OFE odbierają premię, którą zaniżały

Mateusz Cezary Wojtala
02-04-2018, 22:00

Kolejny inwestor chce wycofywać spółkę z obrotu giełdowego. Płaci tyle, ile musi, co w niektórych przypadkach źle się kończyło.

Notowania Colian Holding, polskiej grupy produkującej artykuły spożywcze takich marek jak Solidarność czy Goplana, podskoczyły o 9,2 proc. po tym, jak w czwartek 29 marca Jan Kolański z podmiotami powiązanymi ogłosił wezwanie na 21,71 proc. akcji w celu zdjęcia spółki z giełdy. Kurs osiadł na poziomie 3,8 zł, czyli 4 grosze ponad ceną z wezwania i 49 groszy więcej, niż wynosi średnia z ostatnich sześciu miesięcy. Jednak 3,76 zł to jednocześnie wartość minimalna, jaką byli prawnie zobligowani zaoferować wzywający. Zapisy będą przyjmowane do 14 czerwca i najpóźniej wtedy okaże się, czy giełdowi gracze nie liczą na wyższą premię względem ceny minimalnej, która wynosi okrągłe zero.

Pominięty
Wyświetl galerię [1/2]

Pominięty

Jan Kolański poprzez Colian Holding kontroluje 7,7 proc. akcji Vistuli. Fot. Marek Wiśniewski

Ucieczka z parkietu

O tym, że nie jest łatwo zdjąć spółkę z giełdy, przekonali się niedawno Elżbieta i Jacek Tarczyńscy, którzy w grudniu 2017 r. za pośrednictwem EJT Investment ogłosili wezwanie do sprzedaży akcji spółki Tarczyński w celu objęcia 100 proc. udziałów i wycofania jej z obrotu giełdowego. Pomimo dwukrotnego podnoszenia oferowanej ceny — najpierw z 10,5 zł na 12,6, a następnie na 14 zł, co dawało 36 proc. premii względem ceny minimalnej — EJT Investment kupił ledwie jedną czwartą akcji objętych wezwaniem.

Fiaskiem zakończyła się też lutowa próba skupu akcji własnych, również w celu zdjęcia spółki z giełdy, przeprowadzona przez ATT Holding. Podobnie jak w przypadku Tarczyńskiego, decydujący był głos sprzeciwu OFE, obecnych w akcjonariacie, które stwierdziły, że proponowana cena nie odzwierciedla wartości godziwej przedsiębiorstwa. Sukcesem zakończyło się natomiast grudniowe wezwanie na akcje Robyga, ale również tu nie obyło się bez licytacji z akcjonariuszami. Początkowo zaoferowano im 3,55 zł za jedną akcję, co dawało 9 proc. premii względem ceny minimalnej 3,26 zł, jednak ostatecznie konieczne było podniesienie jej do poziomu 4 zł, oznaczającego premię w wysokości 23 proc.

Od 2014 r. rośnie liczba tzw. delistingów, czyli wycofywania spółek z obrotu giełdowego. Cztery lata temu było ich zaledwie 8, w 2016 już 19 — tyle samo co debiutantów na GPW. W ubiegłym roku 20 podmiotów zdecydowało się zejść z parkietu, czyli o pięć więcej, niż na niego weszło. Oznaczało to pierwszy spadek liczby notowanych spółek od 2003 r.

Ten niepokojący trend skłonił ekspertów z KPMG do przeprowadzenia badania „Premie płacone w wezwaniach na akcje spółek notowanych na GPW”. Zwrócili oni uwagę, że od 2010 r. średnie ostateczne premie (ważone wartością wezwania) są wyższe od początkowych. Rok temu różnica ta wynosiła 5 pkt. proc., 2 lata temu 9,5 pkt. proc., a w 2015 r. tylko 1 pkt proc.

Mogło być drożej

Eksperci KPMG przeanalizowali 238 wezwań do sprzedaży akcji spółek publicznych nad Wisłą od 2009 r. Trzy czwarte z nich zakończyło się sukcesem, a w 73 z tych przypadków chodziło o przejęcie kontroli nad przedsiębiorstwem. Według ich wyliczeń, mediana premii za przejęcie kontroli w badanym okresie wyniosła 13,5 proc., co jest stosunkowo niską wartością w porównaniu z 31,3 proc. dla świata. W Stanach Zjednoczonych wynosi ona aż 36,9 proc., natomiast we Francji jest ona nieco zbliżona do naszej i wynosi 19,6 proc.

— Niska premia mogła być przypisywana temu, że w akcjonariacie mocną pozycję miały OFE. Z racji ich dużego popytu na akcje wyceny były wysokie, więc oferujący w wezwaniach dawali niższe premie — mówi Tomasz Wiśniewski, partner w KPMG.

W badaniu KPMG zauważono również różnicę w premiach między wezwaniami w celu zdjęcia spółki z giełdy a tymi przeprowadzanymi wyłącznie w celu przejęcia kontroli (bez zamiaru delistingu). Średnie arytmetyczne z lat 2010-17 wynoszą — odpowiednio — 25,8 i 14,3 proc., co daje 11,5 pkt. proc. różnicy. Pokazuje to, że za przywilej zakończenia przygody z parkietem giełdowym w Polsce trzeba słono dopłacić. Gdy jednak średnią będziemy ważyć wartością wezwania, to różnica wynosi już tylko 2,4 pkt. proc., bo premie spadają do 13 i 10,6 proc. Wynika to przede wszystkim z nieco niższych premii przy większych transakcjach. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Cezary Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / OFE odbierają premię, którą zaniżały