Okrycie w pałacu

Jerzy Turbasa Krawiec
opublikowano: 29-02-2008, 00:00

Prezydenckie płaszcze deformują sylwetkę Lecha Kaczyńskiego — są za krótkie i zbyt dopasowane, co szczególnie razi z profilu. Potraktowałbym je jak dzieła sabotażysty. I zamówił nowe okrycia.

Po wyborczym zwycięstwie George W. Bush zwrócił się — jako prezydent elekt — do szacownej, założonej w 1916 roku, firmy z Chicago — Oxxford Clothes, by właściwie wypełniła mu garderobę przed zaprzysiężeniem. Główny krawiec firmy Rocco Giovannangelo wykonał pracę w dwa tygodnie — zdążył tuż przed terminem uroczystej wizyty prezydenta w Kongresie. Absolutny rekord! — uwzględniając, że do uszycia były: czarny smoking, granatowa marynarka klubowa, siedem garniturów o różnym charakterze, kaszmirowa dyplomatka i dwie pary dodatkowych spodni. Prezydent USA miał świadomość, że od zaprzysiężenia już nie reprezentuje swoich gustów, ale cały naród.

Reprezentowanie polskiego narodu wyborcy powierzyli prof. Lechowi Kaczyńskiemu w 2005 roku, zapewne w uznaniu jego kompetencji, spokoju, rzeczowości wypowiedzi oraz impregnacji na koniunkturalizm. Współdziałając politycznie z bratem, wysuwany był w tandemie do pełnienia oficjalnych funkcji — zarówno jako prezes NIK, jak i minister sprawiedliwości czy wreszcie prezydent Warszawy.

Profesorski luz

Ale… Niefrasobliwość ubioru profesora ukazywała — typową w kraju nad Wisłą — skłonność kręgów uniwersyteckich do nieprzywiązywania wagi do wyglądu. Świetnie zilustrował to Andrzej Mleczko, przedstawiając w swoim rysunku charakterystyczne typy lat 70. zeszłego wieku: to ta sama niechlujna postać w ubraniu — powtórzona sześciokrotnie, a podpisana urzędnik, hydraulik, agent, listonosz, artysta i... profesor.

Wraz z piastowaniem urzędów zmieniał się wizerunek Lecha Kaczyńskiego — zwłaszcza gdy stał się głównym lokatorem Pałacu Prezydenckiego. Krótko obcięte szpakowate włosy korzystnie odsłoniły spokój na twarzy i refleksyjne, badawcze spojrzenie. Pojawiły się białe koszule z francuskimi podwójnymi mankietami — spiętymi eleganckimi spinkami — i z klasycznymi kołnierzykami. Najczęściej stosowane stonowane krawaty są nieźle dobrane, oddają bowiem w sposób właściwy cechy ich właściciela, jego spokojne i zachowawcze wypowiedzi oraz skromny styl bycia. Ciemniejsze w tonacji korzystnie „przecięłyby” sylwetkę. Godne podkreślenia bywają również konserwatywne w stylu buty, choć nie zawsze je zakłada, a szkoda... Ale to, co widzimy między kołnierzykiem koszuli a butami, nie do końca godne jest pochwały.

Sylwetka — w górę!

Ciemnopopielate garnitury, podkreślające racjonalność myślenia, są właściwie dobrane do kar- nacji i włosów. Przydałaby się szczególnie faktura delikatnych prążków — elegancka i zawsze korzystna dla sylwetki. Jednakże krój marynarek daleki jest od doskonałości. Typ sylwetki pana prezydenta wymaga garnituru na miarę — miarowego zgodnie z jego podstawową istotą. Nie, to nie garnitur dokładnie pasujący do sylwetki, ale tak idealnie leżący, by kamuflować uchybienia, jakie się zdarzyło popełnić Panu Bogu, i podkreślić walory. I tym poprawiaczem może się stać znający fach krojczy, którego — niczym Hipokratesa — obowiązuje zasada: pierwsze: nie szkodzić.

Przede wszystkim zalecałbym marynarki na dwa guziki — z dłuższym dekoltem, korzystnie wyciągającym sylwetkę. Jeżeli zgodzimy się, że najważniejsza pozostaje właściwa oprawa głowy — to ramiona (zgodnie ze sztuką proporcji) winny ulec poszerzeniu, a rękawy skróceniu — tak, by pojawiła się biel mankietu (na grubość papierosa). I wreszcie — marynarka na linii pleców musi być zdecydowanie mniej wcięta, by nie tworzyć niekorzystnego profilu.

 

 

Światowy prążek

Do ciekawych wniosków można dojść po spotkaniu Lecha Kaczyńskiego z Nicolasem Sarkozym. Choć obu prezydentów cechuje podobny wzrost, to jednak krój marynarek, ich proporcje i długość odbiegały od siebie. Ta prezydenta znad Sekwany miała właściwe wymiary — była zdecydowanie dłuższa, niżej też zaznaczono guzikiem talię. Bo powiedzieć sobie musimy, iż właśnie umiejscowienie tego guzika decyduje optycznie o właściwej harmonii.

Myślę, że jeżeli Lech Kaczyński odszedłby od bieli koszul w stronę jasnego popielu w delikatne prążki — lekko „ociepliłby” swój wizerunek. W przypadku Sarkozy’ego, jego niebieskawe koszule w prążki nadały poczucia otwartości i światowości. Nie we wszystkim należałoby prezydenta Francji podziwiać. I nie miałem na myśli jego żony... W czasie galowego spotkania w Waszyngtonie obaj prezydenci — i Nicolas Sarkozy, i George W. Bush — solidarnie włożyli smokingi i solidarnie na grubość kciuka kołnierze odstawały im od szyi. Co też bezlitośnie skomentował mój ojciec: „Widocznie zapomnieli szalików!”… l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa Krawiec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu