Odzieżówka broni się przed kryzysem

Magdalena Brzózka
opublikowano: 11-02-2009, 00:00

Zarządy tekstylnych spółek mają autorskie pomysły, jak przetrwać, a nawet zarobić w cięższych czasach.

Monnari szyje krótsze serie,

Artman ogranicza wydatki na reklamę,

a Vistula przenosi produkcję do Azji

Zarządy tekstylnych spółek mają autorskie pomysły, jak przetrwać, a nawet zarobić w cięższych czasach.

Spadek koniunktury, który dotyka większość przedsiębiorców, zmobilizował branżę odzieżową do działań specjalnych. Co robią zarządy, by zatrzymać klientów, ale też zarabiać? Jedni rezygnują z akcji marketingowych, inni sprzedają ubrania nawet za jedną czwartą ceny, jeszcze inni zachęcają klientów do większych zakupów. Są też odważni, którzy podwyższają ceny produktów.

Dla każdego coś miłego

Łódzka grupa, która zarządza sieciami: Monnari, Molton, Pabia i Roy, zaczęła szyć krótsze serie ubrań.

— W ten sposób chcemy zmobilizować klientów do kupowania natychmiast, bo za chwilę upatrzonych ciuchów już może nie być — mówi Katarzyna Latek, wiceprezes Monnari.

Motywacja jest tym większa, że za każdy zakup ubrania z nowej, wiosennej, kolekcji (jeszcze nieprzecenionej) otrzymuje się 20-procentowy kupon rabatowy na kupno drugiej rzeczy.

— Zamiast drastycznie ciąć ceny, najpierw staramy się zachęcić do zakupu, i to nie jednego, lecz dwóch produktów — mówi Katarzyna Latek.

To nie oznacza jednak, że grupa całkowicie uciekła od wyprzedaży. Obecnie w salonach z logo Monnari można kupić ubrania przecenione od 10 do nawet 70 proc. W ramach oszczędności spółka zrezygnowała z reklam na billboardach. Zdaniem zarządu, w czasach dekoniunktury one nie działają, więc nie warto wydawać na to pieniędzy.

Rabaty, przeceny, obniżki

Krakowski Artman, właściciel dwóch sieci odzieżowych, ze względu na wahania walutowe podniesie ceny produktów od kilku do kilkunastu procent.

— W związku z tym wolumen sprzedaży będzie w tym roku niższy, ale na poziomie przychodów wyjdziemy na swoje — mówi Grzegorz Koterwa, członek zarządu Artmana.

Spółka zmniejszyła też wydatki na marketing i w tym roku będzie to 2 proc. przychodów (rok temu było 3 proc.).

LPP, w którego strukturach wkrótce znajdzie się Artman, już kilka miesięcy temu wprowadził do swojej flagowej sieci Reserved linię tzw. kryzysowych, czyli tanich ubrań.

Zarząd łódzkiego Redana jest już zahartowany w działaniu w kryzysie, bo przez lata spółka nie przynosiła zysków. Mimo to w tym roku zdecydował się na pracę na niższych marżach. Zarząd twierdzi, że został zmuszony do dużych obniżek ze względu na konkurencję, która przecenia swoje ubrania nawet o 70 proc.

— Na szczęście mamy w portfelu dyskontową sieć Textilmarket, która daje 40 proc. przychodów grupy. Sprzedajemy tam tanie ubrania, co przyciąga klientów, zwłaszcza w trudniejszych czasach — mówi Radosław Wiśniewski, wiceprezes Redana.

Do czegoś innego kryzys zmobilizował zarząd Vistula Group (VG). Spółka postanowiła przenieść 20 proc. produkcji do fabryk na Dalekim Wschodzie — dzisiaj tylko 3 proc. kolekcji z tym logo pochodzi z Azji. Michał Wójcik, prezes grupy, zapowiedział, że w ramach poszukiwania oszczędności zwolni kilka osób ze średniego i wyższego szczebla zarządzania. Poza tym maksymalnie ograniczy wydatki marketingowe i skupi się na poprawie wyglądu sklepów i witryn.

Odmienne plany ma nowy prezes konkurencyjnego Próchnika. Krzysztof Grabowski zapowiedział, że zarządzana przez niego firma, która od lat wegetowała bez akcji marketingowych, wreszcie się ich doczeka. I to jeszcze w tym roku.

Okiem Eksperta

Piotr Trendowski

analityk Banku BPH

Ostrożnie z wyprzedażami

Kryzys to dobry okres, żeby podejmować inicjatywy zwiększające sprzedaż. Firmy, które dotąd nie praktykowały działań marketingowych, powinny je jak najszybciej podjąć. Kreacja wizerunku jest bardzo ważna, zwłaszcza dla branży odzieżowej i związanej z modą. Częste i długotrwałe obniżanie cen jest dość ryzykowne dla tekstylnych spółek, bo klienci bardzo szybko przywiązują się do dużych przecen i po okresie wyprzedażowym ciężko będzie ich przekonać do zakupów po regularnych cenach. Poza tym marka musi mieć swój charakter, a znaczące obniżanie cen źle wpływa na jej wizerunek. Dlatego w ramach oszczędności zarządy powinny zastanowić się raczej nad obcięciem budżetu związanego z logistyką, a nie promocją firmy czy marki.

Magdalena Brzózka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Brzózka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu