Olej w arkuszu kalkulacyjnym

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 10-07-2018, 22:00

Wesele w Excelu: wijące się linie Wyspiańskiego posłusznie ułożyły się w wykresy, a okręgi Fangora napęczniały liczbami jak diagramy kołowe. Czas na cztery kąski z raportu Artinfo

W Polskę idziemy

Gdyby cały ubiegłoroczny obrót dziełami był tłustym, weselnym tortem, Warszawa nie dzieliłaby się zbyt hojnie z pozostałymi ośrodkami, w których obywają się aukcje. Szczupły klin przypadający na inne miasta to, według podsumowania Artinfo, niepełne 10 proc., z czego dokładnie połowę skonsumowano przy odgłosach mew i białym molo. Podczas gdy sprzedaż na stołecznych aukcjach podliczona została na 194 mln zł, ponad 10 mln zł zagwarantowało drugie miejsce właśnie Sopotowi, który w tej konkurencji zostawił za plecami nawet oszczędniejszy w ubiegłym roku Kraków.

Sopocki Dom Aukcyjny, którego witryny wychodzą również na kamienice Gdańska, wyraźnie zwiększył porcję tortu należną Wybrzeżu, mimo że klinem nasycić musiała się jeszcze m.in. Łódź, pamiętająca Władysława Strzemińskiego z czasów, kiedy nie patrzył jeszcze oczami Bogusława Lindy. W Łodzi widać też, jak tęgi jest udział stolicy, bo podczas gdy ziemia obiecana wypracowała 1,3 mln zł rocznej sprzedaży, w Warszawie dokładnie tyle kosztowało jedno płótno Wojciecha Fangora, i to bez aukcyjnych opłat.

Dieta bogata w oleje

Mimo że malarstwo nie zawsze jest olejne, sam olej nawet na rynku sztuki podnosi ciśnienie — gruba warstwa połyskującej farby na płótnie i w złotej ramie to w diecie krajowego kolekcjonera odpowiednik mięsnego rarytasu w panierce. W arkuszu kalkulacyjnym apetyt na soczyste dzieła również się odbija, bo, według danych z raportu, malarstwo odpowiadało w ubiegłym roku za ponad 80 proc. aukcyjnego obrotu.

Patrząc na kołowy diagram jak na talerz, oprócz obrazów olejnych, takich malowanych temperą, akrylem czy akwarelą, można znaleźć też coś lżejszego, a więc papierowy odpowiednik sałaty — 8,1 proc. obrotu przypada na segment rysunków i grafik, a 1,5 proc. — na wychodzący jeszcze z ciemni rynek fotografii.

Jeśli mowa o ilości wszystkich wylicytowanych obiektów — a to prawie 13,5 tys. dzieł — 3 proc. z wielobarwnej masy stanowiły rzeźby, przy czym najdroższe wcale nie były żadne marmurowe posągi czy odlewy z brązu, tylko figury z juty, bryły ze spawanej stali i zestaw kostek, na którym w dodatku można siedzieć. Ostatni z obiektów zahacza więc o rynek rzeźby trzecim wymiarem, ale w raporcie słusznie odnotowany jest jako instalacja — autorstwa Ryszarda Winiarskiego, zatytułowana „Gra nr 5” i wylicytowana w Desie Unicum do 900 tys. zł razem z dwoma taboretami, planszą i zestawem czarnych i zielonych pionów.

Wszystkiego Wyspiańskiego!

Specjalista od rustykalnej aranżacji weselnej rzeczywiście mógłby zastąpić wysłużone frazesy w życzeniach dla nowożeńców — życząc komuś Wyspiańskiego, wyrazilibyśmy pragnienie, żeby na nowej drodze życia pojawił się pastel za ponad 4 mln zł. Wystawione w grudniu „Macierzyństwo” z 1904 r. wylicytowano do 3,7 mln zł, co — po dopisaniu do rachunku opłat — dało niecałe 4,4 mln zł i przy okazji tytuł najdroższego obiektu w krajowej aukcyjnej historii. Pamiętając kipiący olejem diagram o strukturze obrotu, zdominowanej przez dzieła wykonane farbami, warto przy tym zauważyć, jak przewrotnie zachowa się w tych statystykach pastel — niby na kartce, a technika malarska.

Trzymając się litery, pastelowe policzki chłopek od Wyspiańskiego reprezentują tę samą kategorię malarstwa, co oddane olejną farbą szaty od Matejki, dlatego na rynku utarło się wygodniejsze sformułowanie „prace na papierze”. Oprócz samej techniki, kolekcjonerów interesuje przecież tzw. podobrazie, a więc rozróżnienie, czy mamy do czynienia z ciasno tkanym płótnem, czy z wrażliwą na każdą kropelkę kartką. Tej kategorii poświęcono też oddzielną tabelę rekordów, której przewodniczy co prawda „Macierzyństwo”, ale pozostawiając pole i dla rozwichrzonych wizji Schulza, i dla demonów z Zakopanego.

Szkicowana ołówkiem „Przymiarka u krawca”, w której Bruno Schulz zamiast strojów podkreślił raczej nagość, została sprzedana za 212,4 tys. zł z opłatami, a zwarte w dzikim uścisku siły na akwarelowej pracy Witkacego pozwoliły odnotować stołecznej Ostoi 195,5 tys. zł. W Excelu natomiast trzeba uważać , bo trudno, żeby papiery nie mieszały się z innymi kategoriami pomiędzy kolumnami tabel, skoro za porządki zabrali się w końcu trzej pisarze — w tym dwaj nałogowcy w dziedzinie wymyślania wyrazów.

Kto zakręci kołem?

Koło fortuny, a może błędne koło? O rynku oszukujących wzrok prac Wojciecha Fangora komentarze szumią w rytm kolejnych rekordów — w poprzednich dwóch latach zapulsowały nawet pięć razy, kiedy cena sprzedaży przekroczyła 1 mln zł z opłatami. Dla rozeznania, jak widowiskowa zaszła zmiana, Artinfo przygotowało zestawienie przedziałów cenowych dla dwóch okresów: śpiącego jeszcze 2005-07 r. i 2015-17 r. W pierwszych czasowych ramach zmieściło się dziewięć prac, przy czym trzy sprzedane w cenie do 10 tys. zł, a pięć w luksusowym ówcześnie segmencie 50-150 tys. zł. W okresie późniejszym o dekadę było już więcej samych przedziałów, a najpojemniejszy okazał się ten z 25 obiektami sprzedanymi powyżej 500 tys. zł — ceny rosnące w koło bez przystanku? Kiedy z krajowego rynku sztuki przebija się nagle niezrównanie strzelisty wykres aukcyjnych stawek, fala komentarzy narasta, usiłując wywróżyć z Fangorowych okręgów jakiś scenariusz — dalszą gorączkową hossę, zadyszkę i sromotny spadek albo łagodne wyhamowanie tempa zwyżki wraz ze stopniowym wygasaniem mody na geometryczną abstrakcję.

Mimo skłębienia wyrazów, ostatni wariant jest najbardziej życiowy, bo projektując obietnice, że wykres zawsze będzie stromy jak zbocze ośmiotysięcznika, w dłuższym horyzoncie rzeczywiście możemy zostać z nim na lodzie. Zanim natomiast zaczniemy wieścić korektę gorzką jak rozgryziona tabletka, warto przypomnieć sobie wspomniane „luksusowe przedziały” sprzed 11 lat, kiedy już 100 tys. zł — odnotowane po wrzącej licytacji — mogło być oklaskiwane. Cały rynek sztuki rośnie przecież trochę niezauważalnie, ciągle podnosząc pułapy i bezwzględnie nas rozpuszczając — tak, aż milion za obraz przestaje smakować opinii publicznej tortem, a zaczyna zestawem dnia, z ciastkiem i darmową kawą. © Ⓟ

34,7 mln zł Taka była sprzedaż prac Wojciecha Fangora w latach 2003-17.

92 Tyle prac Kossaków wylicytowano w 2017 r. — 44 Jerzego, 31 Wojciecha i 17 Karola.

214,1 mln zł Razem z opłatami transakcyjnymi, tyle wynosi ubiegłoroczny aukcyjny obrót dziełami sztuki w Polsce, który wzrósł r/r 28 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Olej w arkuszu kalkulacyjnym