Ociec prać? Prać!

Krzysztof Buczek
14-03-2003, 00:00

Zbroje w słońcu, chrzęst łamanych toporem tarcz, szczęk ścierających się mieczy, huk bombard, bitewne zawołania i siarczyste przekleństwa walczących — wszystko, co do niedawna można było sobie wyobrazić, czytając opis bitwy grunwaldzkiej u Sienkiewicza, można już podziwiać w rzeczywistości. Tyle że zamiast tysięcy walczy od kilkudziesięciu do kilkuset ludzi w pancerzach.

— Festyny i turnieje historyczne proponują widzowi romantyczną podróż w przeszłość, która ma też wymiar edukacyjny. Turystów bardziej przyciąga życie. Wspaniała architektura jest tylko tłem do obserwacji, jak źyli nasi przodkowie — mówi Zygmunt Kwiatkowski, dyrektor Zamku w Golubiu-Dobrzyniu.

— Widzowie poznają dawną wojskowość, pracę płatnerzy, kowali i innych rzemieślników. Turnieje ciągle jeszcze zaskakują widza nowymi pomysłami i rosnącymi umiejętnościami ludzi odtwarzających historię — mówi Jarosław Struczyński, kasztelan-prezes spółki Zamek w Gniewie.

Każde prawie miasto i miasteczko z zamkiem, zameczekiem, grodem albo tym, co z niego zostało, organizuje festyn lub turniej w stylistyce wieków średnich lub szlacheckiej Rzeczypospolitej. Nawet miejscowości bez warowni korzystają z faktu, że nieopodal toczono mniej lub bardziej znane bitwy (np. Grunwald, Płowce, Cedynia). Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kilkutysięczna rzesza uczestników tzw. ruchu rycerskiego.

Większość imprez historycznych na obszarze zamków lub podzamczy zwykle rozpoczyna przemarsz przybyłych z całej Polski (niejednokrotnie także z zagranicy) bractw rycerskich. Korowód konnych i pieszych prezentuje gawiedzi uzbrojenie. Potem pochód wraca do obozu, przechodząc wzdłuż średniowiecznych (i współczesnych) straganów, w których da się nabyć turniejowe pamiątki. Rzemieślnicy biją w nich stare srebrne monety, wytwarzają uzbrojenie (łuki, strzały, kolczugi itd.), odzież i obuwie. Na sprzedaż. Białki mogą pożyczyć suknie z epoki. Amatorom zadawania cierpień bliźnim usługi oferuje kat. Sądząc po popularności tej postaci, zakucie dziecka lub małżonka w dyby — choć na chwilę — to spora przyjemność.

Biesiada rycerska zazwyczaj odbywa się na zakończenie pierwszego dnia turnieju, jest niedostępna dla turystów. A jest czego żałować... Damom i rycerstwu przysługuje bowiem tego wieczora góra jadła i sporo napitku. Zdarza się, że to okazja, by zakosztować specjałów, sporządzonych według średniowiecznych receptur. Niektóre zamki zapraszają jednak gości na uczty.

— Można wtedy spróbować potraw, których nie sposób zamówić w restauracji. Dania często wykorzystują kasze i tłuste mięsiwo, do tego piwo, miód lub kwas chlebowy. Biesiadnicy w kostiumach podziwiają szermiercze zmagania, mogą przymierzyć zbroję czy postrzelać z kuszy — mówi Jarosław Struczyński.

Kulturalną oprawę turnieju stanowią koncerty muzyki dawnej i warsztaty taneczne. Chętni mogą się nauczyć XV-wiecznych tańców, rodem z Włoch, Francji czy Burgundii.

Dochodzi w końcu do kulminacji: zbrojnych zmagań członków bractw rycerskich. Rywalizacja przybiera wiele postaci. Wersja podstawowa to turniej walk pieszych (giermków i „na ostre” oraz walki parami rycerz-giermek). Zakuci w zbroje zadają ciosy drewnianymi imitacjami broni albo żelaznymi replikami mieczy i toporów.

Walka bywa zaciekła, zwłaszcza przy użyciu prawdziwego oręża. Często kończy się, jeżeli nie zniszczeniem broni, to drobnymi ranami i siniakami. Poważne kontuzje i złamania zdarzają się rzadziej. Uderzenia przytępionym mieczem zostawiają jednak wgniecenia na hełmach zawodników, rozrywają kolczugi, odrywają naramienniki i inne elementy zbroi. Łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby broń była bardziej zaostrzona...

W Polsce popularny jest też tzw. turniej czterech młotów: brutalna konkurencja, w której trzech zbrojnych (tylko dwóch może atakować jednocześnie) okłada gumowymi młotami blacharskimi rycerza chronionego przez zbroję płytową i hełm — dopóki ten nie zostanie powalony. Zwycięża ten, który broni się najlepiej i po gradzie ciosów najdłużej utrzyma się na nogach.

Niekiedy inscenizacjom towarzyszy pokaz sprawności jeździeckiej. Konni walczą na kopie albo zbierają kopiami lub mieczem położone tuż nad ziemią obręcze. Wykonują też tzw. najazd na Saracena.

Walki mogą być niebezpieczne także dla widzów, którzy zanadto zbliżają się do walczących.

— Publiczność ogląda całe przedstawienia prawie jak walkę gladiatorów. Widz wie wprawdzie, że to nie walka na śmierć i życie, ale realizm pokazu pozwala o tym zapomnieć — uważa Jarosław Struczyński.

Główną atrakcją każdego turnieju pozostaje inscenizacja bitwy lub oblężenia zamku (oparte najczęściej na wydarzeniach historycznych). Na ten finał czeka publiczność — warto zobaczyć powtórkę rycerskiego pojedynku w skali makro. Podzieleni na dwie grupy (zwykle nie mniej niż kilkadziesiąt osób) przedstawiciele bractw rycerskich z okrzykiem ruszają na mury fortecy. Mimo gradu strzał, które spadają na szturmujących, ich zapał nie stygnie. W płomieniach staje wioska wzniesiona na tę okazję na podzamczu. Ogień oświetla walczących lepiej niż zachodzące słońce. Z zamku wypada jakaś gromada i rozpoczyna się niekontrolowana jatka, spychanie przeciwnika. Walka trwa jeszcze kilka minut, po czym rozpoczyna się cucenie „umarłych”.

Rycerskim zmaganiom towarzyszy konkurs strzelania z łuku i kuszy, nierzadko zawody oszczepnicze. Zawodnicy strzelają z 30, 20 i 15 metrów do tarcz albo do kolegi z bractwa (także z trzech odległości), starając się trafić w małą drewnianą tabliczkę na piersi. Potem bieg rycerski. Na drodze czeka kilka stacji, na których rywale muszą wykonać zadania: przenieść belkę drewna lub głaz, pokonać fosę po kładce z belki, przebiec po palikach wbitych w ziemię, wspiąć się na zamkowy mur po linie, wykazać się precyzją cięcia mieczem i rzutu oszczepem lub toporkiem. Na czas.

Podobne konkurencje można podziwiać podczas tzw. olimpiady plebejskiej. Przedstawiciele niższego stanu rywalizują w konkurencji kołek-kręciołek, w rzucie „zapałką” (dwumetrową belką), drużynowym biegu na dwóch nartach, czy podczas meczu w piłkę szkocką (tzw. baronkę). To dyscyplina o zasadach podobnych do rugby, lecz zawodnicy występują do połowy obnażeni, a za piłkę robi 7-8 kg kamień. Ponieważ zasady gry są bardzo swobodne, mecz jest widowiskowy i obfituje w ciekawe sytuacje.

Turniej kończy wręczenie nagród tym, którzy zwyciężyli w konkurencjach.

Potem już jest co wspominać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Buczek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Ociec prać? Prać!