Obligatariusze zdecydują o losach Stalexportu

Maria Trepińska
10-05-2002, 00:00

Emisja obligacji Stalexportu to tykająca bomba od 1997 r., która może eksplodować dzisiaj w Londynie. Obligatariusze spółki mają tam głosować w sprawie zmiany na gorsze warunków emisji. Ich negatywna decyzja może doprowadzić giełdową spółkę do bankructwa.

Na dzisiejsze głosowanie do Londynu pojechał zarząd Stalexportu, który z niepokojem czeka na decyzje obligatariuszy.

Ci przez pięć lat czekali na sowite zyski, tymczasem posiadane przez nich papiery zostały włączone do postępowania układowego.

Emil Wąsacz, prezes Stalexportu, twierdzi, że nie wie, kto i ile obecnie posiada obligacji zamiennych. Brzmi to zaskakująco, ale rzeczywiście jego poprzednik Ryszard Harhala zadbał o utajnienie informacji.

Ustaliliśmy, że dzisiaj w Londynie spotka się kilku przedstawicieli polskich instytucji finansowych oraz zagranicznych.

— Nie będą oni głosowali za przyjęciem lub odrzuceniem postępowania układowego, ale nad zmianą warunków emisji obligacji — informuje Marek Cywiński, dyrektor biura strategii Stalexportu.

Istotną sprawą będzie kworum: aby zgromadzenie było ważne, muszą w nim uczestniczyć posiadacze 75 proc. obligacji.

— Aby proponowana zmiana została przegłosowana, trzeba nie mniej niż 3/4 obecnych za jej przyjęciem — wyjaśnia dyr. Cywiński.

Jeśli decyzja będzie pozytywna, to 28 maja w Katowicach przedstawiciel obligatariuszy powinien głosować za zawarciem układu.

W 1997 r. Stalexport zdecydował się na emisję obligacji zamiennych wartych 50 mln USD. Firma sięgnęła po ten mało wówczas znany w Polsce instrument, ponieważ potrzebowała środków na inwestycje w hutnictwo, m.in. Hutę Ostrowiec. Po latach okazało się, że zakup Ostrowca był nietrafiony, a katowicka firma poniosła ogromne straty.

Powiernikiem emisji był i nadal nim pozostaje Citicorp Trustee Company Limited. Z naszych informacji wynika, że program emisji kosztował znacznie więcej niż zakładano. Jesienią 1998 r. cena GDR-ów notowanych na giełdzie w Londynie zaczęła spadać. Już wówczas było widać, że z konwersji obligacji na akcje nowej emisji Stalexportu nic nie wyjdzie. Część obligatariuszy zaczęła obawiać się, że nie odzyska zaangażowanych środków.

— W 1999 r. EBOR — główny akcjonariusz spółki — wyczuł, że emisja obligacja będzie dla Stalexportu bombą z opoźnionym zapłonem. Wtedy spółka już miała kłopoty z bankami — mówi jeden z naszych rozmówców.

EBOR zachęcił Stalexport do rozpoczęcia operacji wykupowania obligacji. W wyniku kilku transakcji firma skupiła papiery stanowiące 32,3 proc. emisji.

Prospekt emisyjny obligacji przygotował bank inwestycyjny Robert Flemings — ten sam, który zajmował się ofertą kwitów GDR Stalexportu. Zrobił to na tyle skutecznie, że zanotowano 80-proc. nadsubkrypcję. Obligatariuszy na pewno skusiły warunki emisji, ale także szumne zapowiedzi prezesa Harhali, który był wówczas postrzegany jako człowiek instytucja.

Dzisiaj Stalexport jest zupełnie inną firmą, zaś banku Flemings już nie ma (przejął go JP Morgan).

Jak będą głosować obligatariusze? Wczoraj nie udało nam się uzyskać komentarza ich przedstawiciela. Nieoficjalnie usłyszeliśmy opinie, że równie prawdopodobne jest przyjęcie propozycji, co jej odrzucenie. To drugie przybliżyłoby bankructwo Stalexportu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maria Trepińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligatariusze zdecydują o losach Stalexportu