Odzyskiwanie po polsku? Tylko na papierze

Mirosław Konkel
05-10-2011, 00:00

Polskie firmy zbierają i przetwarzają elektrośmieci. Ale często jedynie w oficjalnej dokumentacji

Statystyczny obywatel Unii Europejskiej wymienia komputer co trzy lata, komórkę co pół roku, a sprzęt AGD/RTV raz na 5-7 lat. Każdego roku wytwarza około 20 kg tzw. elektroodpadów. Z punku widzenia ekologii i kurczących się zasobów energii wskazane byłoby przedłużanie żywotności urządzeń. Tymczasem ich producenci, zresztą nie tylko w UE, sprytnie stosują różne sztuczki — nazywane np. sztuczną destrukcją lub progresywną regulacją wieku — by drukarki, laptopy czy pralki funkcjonowały poniżej swych fabrycznych możliwości i szybciej się psuły (zwykle zaraz po upływie okresu gwarancji). Jak pisze Giles Slade, autor książki „Made to Break: Technology and Obsolescence In America” (Budowanie złomu: starzenie się technologii w Ameryce), trzeba było skłonić ludzi do kupowania nowych rzeczy, by nakarmić czymś maszyny. No i napędzić konsumpcję. W rezultacie świat, w tym Polska, zamienia się w wysypisko elektrośmieci. Według organizacji odzysku ElektroEko (Gazela Biznesu), każdego roku w naszym kraju wyrzuca się co najmniej 165 tys. ton zużytego sprzętu AGD. To trzy razy więcej niż waży Most Łazienkowski w Warszawie! Gdyby ustawić jeden na drugim wszystkie telefony komórkowe, które co roku wymieniamy na nowe, miałyby wysokość tysiąc razy większą niż Pałac Kultury i Nauki. A gdyby to samo zrobić z telewizorami, których się pozbywamy, można by z nich zbudować kolumnę prawie 50 razy wyższą niż Mount Everest. — Dlatego sprzęt powinien trafiać do odpowiednich miejsc zbierania takich odpadów, np. sklepów lub gminnych punktów. A stamtąd — do zakładu przetwarzania, gdzie zostanie poddany recyklingowi — podkreśla Mariusz Pleban, prezes agencji Multi Communications.

Handel kwitami

W myśl zasad obowiązujących w UE każdy kraj członkowski musi zbierać cztery kilogramy e-śmieci na mieszkańca rocznie. Według najnowszych oficjalnych statystyk z 2010 r., Polska zebrała 109 tys. ton, czyli w przeliczeniu na obywatela 2,7 kg. Ale i tak po raz pierwszy w historii Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) poddał w wątpliwość wiarygodność tych liczb, zaznaczając, że tak naprawdę zależą od rzetelności danych przekazywanych przez działające w branży instytucje. Także raport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR), opublikowany w marcu 2010 r., a aktualizowany cztery miesiące temu, punktuje patologie systemu zarządzania zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym (ZSEE) w Polsce. — Przede wszystkim zwróciliśmy uwagę na znaczący udział szarej strefy, w tym handlu kwitami. Chodzi o to, że elektroodpady są przetwarzane tylko na papierze. Na przykład niektóre małe zakłady dokumentują odzysk sprzętu na poziomie, który z powodów technologicznych jest dla nich niemożliwy do osiągnięcia. Takie działania nie tylko psują rynek, ale także uszczuplają wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku VAT — wskazuje dr Bohdan Wyżnikiewicz z IBnGR.

Psucie rynku

Tworzenie fałszywych dokumentów ma wiele negatywnych następstw. Jednym z nich jest zaburzenie konkurencyjnych na rynku zbierania ZSEE. Nierzetelne firmy oferują klientom niższe (często kilkukrotnie) stawki za przetworzenie sprzętu. Mogą sobie na to pozwolić, bo nie ponoszą niemal żadnych kosztów. Mariusz Pleban ostrzega, że ciche przyzwolenie producentów i dystrybutorów sprzętu na handel kwitami może się odbić także na ich wizerunku. Dotyczy to również firm międzynarodowych, które na świecie hołdują pięknym zasadom, ale już lokalnie niekoniecznie je stosują — co często wynika z różnic kulturowych i stałego nacisku na wzrost sprzedaży. — Polscy menedżerowie dbają głównie o sprzedaż kwartalną, zapominając lub nie będąc motywowani do dbania o markę. Afera z udziałem uznanej marki na rynku polskim może się odbić na wizerunku korporacji na całym świecie — uświadamia szef Multi Communications. Część szefów po prostu bagatelizuje problem. Według organizacji zajmujących się zbieraniem i przetwarzaniem elektrośmieci, Polacy, bez względu na wykształcenie czy status zawodowy, raczej nie mają nawyku pozbywania się zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego we właściwy sposób. To w znacznym stopniu utrudnia zebranie wymaganych przez unijne i krajowe przepisy ilości e- -odpadów.

Recykling się opłaca

1. 90 proc. zużytej świetlówki można wykorzystać do produkcji nowej. Odzyskuje się wiele cennych surowców: szkło, aluminium, luminofor i metaliczną rtęć.

2. Ze zużytego komputera i monitora o wadze 27 kg można odzyskać m.in.: 6,8 kg szkła, 6,2 kg tworzywa sztucznego, około 5,6 kg stali, około 3,8 kg aluminium, około 1,9 kg miedzi i 1,7 kg ołowiu.

3. Materiały ze zużytych telefonów komórkowych: złoto,platynę, srebro, miedź można wykorzystać do wytwarzania czajników, plomb dentystycznych lub instrumentów muzycznych.

4. Tworzywo sztuczne ze starej lodówki nadaje się do produkcji kołpaków samochodowych, a odzyskany freon do nowej chłodziarki. Źródło: Multi Communications

Kary dla nierzetelnych

2-100 tys. zł – demontaż zużytego sprzętu poza zakładem przetwarzania 5 tys.-2 mln zł – nieuwidocznienienie kosztów gospodarowania odpadami RTV i AGD w cenie produktu 5-500 tys. zł – uchylanie się od organizowania lub finansowania odbierania zużytego sprzętu, jego odzysku, w tym recyklingu, i unieszkodliwiania 5-500 tys. zł – sprzedaż urządzeń od importera lub producenta, który nie został wpisany do rejestru Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Na podstawie: Ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (z 29 lipca 2005 r.)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Odzyskiwanie po polsku? Tylko na papierze