Ochrona środowiska: przedsiębiorcom oraz politykom wciąż brakuje wyobraźni

Małgorzata Birnbaum, Michał Kobosko
15-02-2002, 00:00

Robert Francis Kennedy Jr. wypowiedział wojnę największym światowym koncernom, które przyczyniają się do degradacji środowiska. Jednym z jego najzagorzalszych przeciwników jest amerykański koncern mięsny Smithfield Foods, który przejął giełdowy Animex.

„Puls Biznesu”: Kto Pana popiera, bo jako zagorzały przeciwnik potężnych koncernów nie może Pan liczyć na ich wsparcie?

Robert F. Kennedy Jr.: Rzeczywiście, jesteśmy po dwóch stronach barykady, bo przedsiębiorcy traktują środowisko jak firmę w likwidacji i zarabiają niszcząc je, mając iluzję rozwoju gospodarczego. Nasze dzieci słono jednak za to zapłacą. Tymczasem dobra polityka proekologiczna jest jednoznaczna z dobrą polityką gospodarczą. Niestety, często nie idą one w parze. Moją misję najlepiej ilustruje kilkuletni już konflikt z potężnym amerykańskim producentem mięsa Smithfield Foods. Wizyta w Polsce jest jednym z etapów tej walki. Wygrałem przeciw temu koncernowi sprawę, w związku z czym będzie musiał zamknąć wiele fabryk w USA. Niewykluczone, że także z tego powodu zamierza przenieść część produkcji do Polski. Waszemu krajowi grozi więc to, co stało się w Karolinie Północnej. Kiedy 15 lat temu zaczął w tym stanie działać Smithfield Foods, pracowało tam 27,5 tys. drobnych farmerów. Dziś nie ma ani jednego. Zastąpiło ich 2,2 tys. fabryk, z czego 1600 należy do jednej firmy — właśnie Smithfield Foods. Jeśli wpuścicie ją do Polski, to samo stanie się w waszym kraju. Joseph W. Luter, dyrektor zarządzający koncernu, powiedział w wywiadzie dla „Washington Post”, że sukces Smithfield Foods w Polsce zależy od tego, czy uda się zlikwidować 4,5 tys. małych ubojni, które są dla nich konkurencją. Ten koncern zniszczy polskie rolnictwo, które jest cennym majątkiem. Ekologiczna produkcja staje się coraz popularniejsza.

- To rzeczywiście czarny scenariusz, ale musimy pamiętać, że Amerykanie legalnie kupili notowaną na warszawskiej giełdzie spółkę, zapowiedzieli wielomilionowe inwestycje, wdrażają nowoczesne know-how. Z drugiej zaś strony Polska bardzo potrzebuje inwestycji zagranicznych. Jak wybrnąć z tej pułapki?

— Co do jednego nie mam żadnych wątpliwości: Smithfield Foods więcej zabierze Polsce, niż da. Tak jak Karolinie Północnej, zniszczy gospodarkę. Postępuje tak, gdziekolwiek się pojawi — w Meksyku, Kanadzie, USA. Nie miejcie też złudzeń, że zyski z polskiej produkcji zostaną w kraju. Jest wielu innych inwestorów, którzy mogą dać Polsce zdecydowanie więcej, a należy ich oceniać także pod względem tego, jak w dłuższej perspektywie przyczynią się do rozwoju kraju i jak poważnie traktują zagrożenia związane z eksploatacją środowiska.

- Powtarza Pan, że polskie „ekologiczne” rolnictwo to nasz największy skarb. Ale Unia Europejska uważa naszych rolników za niewydajnych i nienowoczesnych...

— Rolnictwo należy zmodernizować, ale tak, by nie stało się przemysłem. Warto wprowadzić najnowsze rozwiązania techniczne, ale powinien pokierować tym człowiek z wyobraźnią. Polska powinna reklamować się jako producent żywności ekologicznej. Przykładowo rząd Kolumbii stworzył markę „Coffee de Columbia” — kolumbijska kawa. Produkuje ją 140 tys. niezależnych rolników, którzy dzięki wypromowanej marce zarabiają 20-30 proc. więcej, bo ludzie wierzą, że płacą za dobrą jakość. Polska ma szansę stworzyć podobny model i wypromować swoją żywność ekologiczną w całej Europie. Kolejnym dobrym przykładem są amerykańscy producenci ekologicznej żywności, którzy wprost nie nadążają z produkcją. Nie wolno zapominać, że na świecie panuje obecnie moda na zdrową żywność, a ludzie coraz bardziej obawiają się chemikaliów zawartych w modyfikowanych produktach.

- Czy Polska jest faktycznie takim czystym krajem? Ekolodzy biją na alarm, że część regionów przemysłowych nie mieści się już w żadnych normach, rzeki nie tylko są brudne, ale i nie uregulowane, powierzchnia lasów dramatycznie kurczy się.

— Ależ w Polsce — w przeciwieństwie do reszty Europy — nie brakuje czystych rzek. Należy to chronić.

- Ale jak i za co?

— Na pewno nie można w tej kwestii do końca polegać na rządzie. Prezydent George W. Bush jest dumny z tego, że USA wypowiedziały umowę z Kioto, która dotyczy ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery. To ogromny wstyd.

- Paradoksalnie jednak na handlu limitami emisji zanieczyszeń można nieźle zarobić, a chodzi głównie o kraje, które ich nie wykorzystują, np. Polska...

— Nawet jeśli tak rzeczywiście teraz jest, to w przyszłości na pewno dojdzie do redukcji emisji szkodliwych elementów.

- Na razie jednak, jeśli rządy wietrzą interes w handlu brudami, to jak mogą skutecznie nakłaniać swoje przedsiębiorstwa do aktywnej polityki ekologicznej?

— To rzeczywiście kolejny paradoks. W tym bowiem konkretnym przypadku za odrzuceniem porozumien z Kioto stoi amerykańska administracja rządowa, w której silne wpływy mają koncerny paliwowe.

- Kto zatem powinien walczyć?

— To społeczeństwo powinno bronić środowiska, a jest to możliwe jedynie w krajach demokratycznych. W 1970 r. w USA 20 mln osób skutecznie protestowało w największej w historii demonstracji przeciwko zanieczyszczaniu ziemi i powietrza. W następnych 10 latach wprowadzono w naszym kraju 21 ustaw chroniących środowisko.

- Jaką rolę w dobie globalizacji widziałby Pan dla międzynarodowych koncernów, które konsekwentnie nie akceptują rozwiązań zakładających dodatkowe obciążenie swoistym podatkiem ekologicznym?

— Podatek ekologiczny jest bardzo dobrym pomysłem, ale niewykonalnym w USA. Poza tym już teraz jest silna opozycja przeciw wprowadzeniu podatku od emisji dwutlenku węgla. Przykładowo przedstawiciele przemysłu transportowego stworzyli tak silne lobby, że w konsekwencji kampanii propagandowej to przeciętny obywatel boi się, że taki podatek zrujnowałby go, bo wzrosłyby koszty produkcji, a w konsekwencji — ceny.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że politycy i biznesmeni są krótkowzroczni. Politycy sięgają wzrokiem do najbliższych wyborów, biznesmeni — do kolejnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy czy raportu kwartalnego. Osoby, które walczą o środowisko, myślą o przyszłych generacjach.

- Smithfield jest na czele czarnej listy firm, którym wypowiedział Pan wojnę. Kto jeszcze na niej figuruje?

— Ta lista jest dość długa. Wystarczy wspomnieć takich potentatów, jak choćby General Electric czy Exxon. To są koncerny, które wcześniej czy później również zawitają do Polski i im wcześniej uświadomimy im, że nie są bezkarne, tym lepiej dla wszystkich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Birnbaum, Michał Kobosko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Ochrona środowiska: przedsiębiorcom oraz politykom wciąż brakuje wyobraźni