Oskarżony ws. parabanku: nasza działalność była zgodna z prawem

  • PAP
opublikowano: 10-05-2019, 14:07

Działalność spółek była legalna i zgodna z prawem, powiedział w piątek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku Tomasz R., jeden z dwóch głównych oskarżonych w procesie parabanku, który według prokuratury miał oszukać prawie 74 tysięcy osób na kwotę ponad 181 mln zł.

Według prokuratury, firma oferowała pożyczki, ale ponad 99 proc. wniosków załatwiała odmownie. Pobierała jednak wstępne opłaty, których nie zwracała.

49-letni Tomasz R. nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania wszystkich stron postępowania sądowego. Skorzystał jednak z prawa do swobodnej wypowiedzi.

"Chcąc zapewnić dobrą obsługę klientów wszystkie szczegóły umowy takie jak najbardziej istotne rodzaje zabezpieczeń, wysokość opłaty przygotowawczej i oprocentowanie były umieszczane na stronie internetowej spółki oraz ogłoszeniach prasowych, były też łatwo dostępne we wszystkich biurach. Przez kilkanaście lat działalności firmy udzieliliśmy pożyczek na kwotę 22 mln zł. Skarb Państwa z tytułu różnych podatków otrzymał z naszych firm ok. 40 mln zł. To była w pełni legalna działalność, zabezpieczenia nie odbiegały od innych instytucji jak np. banki" - mówił w piątek przed sądem oskarżony.

Tłumaczył, że dopiero jesienią w 2015 r. wprowadzono przepisy o obowiązku zwrotu ubiegającemu się o pożyczkę klientowi opłaty przygotowawczej. "Stało się to więc już po naszym aresztowaniu (drugim aresztowanym w tej sprawie jest oskarżony 42-letni Rafał G.)" - dodał.

"Pomimo licznych zabezpieczeń wiele pożyczek nie było spłacanych, nawet te, które w naszej firmie brali np. pracownicy sądu. Kierowaliśmy te sprawy do egzekucji komorniczej. W przypadku zabezpieczeń hipotecznych nie została przeprowadzona żadna skuteczna windykacja" - powiedział Tomasz R.

Zarzucił też prokuraturze manipulację i stronniczość.

"Z zebranego przez prokuraturę materiału, z którym w małej części mogłem się zapoznać, wynika że większość osób o fakcie swojego rzekomego pokrzywdzenia dowiedziała się często po kilkunastu latach i to po zadaniu ściśle określonych pytań przez śledczych. To nie sami pokrzywdzeni zgłaszali się do organów ścigania, lecz byli wzywani do organów za obietnicę darmowej reprezentacji przed sądem cywilnym i zeznawanie, że czują się pokrzywdzeni. Po przenalizowaniu części aktu oskarżenia stwierdziłem, że brakuje ponad dwóch tysięcy zeznań osób, które miałyby się czuć pokrzywdzone" - zaznaczył oskarżony.

Z wolnej stopy w procesie odpowiadają trzy osoby: 51-letni Jarosław S., 36-letni Tomasz Sz. i 45-letnia Beata R. Tomasz R. i Beata R. są małżeństwem.

Sprawa dotyczy parabanku, który kilkakrotnie zmieniał nazwę. Działał on jako Polska Korporacja Finansowa Skarbiec, Pożyczka Gotówkowa i Pomocna Pożyczka. Firmami tymi zarządzały te same osoby. Spółki prowadziły kilkadziesiąt biur regionalnych w całej Polsce.

W latach 2004-2015 firmy oskarżonych oferowały osobom fizycznym i tym prowadzącym działalność gospodarczą pożyczki z niskim oprocentowaniem. Mogły się o nie ubiegać także osoby zadłużone oraz nieposiadające zdolności kredytowej. Warunkiem otrzymania pieniędzy było jednak wniesienie opłaty przygotowawczej, której wysokość uzależniona była od kwoty wnioskowanej pożyczki.

Według prokuratury, pokrzywdzeni nie byli informowani, że przyznanie kredytu będzie możliwe tylko po spełnieniu dodatkowych warunków (np. dokonaniu zabezpieczeń na majątku), których klienci nie byli w stanie spełnić. W konsekwencji w większości przypadków klientom nie przyznawano pożyczek, nie zwracając im też opłaty przygotowawczej. Według prokuratury procent pozytywnie rozpatrzonych wniosków o pożyczki wyniósł 0,8 procenta.

Jak ustalono w śledztwie, opłaty wstępne wynosiły od 250 zł do 50 tys. zł. Od prawie 74 tysiąca pokrzywdzonych parabank pobrał w sumie ponad 181 mln zł.

Prezesa i wiceprezesa parabanku (Tomasz R. i Rafał G. pełnili te funkcje zamiennie) Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarżyła o to, że - poza oszustwem , dopuścili się przestępstw z ustawy o rachunkowości dotyczących między innymi nieskładania sprawozdań finansowych. Główny zarzut postawiono na podstawie art. 286 Kodeksu Karnego mówiącego o osiągnięciu korzyści majątkowej, poprzez "doprowadzenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania". Prokuratura uznała ponadto, że oszustwo to dotyczy mienia znacznej wartości.

Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.

Ogółem Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarżyła 22 osoby, sprawy pozostałych oskarżonych zostały wyłączone do osobnego postępowania przed sądem.

W czasie śledztwa, na poczet kar grożących oskarżonym, prokuratorzy dokonali szeregu zabezpieczeń majątkowych - w łącznej wysokości ok. 15,5 mln zł.

Akta sprawy składają się z prawie 5 tysięcy tomów oraz załączników zgromadzonych w 720 kartonach. Sam akt oskarżenia obejmuje ponad 42 tomów, czyli ponad 16 tysięcy stron. Nad sprawą pracował specjalny kilkunastoosobowy zespół, w tym aż 12 prokuratorów. Śledztwo wszczęła w 2012 r. gdańska prokuratura okręgowa, a następnie przejęła je jednostka regionalna.

24 lipca 2017 r. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ ogłosił upadłość spółki Pożyczka Gotówkowa. Dla wierzycieli spółki oznaczało to, że - aby odzyskać nienależnie pobrane opłaty, musieli zgłosić do sądu swoje roszczenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy