Od zawodnika do organizatora

  • Marta Markiewicz
opublikowano: 30-08-2017, 22:00

Przez niemal tydzień mała dolnośląska gmina była stolicą europejskiego jeździectwa. 20 sierpnia 2017 r. w Strzegomiu zakończyły się Mistrzostwa Europy we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, po raz pierwszy rozgrywane w Polsce. Duchem przedsięwzięcia był olimpijczyk Marcin Konarski.

Menedżer, sprawny organizator, a przede wszystkim pasjonat końskiego triathlonu — Marcin Konarski jest znany nie tylko w polskim, ale i w światowym jeździectwie. Organizowane przez niego zawody co roku sprowadzają na strzegomską Morawę najlepszych jeźdźców. Podczas tegorocznej imprezy o laury walczyło 77 zawodników i amazonek z 19 krajów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie splot wydarzeń, które przewrotnie zakończyły karierę sportową Marcina Konarskiego i postawiły go w nowej roli — organizatora najważniejszych imprez jeździeckich w kraju.

Czas na własny biznes

— Rodzice pracowali w Stadninie Koni Strzegom i ja się przy tych koniach wychowałem. Jeździectwo było dla mnie naturalną ścieżką. W dzieciństwie początki w siodle były dla mnie przyjemnością, która dość szybko przerodziła się w prawdziwą pasję i sportową rywalizację — wspomina Marcin Konarski. Kariera sportowa zaprowadziła go na światowe hipodromy. Startował w wielu dużych zawodach krajowych i zagranicznych, zdobył mistrzostwo Polski we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego.

— Moja kariera rozwijała się szybko i dobrze, ale jak to w życiu bywa — równie szybko się zakończyła — opowiada. Podczas zawodów przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach w feralnym upadku uszkodził kręgosłup. Lekarze kategorycznie zabronili mu wsiadać na konia.

— Nagły życiowy zwrot sprawił, że musiałem zrezygnować z uprawiania jeździectwa, ale nie z koni. Już w trakcie kariery zawodniczej stawiałem pierwsze kroki jako organizator zawodów z cyklu Grand Prix Polski, a tuż przed wypadkiem — w 2003 r. — udało mi się zorganizować pierwsze w Polsce zawody z cyklu Pucharu Świata. Zdecydowałem wówczas, że będzie to główny kierunek mojej dalszej pracy — mówi Marcin Konarski.

Po ponaddwuletniej rehabilitacji odzyskał sprawność. W 2009 r. z żoną Katarzyną, zawodniczką ujeżdżania, otworzył własny ośrodek jeździecki na strzegomskiej Morawie.

— Od tego czasu praktycznie prowadzimy go na własną rękę. Teraz pomaga nam starszy 15-letni syn, który początkowo również startował, ale ostatecznie jego końska pasja ograniczyła się do wspierania nas w organizacji zawodów — podkreśla biznesmen. Wspomina niełatwe początki. Budynki mieszczące dzisiaj m.in. stajnię dla koni szkółkowych, pensjonat dla koni i klinikę weterynaryjną, prowadzoną przez małżeństwo Michała i Julię Kornaszewskich, były jałownikami wymagającymi generalnego remontu.

— Typowy relikt poprzedniej epoki — 20 lat budowany, 10 lat użytkowany, a kolejne 20 lat popadający w ruinę — śmieje się Marcin Konarski. Ta inwestycja wymagała niemałego kapitału. Pierwsze fundusze na zakup i remont nieruchomości pochodziły ze sprzedaży najlepszych koni sportowych, ale konieczne okazało się także wsparcie kredytami.

Organizatorski wzorzec z Sèvres

Mimo że zawodnikom zazwyczaj trudno się rozstawać z najlepszymi wierzchowcami, Marcin Konarski uważa, że były to słuszne decyzje. Potwierdzają to dobre recenzje strzegomskich zawodów i zadowolenie zawodników, którzy chętnie wracają na hipodrom na Morawie. Na sukces złożyło się wiele czynników, ale najważniejsze okazało się doświadczenie sportowe Marcina Konarskiego. Sam jednak podkreśla, że każdy międzynarodowy start wnosił nową jakość do organizacji strzegomskich zmagań.

— Cieszą mnie pozytywne komentarze światowej czołówki zawodników WKKW. Przyjeżdżają do Morawy, bo ich zdaniem żadne inne zawody nie mają takiej atmosfery, przyjaznych i gotowych do pomocy ludzi. I to chyba jest kluczem do naszego sukcesu. Z zawodnikami jest trochę jak z klientami, jeśli wyjadą z zawodów niezadowoleni, wówczas możemy być pewni, że w przyszłości do nas nie wrócą — twierdzi biznesmen.

Tegoroczne sierpniowe zawody w randze mistrzostw Europy seniorów w WKKW były jednak zupełnie nowym doświadczeniem. — Z jednej strony są łatwiejsze, gdyż startowało w nich około 77 koni, co w porównaniu do cyklicznie rozgrywanych w Morawie zawodów Pucharu Świata i Pucharu Narodów, w których startuje 350 koni, nie jest liczbą zawrotną, jednak skala logistyki związanej z obsługą koni i jeźdźców oraz widzów była nieporównywalna. Również zasięg i prestiż tego wydarzenia powodowały wiele innych komplikacji — począwszy od spraw związanych z transmisjami telewizyjnymi przez zdecydowanie liczniejszą publiczność na hipodromie — ocenia Marcin Konarski.

Lokalna współpraca

Starania organizatorskie Marcina Konarskiego i jego rodziny dostrzegły lokalne władze. — Samorząd Strzegomia na miarę swoich możliwości wspiera nas zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. Na burmistrza Zbigniewa Suchytę możemy liczyć w każdej awaryjnej sytuacji. Równie dobrze układa się współpraca podległymi miastu jednostkami: Strzegomskim Centrum Kultury, Zakładem Usług Komunalnych oraz spółką Wodociągi i Kanalizacja. Bez tej współpracy nie bylibyśmy w stanie tak dobrze zorganizować zawodów — uważa biznesmen. Rezultatem jest również wszczepienie końskiego bakcyla miejscowej młodzieży, która w ramach współpracy klubu i samorządu uczestniczy w bezpłatnych zajęciach jeździeckich prowadzonych przez Marcina i Katarzynę Konarskich w ośrodku na Morawie. W poniedziałek 21 sierpnia 2017 r. ostatnie koniowozy opuściły hipodrom na Morawie. Dla rodziny Konarskich to jednak nie koniec — o wakacjach będą mogli pomyśleć dopiero późną jesienią. — Co roku organizujemy do kilkunastu imprez. W 2016 r. było to 15 weekendów — z punktu widzenia biznesowego i wymiaru finansowego dla tutejszej społeczności stanowi to istotną wartość. Podczas tych imprez zapełniają się strzegomskie hotele, restauracje i taksówki. Setki osób pojawiają się w naszym mieście i regionie — wylicza organizator. &

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARTA MARKIEWICZ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Od zawodnika do organizatora