Odziedziczony po PiS budżet przeczekania

Adam Sofuł
opublikowano: 26-11-2007, 00:00

Nieczęsto zdarza się, by przedstawiciel rządzącej partii rekomendował Sejmowi projekt ustawy budżetowej słowami, że nadaje się on... do kosza. Można tę frustrację zrozumieć, bo rząd PO-PSL musi firmować projekt budżetu przygotowany przez poprzedników. Ponieważ koalicja własnego lepszego projektu nie ma, budżet zamiast do kosza trafi do dalszych prac w komisjach, gdzie odbędą się główne bitwy tegorocznej budżetowej batalii.

Debata budżetowa była okazją do przedstawienia drugiego exposé — ministra finansów, nie mniej ważnego niż to wygłaszane przez premiera. Jacek Rostowski przedstawił sześć priorytetów resortu, raczej na dalsze lata. Szukanie śladów wdrażania owych sześciu priorytetów w budżecie na 2008 rok będzie zajęciem dość mozolnym i bez większych perspektyw na sukces. Trudno się pod priorytetami nie podpisać. Postawione przez Rostowskiego cele to — jak określiłby to były premier — oczywista oczywistość. I to nie zarzut — bo żaden rząd dotychczas się z tymi oczywistościami w praktyce nie zmierzył. Można postawić plus za jasne deklarację zmniejszania długu publicznego (i rezygnację z protez w rodzaju kotwic budżetowych) i upraszczania, a może i obniżania podatków. Trudno nie zgodzić się z opinią, że infrastruktura (zwłaszcza dobre drogi) i edukacja to podwaliny wzrostu gospodarczego, więc warto wyłożyć na ten cel nieco więcej budżetowych pieniędzy. Cieszy też stanowcza zapowiedź przygotowywania naszego kraju do wprowadzenia wspólnej waluty. Wypada docenić odwagę tego rządu, że proponuje w gruncie rzeczy strategię średniookresową i jeśli uda się ją zrealizować — z jej owoców będą korzystały dopiero następne ekipy. Rząd nie chce, by doraźne potrzeby polityczne określały politykę finansową państwa.

To dobrze, że rząd patrzy w przyszłość, poza obecną kadencję parlamentu. Sęk w tym, że lada moment przypomni o sobie teraźniejszość z rosnącą presją płacową i słabnącą (choć nieznacznie) koniunkturą gospodarczą. Jedyną odpowiedzią rządu na teraz będzie ów nieszczęsny projekt budżetu na 2008 rok, który będzie miał tak wielu ojców (poprzedni i obecny rząd), że w efekcie zostanie sierotą. Uda się pewnie nieco zmniejszyć zakładany deficyt (choć w stosunku do wykonania tegorocznego budżetu będzie wzrost), ale na rzeczywistą reformę finansów publicznych znów trzeba będzie poczekać. Ale zaraz, czy ktoś w ogóle coś mówił o reformie finansów publicznych?

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane