Odroczenie na trzy lata

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 20-11-2007, 00:00

Nawet 300 tys. złotych kosztuje dostosowanie stacji benzynowej do unijnych norm ekologicznych. Zostały na to jeszcze 3 lata.

Dodatkowy czas na dostosowanie do standardów Unii

Nawet 300 tys. złotych kosztuje dostosowanie stacji benzynowej do unijnych norm ekologicznych. Zostały na to jeszcze 3 lata.

Helios House — własność koncernu BP — to prawdopodobnie najbardziej ekologiczna stacja benzynowa na świecie. Wygląda trochę jak budowla z filmów fantastyczno-naukowych. Jej sklepienie zbudowano ze stali nierdzewnej, na której umieszczono baterie słoneczne zapewniające tyle prądu, ile zużywają trzy przeciętne gospodarstwa domowe. Budynek jest też wyposażony w instalacje do zbierania wody deszczowej, która potem jest wykorzystywana do nawadniania roślin rosnących na stacji. Sieć Helios House na razie znana jest tylko w USA, ale także w Polsce są stacje, które można nazwać ekologicznymi. Przykładem może być obiekt sieci Statoil przy ul. Puławskiej w Warszawie. Tuż obok znajduje się park i biurowiec — siedziba skandynawskiego koncernu.

Jak dba się o środowisko na tej stacji? Zabezpieczenia znajdują się już w dystrybutorze. Mała pompa wahadłowa odsysa opary benzyny, które pojawiają się przy nalewaniu paliwa do baku. Duże wahadło gazowe stosowane jest przy nalewaniu benzyny z cysterny do zbiorników. Kieruje ono opary z powrotem do cysterny. Rezultat? Na stacji przy Puławskiej niemal nie czuć charakterystycznej woni benzyny. To nie wszystkie zabezpieczenia — poza tym odpowiednie wyprofilowanie terenu, dzięki któremu rozlana benzyna spływa do specjalnych studzienek, pizometry, które kontrolują czystość wód gruntowych oraz zamknięty obieg wody w myjni samochodowej.

— Maszyna czyszcząca zasilana jest z 400-litrowego zbiornika wody oczyszczonej. Tylko ostatni raz auto płucze się świeżą wodą z sieci miejskiej. To tylko 8-16 l świeżej wody — wyjaśnia działanie myjni Janusz Meisner, kierownik sekcji produkcji i eksploatacji w Statoil.

Najważniejsze jest jednak to, czego nie widać — dwupłaszczowe zbiorniki na paliwo wraz z elektronicznym monitoringiem wycieków.

Magiczna liczba 3

Takimi nowoczesnymi i dobrze wyposażonymi stacjami dysponują przede wszystkim wielkie koncerny. Gorzej z niezależnymi operatorami. Dlatego wprowadzenie w życie nowelizacji rozporządzenia o bazach i stacjach paliw płynnych odłożono o trzy lata. Po raz trzeci.

— W Polsce działa wiele małych lokalnych stacji, szczególnie na terenach wiejskich. Gdyby rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać bazy i stacje paliw płynnych, weszło w życie zgodnie z planem, czyli do 31 grudnia 2007 r., to część z nich musiałaby ulec likwidacji — tłumaczy decyzję resortu wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz.

Ale nie tylko o interesy niezależnych operatorów tutaj chodziło.

— Wpływ na decyzję miało również stanowisko resortu obrony narodowej, który dysponuje własną siecią baz i stacji benzynowych. Ich modernizacja nie zostanie ukończona przed końcem 2007 r. — mówi Paweł Poncyljusz.

Koszty i przepisy

Koszt dostosowania stacji benzynowych do proponowanych przepisów ekologicznych to 100-300 tys. zł, dla baz paliwowych to 1,5 mln zł.

— Dla nas to wielkie obciążenie. Tak też argumentowaliśmy, kiedy wnioskowaliśmy do ministerstwa o prolongatę. Te dodatkowe lata dadzą nam czas, aby wykonać prace modernizacyjne — przekonuje Marek Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw Delfin.

Ale wbrew pozorom nie tylko o pieniądze tu chodzi. Równie wielkim problemem są przepisy, a konkretnie ich interpretacja. Część urzędników twierdzi, że wymiana zbiorników to tylko remont, a inna, że już budowa. Rezultat? O ile w przypadku remontów nie ma większych problemów, o tyle w przypadku budów na odpowiednie pozwolenia trzeba czasami czekać nawet 13 miesięcy.

— Był taki problem. Dlatego zwróciliśmy się o interpretację przepisów do Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Uznał, że pozwoleń budowlanych nie trzeba — mówi Marek Pietrzak.

Ale to nie koniec problemów.

— Dzisiaj kolejny kłopot to znalezienie wykonawców. Moce przerobowe na rynku oceniam na 20-30 proc. — twierdzi Marek Pietrzak.

Przedłużenie terminu było więc potrzebne. Odpowiedzialność za niedostosowanie stacji do norm ekologicznych ponoszą również właściciele, którzy często zwlekali z rozpoczęciem prac. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem wykorzystają dane im 3 lata.

Wojciech Chmielarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu