Odbudować zaufanie nie będzie łatwo

  • Emil Szweda
opublikowano: 19-05-2014, 00:00

Postawa oferujących daleka jest od wyobrażeń, pomoc prawna nie jest zapewniana. Bezpieczeństwo inwestycji na Catalyst stało się mitem sprzedawanym początkującym na tym rynku.

Fala defaultów na Catalyst, choć w skali nieistotnej dla wartości całego rynku, jest w stanie skutecznie zatruć atmosferę wokół niego. To, co nie udało się pojedynczym przypadkom, jak Gant czy Milmex, udaje się grupie mniejszych firm.

Zaufanie to słowo klucz w przypadku Catalyst. Z rozmów, które przeprowadzamy z inwestorami detalicznymi, wynika, że w ostatnim czasie zostało ono mocno nadwątlone i część z nich albo już odwróciła się od rynku, albo interesuje się wyłącznie dużymi firmami, „takimi jak PKN, chętnie większymi”. Nawet gdyby jakimś cudem rynek oczyścił się szybko z nieuczciwych emitentów i oferujących, dość swobodnie podchodzących do terminu ryzyko reputacyjne, odbudować zaufanie nie będzie łatwo, być może jest to już niemożliwe w przypadku rynkowych pionierów, którzy wykazali się dziecięcą niemal naiwnością, biorąc udział w takich projektach, jak Gant, Milmex czy Minox.

Problem polega też na tym, że inwestorzy, którym przydarzyła się nietrafiona inwestycja, zwykle pozostawieni są sami sobie. „Kontakt ze spółką jest praktycznie niemożliwy (na telefony nie odpowiadają, brak odpowiedzina e-maile), podobnie z administratorem zabezpieczenia — na telefony nie odpowiada”. To fragment jednego z e-maili, który trafił do redakcji Obligacje.pl w minionym tygodniu, a podobnych — z prośbą o pomoc lub choć wskazanie adresu, gdzie można ją uzyskać — jest coraz więcej.

Okazuje się więc, że infrastruktura rynku jest praktycznie goła, nie licząc samej platformy do handlu. Nie działa żaden system niezależnej oceny emitentów, tzn. spółkom nie są nadawane ratingi. Postawa oferujących daleka jest od wyobrażeń, pomoc prawna nie jest zapewniana. Bezpieczeństwo inwestycji na Catalyst stało się mitem sprzedawanym początkującym na tym rynku. Faktycznie — kursy obligacji niemal się nie zmieniają w porównaniu z rynkiem akcji — do czasu, aż emitenci nie wpadną w kłopoty. Okazuje się, że wtedy liczyć można tylko na dziennikarzy. (Choć brzmi to jak samochwalstwo, w istocie jest tylko opisem rozpaczliwej rzeczywistości drobnych inwestorów). Ale choć czwarta władza jest potężną siłą, dziennikarze nie zmienią się w analityków agencji ratingowych, w prawników, nie staną się pełnomocnikami inwestorów, nie będą brać na siebie ciężaru zastępstwa procesowego, nie staną się rzeczoznawcami oceniającymi wartość zabezpieczeń.

Rynkowi brakuje dwóch rzeczy i być może zbyt długo łudzono się, że nie będą w Polsce potrzebne. Pierwsza to nawyk ratingowania emitentów. Druga to infrastruktura prawna. Z tym drugim fundamentem zdrowego rynku jest większy problem, bo wymaga nie tylko wyspecjalizowanych kancelarii, ale też lepszej egzekucji samego prawa. Do tej pory nikt na Catalyst nie odzyskał ani złotego z zabezpieczenia obligacji. A do tego potrzebne są zmiany w całym aparacie sprawiedliwości. Nie będzie jednak prężnego rynku obligacji korporacyjnych bez zapewnienia należytej ochrony prawnej detalicznym inwestorom. Owszem, znajdą się śmiałkowie gotowi sięgnąć po obligacje zabezpieczone hipotecznie i dodatkowo poręczeniem majątkowym prezesa spółki, ale to nie powinien być model, do którego Catalyst zmierza.

Nie chcę też popadać w przesadę. Zapewne 90 proc. rynku to jego zdrowa tkanka — emitenci zasługujący na zaufanie, o zdrowych podstawach finansowych, dobrze komunikujących się z rynkiem. Problem polega na tym, że jedno zgniłe jajko psuje atmosferę w całym domu, a nie tylko wokół siebie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu