Od idei do projektu jest jeszcze daleko

Jacek Zalewski
opublikowano: 31-03-2010, 00:00

Według środowisk twórczych, wkrótce po Wielkanocy ich projekt ustawy medialnej "trafi do Sejmu". Sformułowaniu temu nieprzypadkowo dodałem cudzysłów, albowiem to wieloznaczna konstrukcja prawna. Jak należy się domyślać, nie powstanie dokument obywatelski wsparty 100 tys. podpisów, lecz zaledwie kandydat na projekt.

Nie tak dawno inny kandydat na projekt, dotyczący utworzenia

powszechnego samorządu gospodarczego, wyszedł z kilku organizacji biznesowych. I również miał szybko "trafić do Sejmu". W obu wypadkach naturalnie nasuwa się pytanie — to znaczy dokąd? Będzie krążył po korytarzach, stołówkach, klubach, dziennikarskich stolikach w głównym holu? Bo żeby oficjalnie wszedł na ścieżkę legislacyjną, konieczny jest drobiazg — podmiot konstytucyjnie wyposażony w inicjatywę ustawodawczą, który podejmie się jego adopcji. Dopiero wówczas kandydat stanie się projektem, otrzyma numer druku sejmowego i zostanie upowszechniony w sieci.

Inicjatorzy przyszłej ustawy nie widzą żadnego problemu ze znalezieniem takiego chętnego podmiotu. Jednak proza politycznego życia ostro weryfikuje ich naiwny optymizm. W kwestii wspomnianego samorządu gospodarczego już na samym początku ujawniły się fundamentalne rozbieżności — posłowie absolutnie nie godzą się na jego finansowanie z VAT. I podobnie mogą spojrzeć na pomysł środowisk twórczych, aby media publiczne finansowane były z tzw. opłaty audiowizualnej, czyli zwyczajnego podatku. Jej ściąganiem miałby się zająć aparat skarbowy, przy okazji zbierania PIT. Miesięczna opłata wynosząca około 8 zł nie jest kwotą przytłaczającą, nawet emeryta, ale sama jej idea jest społecznie bardzo niepopularna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu