walory BZ WBK i PKO zwyżkowały po ponad 1 proc., zaś papiery Pekao momentami rosły o 2 proc. Spośród grona największych firm najsłabiej zachowywały się przed południem akcje PZU i Telekomunikacji Polskiej, zwyżkujące po zaledwie 0,2-0,3 proc. W dalszej części sesji walory ubezpieczyciela zostały przecenione o ponad 2 proc., zaś Telekomunikacja zniżkowała o 0,3 proc. Wokół poziomu wtorkowego zamknięcia toczył się handel papierami KGHM. WIG20 zakończył dzień wzrostem o 0,34 proc., wskaźnik szerokiego rynku zwyżkował o 0,48 proc., mWIG40 zyskał 0,88 proc., a sWIG80 zwiększył swoją wartość o 0,44 proc. Obroty wyniosły 1,3 mld zł.

Odważny atak naszych byków na poziom 2400 punktów w przypadku WIG20 już w pierwszych minutach wczorajszej sesji i następująca tuż po nim kontra podaży pokazuje, że byki wcale nie stoją przed zadaniem łatwym, lekkim i przyjemnym. Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, tym bardziej, jeśli przypomnimy sobie cofnięcie się indeksu największych spółek w końcówce wtorkowej sesji, czemu towarzyszył wyraźny wzrost obrotów. Bycze nadzieje na zwyżkę najpewniej opierają się na rachubach zakładających amerykański optymizm po kolejnych wynikach publikowanych przez tamtejsze spółki. Trudno takiemu podejściu odmówić racji, ale demonstrowana nie tak dawno powściągliwość naszego rynku w reagowaniu na poprawę nastrojów na świecie, każe zachować ostrożność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

PO