Oddala nam się druga Irlandia

Jarosław Królak
opublikowano: 05-02-2008, 00:00

Pakiet Szejnfelda wpadł na rafy. 15 stronom projektu urzędnicy przeciwstawili 300 stron uwag. Biurokracja znowu górą?

Rząd zaczyna mieć kłopoty z likwidacją barier dla firm

Pakiet Szejnfelda wpadł na rafy. 15 stronom projektu urzędnicy przeciwstawili 300 stron uwag. Biurokracja znowu górą?

Pod znakiem zapytania stanął sztandarowy cel Platformy Obywatelskiej (PO), czyli wprowadzenie rzeczywistej wolności gospodarczej. Jak dowiedział się „PB”, okoniem stanęło antyreformatorskie lobby urzędnicze. Projekt nowelizacji ustawy o swobodzie gospodarczej, zaproponowany przez Ministerstwo Gospodarki (MG), natrafił bowiem na gigantyczny opór w trakcie uzgodnień międzyresortowych. Urzędnicy kilku ministerstw zażądali wycięcia wielu korzystnych dla przedsiębiorców regulacji.

— Prace nad projektem trwają. Owszem, pojawiło się wiele zastrzeżeń do projektu w trakcie uzgodnień, lecz byliśmy na to przygotowani. Będę przekonywał oponentów do naszych propozycji — mówi Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki.

Czy mu się to uda? Okazać się może już dziś, ponieważ projektem swobody a la PO ma się zająć Rada Ministrów.

Sytuacja niepokoi przedsiębiorców.

— Zaczynamy się poważnie martwić, że także tym razem wprowadzenie prawdziwej swobody dla firm może się nie udać — mówi Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

Biurokratyczna hydra

Platforma Obywatelska obiecała Polakom drugą Irlandię. Jednak bez zrzucenia gorsetu niejasnych, złych i antyprzedsiębiorczych przepisów można o tym zapomnieć. Rząd Donalda Tuska zobowiązał się do uwolnienia firm z biurokratycznych barier hamujących ich rozwój. Resort gospodarki opracował więc zmiany w ustawie o swobodzie gospodarczej.

Wiceminister Szejnfeld nieformalnie skonsultował projekt z niezależnymi ekspertami, którzy pozytywnie ocenili jego propozycje. Następnie projekt trafił do uzgodnień międzyresortowych. Wtedy się zaczęło. Do 15 stron projektu pojawiło się aż 300 stron zastrzeżeń i głosów sprzeciwu. Biurokraci nie chcą zgodzić się m.in. na zawieszanie działalności gospodarczej, poszerzenie wiążących interpretacji prawa oraz ograniczenie kontroli firm. A to kluczowe pozycje projektu, bardzo oczekiwane przez przedsiębiorców. Z nieoficjalnych informacji wynika, że cały projekt budzi urzędniczy sprzeciw. To kolejny dowód siły urzędniczej hydry.

— Reformatorskie inicjatywy blokują urzędnicy średniego szczebla, dyrektorzy departamentów i naczelnicy, którzy od lat robią wszystko, by zachować przywileje swoich instytucji kosztem przedsiębiorców — mówi Jarosław Chałas, ekspert prawny Business Centre Club.

Urzędnicza machina

Przekonał się o tym zarówno Jerzy Hausner, minister gospodarki w rządzie SLD, który wprowadzał ustawę o swobodzie, jak i Michał Krupiński, który z ramienia rządu PiS pilotował tzw. pakiet Kluski. Oba projekty w pierwotnych kształtach były dobrze oceniane przez ekspertów. Zostały tak poszatkowane przez urzędników, że straciły sens. Jeżeli teraz premier Tusk nie uderzy ręką w stół, ten sam los spotka ustawę Szejnfelda.

— W tej sytuacji mówimy rządowi „sprawdzam”. Jeżeli się ugnie i nie obroni swoich propozycji w ustawie o swobodzie, to tym bardziej nie da rady wprowadzić żadnych reform systemowych — uważa Małgorzata Krzysztoszek.

— Ustawa o swobodzie jest kierowana do przedsiębiorców. Czemu więc ma być blokowana przez urzędników, którzy po prostu walczą o utrzymanie swoich uprawnień? Uwagi resortów powinny zostać przekazane pracodawcom i publicznie przedyskutowane. Nie powinno być tak, że widzimisię urzędników uniemożliwia likwidację biurokratycznych barier. Jeżeli projekt zostanie okrojony z najważniejszych regulacji, stanie się kadłubkiem. Rząd poniesie fiasko, jeśli nie starczy mu odwagi i determinacji — mówi Jarosław Chałas.

Sytuacja nie dziwi Małgorzaty Okońskiej-Zaremby, wiceminister gospodarki w resorcie Jerzego Hausnera.

— Przerabiałam to parę lat temu, gdy wprowadzaliśmy ustawę o swobodzie. Okazuje się, że każdy kolejny rząd ma problemy z oporem urzędników. Platforma zapowiadała zasadnicze zmiany. Na razie niczego nie dokonała — mówi Małgorzata Okońska-Zaremba.

Założenia pakietu Szejnfelda

1. Ograniczenie kontroli firm

Obecne przepisy zawierają wiele wyjątków od zasady jednej kontroli w firmie w tym samym czasie. Przedsiębiorcy nie odczuwają w zasadzie poprawy, a kontrole krzyżowe różnych instytucji nadal utrudniają im działalność gospodarczą. Projekt Adama Szejnfelda zmierza do ograniczenia ich uciążliwości. Wprowadza zapis, że czynem niedozwolonym będzie wykroczenie poza zakres kontroli oraz wykonywanie jej bez upoważnienia lub z jego przekroczeniem. Naruszenie przepisów ze szkodą dla firmy miało skutkować odpowiedzialnością odszkodowawczą skarbu państwa solidarnie z pracownikiem kontroli, który złamał przepisy. Projekt ograniczał też kontrole za okazaniem legitymacji, obowiązek informowania firmy o jej prawach i obowiązkach oraz prowadzenie książki kontroli w formie elektronicznej. Z naszych informacji wynika, że urzędnicy wycięli wszystkie te regulacje.

2. Zawieszenie działalności gospodarczej

Przedsiębiorcy od dawna oczekują wprowadzenia takiej możliwości. Dzięki temu w okresie sezonowych przestojów w działalności nie będą musieli płacić podatków oraz składek na ZUS. Projekt Szejnfelda umożliwia zawieszenie działalności do dwóch lat firmom, które nie zatrudniają pracowników. Decyzję o zawieszeniu przedsiębiorca przekaże organowi ewidencyjnemu, który powiadomi urząd skarbowy oraz ZUS. W czasie zawieszenia firma mogłaby osiągać przychody, uczestniczyć w procesach sądowych, postępowaniach podatkowych i administracyjnych.

3. Rozszerzenie wiążących interpretacji

Od trzech lat firmy mogą uzyskiwać wiążące interpretacje w sprawach podatkowych. Sukces tej instytucji dał impuls resortowi gospodarki do rozszerzenia jej na wszystkie przepisy, które rodzą obowiązki dla firm, czyli np. dotyczące ubezpieczeń zusowskich czy prawa pracy. Projekt ogranicza do 30 dni termin wydania interpretacji (dziś są to 3 miesiące). Można będzie uzyskiwać interpretacje co do działań i decyzji, które przedsiębiorca dopiero planuje.

4. Jedno okienko

Jest propozycja tzw. jednego okienka dla rozpoczynających działalność gospodarczą. Zamiast biegać po wielu urzędach wszystkie formalności będą mogli załatwić w jednym miejscu. W organie ewidencyjnym zakładający działalność złoży wniosek o nadanie numeru REGON oraz zgłoszenie identyfikacyjne dla potrzeb podatkowych oraz ubezpieczeń społecznych. To organ ewidencyjny w jego imieniu będzie załatwiał formalności w urzędzie skarbowym i ZUS.

5. Ograniczenie papierkowej biurokracji

Projekt wprowadza zasadę, że organ administracji publicznej nie może odmówić przyjęcia pism i wniosków niekompletnych. Dziś jest tak, że takie dokumenty zwraca do uzupełnienia, nawet w przypadku drobnych braków — także takich, które sam mógłby uzupełnić. Ten formalizm znacznie wydłuża procedurę. Projekt stanowi też, że organ nie może żądać jakichkolwiek dokumentów, których złożenie nie wynika wprost z przepisów.

Zwycięstwo biurokratów: Pomysłodawcą ustawy o wolności gospodarczej była Rada Przedsiębiorczości, skupiająca największe organizacje pracodawców i przedsiębiorców. Idea znalazła uznanie w oczach ówczesnego premiera Leszka Millera, który w 2003 r. zlecił jej opracowanie i skonsultowanie ze środowiskami biznesowymi Jerzemu Hausnerowi, ministrowi gospodarki. Pierwotny projekt resortu znalazł uznanie w oczach ekspertów. Niestety, w trakcie uzgodnień międzyresortowych wycięto z niego najkorzystniejsze regulacje. Pierwotną nazwę ustawy „o wolności” zmieniono na „o swobodzie”. Ta zmiana tylko w części odzwierciedlała to, co z ustawą zrobili urzędnicy.

Resortowa masakra: Gdy PiS było jeszcze w opozycji, głośno domagało się naprawy ustawy o swobodzie gospodarczej. Po dojściu do władzy premier Jarosław Kaczyński postanowił stworzyć projekt nowelizacji. Opracowali go prawnicy z krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Premier z pompą przedstawił projekt w gmachu giełdy. Swoje błogosławieństwo dał jej Roman Kluska, znany biznesmen, symbol ofiary fiskusa. Pierwotna wersja projektu zawierała szereg odważnych rozwiązań. Niestety, w trakcie uzgodnień międzyresortowych projekt został „zmasakrowany”. W okrojonym kształcie został przyjęty przez rząd i skierowany do Sejmu. Katusze parlamentarzystów przerwały wcześniejsze wybory.

Jarosław

Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu