Obcy świat koło mnie

Małgorzata Ziębińska
29-09-2006, 00:00

Wartości odległe od naszych, współistnieją niejako po sąsiedzku. „obiekt, który widzisz w lusterku jest bliżej, niż się wydaje”.

Mimo iż wszyscy żyjemy na tej samej planecie, to jednak światy, w jakich się poruszamy, różnią się od siebie znacząco. By to zauważyć, wystarczy tylko świadomie rozejrzeć się wokół i dostrzec różnorodność.

Linii podziałów jest wiele — niektóre są widoczne na pierwszy rzut oka, inne wymagają namysłu, głębszego spojrzenia. Konsekwencja? Konieczność wyborów, gdyż nie w każdym ze „światów równoległych” chętnie pobędziemy — choćby jako chwilowi goście. Ale są i takie, które nas ciekawią i z przyjemnością byśmy się w nich zadomowili. Te rozróżnienia są zresztą nadzwyczaj subiektywne.

Konieczność wyborów w tak niejednorodnym świecie daje niepowtarzalną możliwość ich dokonywania, bo świat nie jest jakiś, gotowy: jest taki, jakim zechcemy, by był, gdyż to my go tworzymy. Pragnęlibyśmy stałych i pewnych punktów orientacyjnych i — szukając ich — często je znajdujemy, opierając życie na sprecyzowanych wartościach, przy których trwamy; to życiowy kompas. Bywa, że podobnym kompasem posługują się jeszcze inni, co wzmacnia nasze poczucie pewności i bezpieczeństwa.

Inne światy, wartości odległe od naszych, współistnieją niejako po sąsiedzku. Zdarza się, że pukają do nas lub wdzierają się brutalnie. Kojarzy mi się to z napisem, umieszczanym na lusterkach samochodowych: „obiekt, który widzisz w lusterku jest bliżej, niż się wydaje”. Dobrze o tym pamiętać, zdarzają się bowiem sytuacje, w których z tym obiektem się spotykamy twarzą w twarz... Niedawno właśnie to mi się przydarzyło.

Oto miesięcznik kierowany do mężczyzn opublikował artykuł — choć właściwiej byłoby nazwać go przewodnikiem czy poradnikiem — zachęcający do poszukiwania przygód jak najbardziej erotycznych w środowisku kobiet uzależnionych. Najprościej — zdaniem autorki — uczynić to można, podszywając się pod notorycznego pijaka na mityngach anonimowych alkoholików (AA). Tekst zawiera szczegółową i wyczerpującą instrukcję, co zrobić (krok po kroku), by cel osiągnąć, a czego unikać, by nie zostać rozpoznanym.

Uzasadnieniem do poszukiwania właśnie w tych miejscach jest fakt, że kobiety na mityngach AA to osoby w kryzysie — szukają wsparcia, tęsknią za bliskością, są bezbronne. Ponadto uczęszczanie na mityngi to zajęcie tańsze niż odwiedzanie barów, a i kobiety tam mniej wymagające można spotkać. Wiele w tym tekście ośmieszania, drwin i obraźliwych słów. Całość odczytać można jako otwartą zachętę do wykorzystania niełatwej sytuacji innej osoby — w celu czysto seksualnym, za pomocą oszustwa.

Nie zamierzam się zastanawiać, co w owym tekście jest, a co nie jest prawdziwe lub — przynajmniej — prawdopodobne. Napisać można wszystko. Moją pierwszą reakcją było oburzenie: wprost pchało mnie, by napisać do redakcji. Ale to bez sensu: świat, do którego kierowałabym oburzenie, nie zrozumiałby go, a jedynie ucieszyłby się z reakcji, którą udało się wywołać. Pozostała refleksja nad przekraczaniem kolejnych granic, bo przecież nie chodzi tylko o uzależnione kobiety. Bez trudu mogę wyobrazić sobie podobne instrukcje, służące wykorzystaniu innych, w czyimś wyobrażeniu — łatwych celów. Może to naiwne, zwłaszcza w kontekście reguł twórców takich pism — pisanie o przekroczeniu zwykłej przyzwoitości, o sprzeciwie wobec namawiania ludzi do wykorzystywania innych.

Może. Ale w moim, czyli subiektywnym, świecie, nie ma miejsca na szydzenie z ludzi zmagających się ze sobą, z chorobą, kalectwem, problemami różnego rodzaju. Jest w nim zaś miejsce na życzliwość, współczucie i podziw, kiedy z trudem próbują przezwyciężyć samych siebie i własne ograniczenia. Po lekturze wspominanego artykułu widzę wyraźnie, że taki wybór nie jest oczywisty i niektórzy z nas wybierają inaczej. Z pewnej perspektywy — to kolejny inny mikrokosmos: jest bliżej, niż się wydaje i niekiedy trzeba się z nim skonfrontować. I dobrze, że trzeba, bo kiedy mijają emocje, pozostaje zawsze prywatna ulga i radość, że wciąż jakaś część z nas staje po innej stronie.

Różnorodność jest dobra — mimo wszystko i z wszystkimi jej konsekwencjami. Dzięki niej wiemy, gdzie kończy się nasz świat, a zaczyna zupełnie inny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Obcy świat koło mnie