OF: Drogie surowce zastępują bykom "chiński argument"

Łukasz Wróbel
09-09-2009, 10:18

Uzasadnianie wzrostów cen akcji drożejącymi surowcami przy obecnym stanie światowej gospodarki przypomina szukanie na siłę wygodnego argumentu pasującego do tezy. Chiński wzrost jak na drożdżach powoli przestaje pasować.

Przed rozpoczęciem notowań w Europie Niemcy podali informację o dynamice cen konsumentów. Inflacja CPI w największej gospodarce na Starym Kontynencie wzrosła w odniesieniu do poprzedniego miesiąca o 0,2 proc., natomiast w ujęciu rocznym pozostała na niezmienionym poziomie. Wcześniej w Azji odnotowaliśmy spadki najważniejszych indeksów giełdowych, ale w większości przypadków skala przeceny nie wykraczała poza 1 proc.: japoński NIKKEI stracił 0,8 proc., podobnie jak hongkongski Hang-Seng.

Wczoraj na Wall Street z uwagi na brak ważnych danych makroekonomicznych główne argumenty do handlowania akcjami dostarczały wiadomości z dwóch sektorów: spożywczego i wydobywczego. Ten pierwszy potęguje u inwestorów chęć nabywania papierów wartościowych, ponieważ rosnąca aktywność w obszarze fuzji i przejęć może sugerować, że największe spółki dochodzą do wniosku, że akcje tańsze już nie będą - takiego zdania są prawdopodobnie obie strony nieudanej transakcji: potencjalny obiekt przejęcia Cadbury oraz przejmujący Kraft. Z drugiej strony niewielkie wzrosty próbowano uzasadniać zachowaniem cen surowców, co z kolei ma oznaczać optymizm szerszego grona inwestorów spodziewających się powrotu wzrostu gospodarczego na świecie.

Warto zwrócić uwagę, że sytuacja coraz bardziej przypomina szukanie wygodnych argumentów potwierdzających z góry przyjętą tezę. Owszem, metale drożeją ustalając nowe lokalne rekordy, ale na przykład dziwnym zbiegiem okoliczności przestało się już zwracać uwagę na Chiny, które przecież stoją w zdecydowanej mierze za nienaturalnie wysokim popytem. Tymczasem w Chinach indeksy rynku akcji runęły w dół spadając od wierzchołków z początku sierpnia o ponad 20 proc., władze zapowiadają ściślejszą kontrolę przepływu środków z tanich kredytów na giełdę w celu ograniczenia spekulacji, a w ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się również oficjalne postulaty, by wprowadzić limity importu niektórych metali przemysłowych. Wygląda więc na to, że kiedy wiatr zaczyna wiać w oczy inwestorzy oraz przede wszystkim analitycy skoncentrowani na krótkoterminowych ruchach, nerwowo rozglądają się za innymi przesłankami, które mogłyby wyjaśnić zachowanie giełdy. Może czasem warto nieco przystopować i uznać, że rynek się zagalopował, a wzrosty wyglądają na zasilane sterydami.
W środę notowania na GPW i Europie Zachodniej rozpoczęły się od niewielkich spadków wartości akcji. Na rynku walutowym w dalszy ciągu spokojnie: euro kosztuje 4,10 PLN, frank 2,70 PLN, a dolar 2,83 PLN.

Łukasz Wróbel
Specjalista Open Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Wróbel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / OF: Drogie surowce zastępują bykom "chiński argument"