Odnawialne źródła energii i łopaty, czyli nowa gorączka złota

Bartłomiej Pawlak
opublikowano: 24-10-2011, 00:00

KOMENTARZ PARTNERA DODATKU

Na rynku nieruchomości zastój. Giełdy przyprawiają inwestorów o palpitację serca. Frank szaleje. Kryzys — mimo zaklęć — przybiera postać pełzającą, nękającą i niestety długotrwałą. W co inwestować? Coraz więcej inwestorów zgromadzone przez lata pieniądze przeznacza na odnawialne źródła energii, czując, że rynek OZE ogarnia gorączka złota.

Wielka fala szczęśliwców, którzy zarobili wieksze lub mniejsze pieniądze na deweloperce, czyli na narodowym sporcie ostatnich czterech lat, zastanawia się, co dalej? Część z nich już wybrała i skierowała swoje zainteresowania ku odnawialnym źródłom energii. Nim jednak odpowiemy sobie na pytanie, czy warto wejść w ten biznes, spróbujmy dokonać krótkiego zestawienia — jak ten rynek wygląda i o czym trzeba pamiętać?

Biogazownia w każdej gminie — takie hasło padło kilka lat temu na fali optymistycznych prognoz, że biogaz to przyszłość polskiej wsi i alternatywa dla tradycyjnej energetyki. Na fali euforii dwa-trzy lata temu tłum potencjalnych inwestorów, rzekomych inwestorów oraz pośredników wyruszył na podbój polskiego rynku. Tłum ten był uzbrojony w wizję i niemiecką lub austriacką technologię, wiedzę bliską całkowitej ignoracji i… niewiele więcej. Na palcach jednej ręki można było policzyć tych, którzy coś wiedzieli — wśród nich firma Poldanor — i mieli za sobą realne osiągnięcia. Nie była to jednakwielka grupa, zważywszy, że trzy lata temu biogazowni w Polsce było na pewno mniej, niż dziesięć, a z tego połowa należała do osiadłych w Polsce Duńczyków z Poldanoru. Z tej fali entuzjazmu została dziś grupa najbardziej profesjonalnych i wytrwałych graczy, a nowych obiektów przybyło nie tysiąc, a raczej dziesięć. Kilkanaście powstaje w wyniku dotacji, które okazały się kołem ratunkowym dla biogazownii w Polsce.

Czy na biogazowniach da się zarobić? Prawie na pewno na tych, które uzyskały dotacje i obok prądu mogą produkować także ciepło. Rentowność takich projektów daje szanse na dwucyfrowy IRR i możliwość pozyskania kredytu z banku. Dotacja ma jednak dwa ograniczenia — jedno mentalne — dla inwestora fakt, że połowa jego kosztów kwalifikowanych może być „podarowana”, brzmi jak nagły przypływ kapitału. Taki szczęśliwiec idzie do banku, dowodząc, że ma ponad 50 proc. kapitału, a więc bank powinien pocałować go w rękę za taki projekt. Bank jednak nie całuje z reguły inwestorów i tych, którzy wymachują dotacją, wita… kubłem zimnej wody — informując, że udzieli kredytu pod warunkiem, iż projekt poskłada się bez dotacji. Dotacja jest dla banku kłopotem, bo przez trzy czy pięć lat może być odebrana, a bez niej inwestycja często nie ma racji bytu. Dla banku to po prostu dotatkowy czynnik ryzyka. Drugie ograniczenie związane jest z brakiem możliwości ruchu przez trzy czy nawet pięć lat — tzn. możliwości sprzedaży gotowego projektu, gdyż zmiana układu właścicielskiego może spowodować utratę dotacji. Czy to ważne? Tak, bo największe zainteresowanie zakupem gotowych biogazowni, farm wiatrowych czy małych elektrowni wodnych przejawiają koncerny energetyczne, które potrzebują odnawialnych źródeł energii.

Piotr Wiśniewski i Krystian Stachowiak to jedni z prekursorów energii wiatrowej w Polsce. To także inwestorzy, którzy postanowili wybudować największą farmę wiatrową w naszym kraju. Nie mają jednak nic z Don Kichota, są przedsiębiorcami i wizjonerami, którzy musieli borykać się z wszelkimi przeciwnościami polskiej rzeczywistości gospodarczej, ale miejmy nadzieję, że z pozytywnym finałem, bo farma powstaje. Powstaje także kilkadziesiąt mniejszych i większych farm. Żadna z dziedzin OZE nie rozwija się tak szybko i tak efektywnie z perspektywy zwrotu z inwestycji — nawet przy braku jakiejkolwiek dotacji. Każdy projekt w stanie deweloperskim można sprzedać na pniu, każdą gotową farmę kupi koncern energetyczny. Gdzie tkwi słabość? W żmudnym procesie pozyskania pozwolenia na budowę, który wymaga przyłączy energetycznych, uzgodnień z rolnikami dotyczących dzierżawy gruntów, raportów środowiskowych i planów zagospodarowania przestrzennego. Kto przejdzie przez ten kilkuletni proces, jest wygrany, kto chce kupić gotowy projekt — niech dwa razy wszystko sprawdzi, bo projektów z błędami jest więcej niż chętnych z pieniędzmi.

A skąd pieniądze na tę działalność? Aby uzyskać kredyt, trzeba mieć od 10 do 30 proc. wkładu własnego, zależnie od tego, czy jest dotacja, czy jej nie ma. Resztę może sfinansować bank. Czego banki nie mówią na dzień dobry? Nie mówią, że oprócz wkładu własnego potrzebne są jeszcze zabezpieczenia pomostowe na czas budowy. W tym okresie bank nie może zabezpieczeć się na wielu nieistniejących jeszcze elementach inwestycji, po uruchomieniu wartość projektu znacznie rośnie. Zabezpieczenia pomostowe to poręczenia, aktywa pozaprojektowe, które inwestor jest gotowy zastawić na czas budowy — czasami tylko na kilka miesięcy.

Czy da się zrobić biznes, nie mając nic, tak jak bohaterowie „Ziemi obiecanej”? Jeżeli projekt jest dobry, a inwestor udowodni, że da sobie z nim radę, pozostają firmy takie, jak BOŚ Eko Profit — spółki inwestycyjne i fundusze, których oferta jest prosta: brakujeci kapitału i bank odsyła cię od okienka z kwitkiem? My damy ci brakujący kapitał, abyś mógł wrócić po kredyt. BOŚ Eko Profit kieruje się filozofią jednego okienka — masz dobry projekt, a brakuje ci reszty? My ją dla ciebie zorganizujemy. W zamian za to chcemy być współinwestorem lub udzielimy ci pożyczki podporządkowanej, załatwimy kredyt i ustrukturyzujemy twoją transakcję tak, abyś szybko otrzymał to, czego oczekujesz — środki niezbędne do jej realizacji. Gdy kończą się dotacje w ramach obecnego budżetu unijnego, a banki powściągliwie kredytują projekty OZE, — współinwestor może być jedynym sposobem dopięcia finansowania i zrealizowania projektu. Trzeba się podzielić, ale można cieszyć sukcesem. Podobno na gorączce złota najwięcej zarobili producenci łopat, czyli ci, którzy nie wychodzili z założenia: wszystko albo nic.

Bartłomiej Pawlak

prezes BOŚ Eko Profit

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Pawlak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu