OFE czekają na nowe środki

Jacek Maliszewski
29-10-2001, 00:00

Coraz szersze kręgi zatacza dyskusja na temat zadłużenia ZUS (a mówiąc wprost — państwa) wobec otwartych funduszy emerytalnych oraz sposobów regulacji tych zaległości. Jeszcze nie tak dawno Wiesław Kaczmarek, nowy minister skarbu, sugerował, iż najrozsądniej byłoby wstrzymać program prywatnych emerytur na kilka lat, czyli do czasu poprawy kondycji finansów publicznych. Na pytanie, czy można w ten sposób jednostronnie decydować o losach prywatnych pieniędzy (środków osób ubezpieczonych w drugim filarze), wtedy jeszcze kandydat na ministra stwierdził, iż pieniądze te nie są prywatne, a raczej prywatno-publiczne. Przyznam szczerze, że logika tego wywodu jest co najmniej dziwna.

Najnowsze pomysły wychodzące ze sfer rządu to spłata zadłużenia wobec OFE w postaci specjalnie wyemitowanych obligacji, które fundusze otrzymają na swe konta. Sprawa nie jest do końca wyjaśniona, a jak wiemy — często diabeł tkwi w szczegółach. Pozostaje bowiem pytanie, czy obligacje takie podlegałyby obrotowi wtórnemu i czy byłyby oprocentowane na poziomie rynkowym?

Załóżmy, że fundusze otrzymają takie wieloletnie obligacje bez przetargu w ilości proporcjonalnej do zadłużenia wobec każdego funduszu z osobna. Załóżmy, że oprocentowanie tych obligacji zostanie w jakiś sposób związane z rentownością tradycyjnych instrumentów rynku pieniężnego (na przykład z rentownością bonów skarbowych lub z rentownością obligacji Skarbu Państwa). Jeśli obligacje takie podlegałyby obrotowi wtórnemu, to należałoby je traktować jako typowy składnik portfela funduszu. Wtedy udział papierów dłużnych w całym portfelu każdego funduszu gwałtownie skoczy do góry, spadnie za to udział akcji spółek. Stanie się tak, gdyż wartość aktywów wzrośnie o blisko 4 mld zł (do ponad 18 mld zł), przy zachowaniu tej samej wartości akcji będących w posiadaniu.

Będzie to miało określone konsekwencje. Jeśli bowiem strategia funduszy emerytalnych nie ulegnie zmianie w tym czasie i nadal będą starały się one utrzymać określony poziom akcji (procentowo) w swych portfelach, zmuszone będą do dokupienia niejako z automatu dodatkowych akcji na giełdzie. Jeśli przyjąć, że preferowany udział akcji w portfelach OFE będzie wynosił około 25 proc. (tyle co obecnie), to po otrzymaniu wspomnianych obligacji o wartości 4 mld zł, fundusze będą zmuszone dokupić akcji za ponad 1,3 mld zł.

Ktoś najwyraźniej wyznaczył sobie wcześniej taki scenariusz i ubiegł fundusze emerytalne w kupnie akcji. Za ostatnią falą wzrostu na giełdzie nie stały OFE, lecz zagraniczny kapitał spekulacyjny. Być może w kolejnych etapach tej zwyżki dołączali mali i średni inwestorzy indywidualni, a teraz dopiero nasze fundusze emerytalne. Aż strach pomyśleć, co wobec tego może nas czekać w kolejnych miesiącach, gdy do kupujących dołączą nasze banki chcące mieć w swych portfelach akcje. Banki zapewne zechcą skorzystać z nich, by móc skonstruować dla swych najważniejszych klientów instrumenty dające zysk taki jak lokaty bankowe i jednocześnie nie podlegające pod zapowiadaną zmianę w ustawie podatkowej (omawiane już szeroko na łamach prasy opodatkowanie od dochodów odsetkowych). Takie instrumenty już istnieją — certyfikaty inwestycyjne — sprzedawane w ramach funduszy zamkniętych. Teraz być może powstaną nowe, jeszcze bardziej wymyślne.

Jeśli spojrzymy na bieżące przelewy składki ZUS do OFE, to zauważymy, iż od pierwszego do dwudziestego piątego dnia października do kas funduszy wpłynęło około 403,13 mln zł. Największe przelewy z reguły odbywają się w okolicach 26 i 27 dnia miesiąca, więc należy się spodziewać, iż w całym październiku kwota ta może urosnąć do około 700 mln zł. Gdyby w takich porcjach fundusze otrzymywały co miesiąc nowe pieniądze od ZUS, to na doprowadzenie do stałego poziomu akcji w portfelu (25 proc.) po otrzymaniu wspomnianych obligacji OFE potrzebowałyby ponad dwóch miesięcy i to przy założeniu, że na zakup walorów wydałyby całość z otrzymywanych na bieżąco pieniędzy od ZUS. Pozostaje tylko pytanie, kto wobec tego będzie startować w przetargach na bony skarbowe i obligacje, organizowanych przez Ministerstwo Finansów. Czy aby MF w ten sposób samo nie kopie pod sobą dołka?

IFE-10 w dniu 24 października osiągnął wartość 1247,29 pkt i była to najwyższa wartość w historii notowań tego indeksu (pierwsze notowanie w dniu 30 września 1999 na poziomie 1000 pkt). Po skokowym wzroście tego indeksu, w ostatnich dniach zwiększyła się również średnioroczna stopa zwrotu. Obecnie wynosi ona 11,955 proc. i zaczyna się zbliżać do obecnej rentowności obligacji dwu- i pięcioletnich o stałej stopie procentowej. Jednak gdyby takie obligacje kupić dwa lata temu, to ich rentowność wynosiła wówczas ponad 15 proc. Trzeba przy tym pamiętać o kosztach prowizji pobieranych przez OFE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Maliszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / OFE czekają na nowe środki