Od euforii do irytacji

  • Przemysław Kwiecień
02-02-2017, 22:00

Donald Trump budzi skrajne emocje, nie tylko wśród wyborców czy w mediach, ale także na rynkach finansowych.

Jego kolejne decyzje, ruchy i wypowiedzi sprawiają wrażenie, jakby na początek chciał zantagonizować już nie tylko Waszyngton, ale również wszystkich ważniejszych partnerów międzynarodowych. W efekcie rynkowa euforia zmieniła się w irytację.

Rozczarowanie poczynaniami Donalda Trumpa jest najbardziej widoczne na rynku dolara. Amerykańska waluta roztrwoniła już większość umocnienia, jakie nastąpiło po wygranych przez Trumpa wyborach prezydenckich, a są już waluty, które powyborcze straty odrobiły z nawiązką. Tak naprawdę dla rynków popisy prezydenta nie są największym zmartwieniem. Naturalnie jego dekrety mogą budzić kontrowersje, a medialne doniesienia o mało dyplomatycznych telefonach do szefów innych państw mogą powodować niesmak, ale dla rynków liczy się co innego. Coraz częściej pojawiają się głosy, że energia prezydenta miała być skierowana na kwestie gospodarcze, a jego „ekscesy” spychają ważne tematy dla rynków na drugi plan. Chodzi przede wszystkim o podatki: graniczny i dochodowy, a także o wydatki infrastrukturalne.

Inwestorzy nie mają teraz łatwego życia, ponieważ samo wprowadzenie podatku granicznego (BAT, ang. Border Adjustment Tax) mogłoby bardzo istotnie umocnić dolara, nawet o kilkanaście procent. Podatek zakłada m.in., że w ramach rozliczania CIT importowane dobra nie mogą być zaliczone w koszty, zaś eksport odliczany jest od przychodów. Automatycznie czyni to produkcję w USA dużo bardziej konkurencyjną cenowo. Jednak podatek nie jest pewny, nawet w partii republikańskiej ma on swoich przeciwników.

Sam Donald Trump wielokrotnie mówił o podatku granicznym, jednak w jego ustach było to po prostu hasło, nie zaś konkretne rozwiązanie. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie może bowiem wprowadzić podatku na import z konkretnego kraju, a już tym bardziej konkretne produkty. Może natomiast wprowadzić cło i w zasadzie nie potrzebuje do tego zgody Kongresu. Cło na towary np. z Meksyku zaszkodziłoby niechybnie peso, ale już dla dolara nie miałoby pozytywnego wpływu, odmiennie niż BAT.

Wypowiedzi prezydenta, że propozycje republikanów z Kongresu są zbyt skomplikowane, a zbyt mocny dolar jest niekorzystny dla gospodarki, zostały odebrane jako poważny policzek dla idei BAT i są zasadniczą przyczyną słabości dolara w 2017 r. Z drugiej strony Donald Trump obiecał radykalne obniżenie podatków osobistych i dla firm, a to będzie kosztować. Republikanie przekonują, że wpływy z BAT pokryją część tych kosztów i umożliwią wywiązanie się z obietnic.

Na razie jednak kwestie podatkowe zeszły ewidentnie na dalszy plan. Paul Ryan, czołowa postać republikanów w Kongresie i czempion zmian podatkowych przekonuje, że procedura budżetowa wymaga, aby zmiany wprowadzać dopiero w okresie letnim, starając się tym samym rozwiać obawy, że wyborcze obietnice zostały odłożone na półkę. Zachowanie Donalda Trumpa sprawia jednak, że rynek przyjął postawę „nie uwierzę, dopóki nie zobaczę”. Po styczniowej przecenie dolar nie jest już tak wykupiony, jak to było w końcówce 2016 r., ale do powrotu byków potrzebne jest zielone światło z Białego Domu. Może być na Twitterze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień CFA główny ekonomista XTB DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Od euforii do irytacji