Oryginalne produkty trzeba wypromować

Jerzy Niemociński
30-08-2004, 00:00

Biznes można zrobić na wielu nietypowych wyrobach. Tylko jak je zareklamować? Tam, gdzie jest dużo ludzi.

W Gdańsku zakończył się Jarmark św. Dominika. W tym roku wydłużono go z dwóch do trzech tygodni. Co roku prócz profesjonalnych kupców, w imprezie bierze udział wiele osób, które tu stawiają pierwsze kroki w biznesie.

Malowane T-shirty

7 lat temu Maja Stoppa z Gdańska, gdy potrzebowała pieniędzy na studia, wpadła na pomysł, aby sprzedawać na jarmarku ręcznie malowane T-shirty. Do tej pory wykonywała je na własne potrzeby lub rozdawała w prezencie znajomym. Pomysł z jarmarkiem okazał się trafiony. Koszulki sprzedawały się tak dobrze, że nie nadążała z ich malowaniem. Z pomocą przyszli krewni. W ten sposób powstał sezonowy, rodzinny interes, a Maja zarobiła na studia.

W tym roku rodzina Górczaków handlowała na dwóch stoiskach. Największym wzięciem cieszyły się koszulki z nadmorskimi pejzażami, widoczkami z Gdańska, zwierzakami, rysunkami satyrycznymi. Nowością były reprodukcje arcydzieł, np. obrazów Picassa, oraz... wizerunki wampirów. Coraz częściej pojawiają się duże zamówienia firm lub pielgrzymek.

— Mamy już stałych klientów, którzy co roku odszukują nasze stoisko i kupują koszulki z nowymi wzorami — mówi Ada Górczak, siostra autorki sukcesu.

Niebiański interes

— Był taki okres, że brakowało pieniędzy na prezenty dla dzieci pod choinkę. Wtedy pojawił się pomysł, aby zrobić dla nich anielskie skrzydła. Później postanowiłem dopracować technicznie ich wytwarzanie, żeby móc je wykonywać szybko i tanio. Produkcja ta pozwoliła mi przetrwać okres, kiedy byłem bez pracy — opowiada Leszek Przysiężny, z zawodu elektronik.

Jego głównym zajęciem jest projektowanie urządzeń optoelektronicznych, produkcja skrzydeł to działalność dodatkowa. Jednoosobowa firma Sunsaran-Pracownia Skrzydeł produkuje wyroby w różnych rozmiarach. Kupują je matki, młode kobiety na party, obcokrajowcy, teatry, stacje telewizyjne i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

— Udział w Jarmarku traktuję głównie jako promocję. Od kilku lat mam swoje stoisko. Nawiązuję kontakty z klientami, którzy przed świętami Bożego Narodzenia, w okresie największego popytu na skrzydła, przyjdą do mojej pracowni — mówi Leszek Przysiężny.

Wieśniacy kontra krasnale

Jan Radzio z Lęborka rzeźbi od 20 lat. Przed laty pojechał do Poznania na Targi Rzemiosła. Wrócił zadowolony, gdyż pozyskał ze sklepów wiele intratnych zamówień. Od tamtej pory co roku latem pakuje drewnianych wieśniaków do samochodu i jeździ z nimi po jarmarkach. W wakacje prezentuje się na 4-5 imprezach. Na Jarmark św. Dominika przyjeżdża od wielu lat. Tegoroczną nowością były ponad dwumetrowe rzeźby do ogrodów.

— Niemcy stawiają gipsowe krasnale, czemu więc polskie ogrody nie miałyby upiększać drewniane rzeźby? Można je również ustawiać przed restauracjami. Taka rzeźba, nad którą pracuje się 2-3 miesiące, kosztuje około 3 tys. zł — mówi Jan Radzio.

Podczas gdańskiego jarmarku artysta sprzedawał w ciągu dnia zaledwie po kilka małych rzeźb. Rozdał za to mnóstwo wizytówek. Ma nadzieję, że tak jak bywało poprzednio, klienci odezwą się później i kupią więcej lipowych figurek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Niemociński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Oryginalne produkty trzeba wypromować