Opowieść świąteczno-noworoczna

Andrzej Nierychło
opublikowano: 27-12-2006, 00:00

Sztandarowym projektem o m. c. (o mało co) prezydenta Warszawy, a dzisiaj znanego bankowca, był most Północny, który połączyć ma rozdzielone rzeką dzielnice Bielany i Tarchomin. Pomysł był dobry, bo ten most jest rzeczywiście bardzo potrzebny. Tarchomin i sąsiednia Białołęka to są obszary rozwojowe, coraz gęściej zabudowywane i zaludniane, a dojeżdżanie stamtąd do śródmieścia jest dzisiaj katorgą. Nowy most z linią tramwajową — ostatni most przez Wisłę z tramwajami wybudowano w stolicy w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku… — rozwiązałby większość problemów.

Atrakcyjny Kazimierz to wyczuł i już w pierwszych dniach jego urzędowania w ratuszu rozpisany został przetarg. I wtedy zaczęły się schody. Pierwszy przetarg utonął w sporach i protestach zainteresowanych firm i trzeba go było odwołać. Drugi trwa do dzisiaj, kilka dni przed świętami oficjalnie otwarto koperty z ofertami. Natychmiast też doszło do konfuzji. Okazuje się, że ekipa byłego prezydenta miasta oszacowała koszt całej inwestycji mostowej na 600 milionów złotych i tyleż zarezerwowała w budżecie. Tymczasem najtańsza oferta opiewa na 1 miliard 600 milionów, a droższe sięgają nawet miliarda osiemset.

Byłoby uproszczeniem zakładać, że autorzy wstępnej wyceny są kretynami. Nie, zapewne istnieje jakaś rzeczowa kalkulacja tych 600 milionów. Nieuprawnione jest także założenie, że kilka firm dogadało się po cichu i postanowiło skubnąć bogatą stolicę na „dużą bańkę” — i tak miasto musi ten most zbudować, więc jak nie ma, to niech załatwi albo pożyczy. Ale miliardowa różnica istnieje i kole w oczy. Tłumaczenia, że ponowiony przetarg opiewa na większy zakres prac, gdyż obejmuje także sporządzenie projektu, nie są przekonujące. Przecież projekt nie może być dwa razy droższy od budowy!

Nie przemawiają też do przekonania teorie spiskowe, które mówią, że podłożono kukułcze jajo następczyni na stolcu prezydenta. Przeciwnie, wydaje się pewne, że p. Marcinkiewicz planował tę inwestycję na swoje konto.

Tylko niezależni eksperci mogą powiedzieć, ile rzeczywiście musi kosztować most. Tylko czy ktoś będzie na tyle niezależny, aby takich niezależnych ekspertów powołać? W świąteczno-noworocznej atmosferze trzeba być dobrej myśli i zakładać, że nieszczęsny most jednak powstanie. Wstępnie proponuję, by wszystkich zamieszanych w jego finansowanie, projektowanie i budowanie przymusowo osiedlić na Tarchominie. Stojąc w korkach, będą mieli dużo czasu na myślenie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Nierychło

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy