Oferta z nową emisją może się nie opłacać

Przemek Barankiewicz
08-12-2004, 00:00

Debiut giełdowy telewizji TVN został przez wielu inwestorów uznany za sukces, choć 10-proc. zysk nie odbiega od tegorocznej średniej stóp zwrotu w dniu debiutu (9,2 proc.). Co gorsza, gdyby akcje TVN miały dalej podążać kursem przeciętnego tegorocznego debiutanta, ich rynkowa wartość spadałaby. Z naszych obliczeń wynika, że kupując akcje debiutanta w publicznej ofercie i trzymając je do dziś, inwestor średnio zyskiwał w tym roku tylko 0,5 proc. To przy ryzyku związanym z rynkiem pierwotnym, koszcie kredytów zaciąganych na zakup akcji i znakomitym zachowaniu papierów już notowanych na GPW, realnie oznacza stratę.

Jak w gronie spółek wybierających się na giełdą dostrzec te, które pozwolą na przyzwoity zysk? Rynek nie zna recepty, ale znaczna część inwestorów odpowiedzi szuka w celach pierwszej oferty publicznej. „Wszystkie pieniądze z oferty TVN idą do kieszeni właścicieli. Kupią sobie za nie mercedesy, domy, jachty, a kto za to płaci” — napisał zgorzkniały inwestor na stronach portalu www.pb.pl. Jego zdaniem, uczciwa oferta to taka, której celem jest sfinansowanie rozwoju spółki. Podobnie zdają się myśleć sami emitenci, w kontaktach z rynkiem koncentrując się na prezentacji sposobów wykorzystania zebranych pieniędzy.

Czy „rozwojowi” oferenci rzeczywiście pozwalają zarobić nowym akcjonariuszom? Okazuje się, że na razie więcej można zarobić na IPO, z których środki trafiły do kieszeni właścicieli. Co ciekawe, jeszcze w momencie debiutu nie widać różnicy między stopami zwrotu, ale z czasem się ona zwiększa (byłaby ona jeszcze większa, gdyby nie papiery Brokera, faktycznie zmuszonego do rezygnacji z nowej emisji).

Liczba debiutujących spółek nie jest wielka, dlatego trudno wyciągać z tej statystyki daleko idące wnioski. Uzyskane wyniki w znacznym stopniu są uzasadnione przez mocne fundamenty spółek nieemitujących nowych papierów. Debiutanci ci mają już w momencie oferty wystarczające środki na rozwój lub na tyle dobrą kondycję, by taniej sfinansować w bankach swoje plany. Inaczej jest w przypadku wielu spółek finansujących się z giełdy. Często znajdują się one we wcześniejszej fazie rozwoju, a GPW to dla nich jedyna szansa na ekspansję. Hossa na rynku pierwotnym sprawiła, że takie spółki nie oferują inwestorom wystarczającego dyskonta za ryzyko. Rynek wtórny naprawia tę nierównowagę, a tracą na tym gracze, którzy nie zrealizowali zysków zaraz po debiucie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oferta z nową emisją może się nie opłacać