Ostatni raz pod wodzą Leszka Balcerowicza

Adam Sofuł
19-12-2006, 00:00

Ostatnie tegorocznie posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP) w sprawie stóp procentowych będzie zarazem ostatnim jej posiedzeniem w tym składzie. 10 stycznia kończy się sześcioletnia kadencja prezesa NBP Leszka Balcerowicza. Przez ten czas RPP (też przy zmieniającym się składzie) prowadziła przy akompaniamencie krytyki ze strony kolejnych rządów swoją suwerenną politykę, której efektem jest obecna niska inflacja. Wypada w tym miejscu za to RPP podziękować, ale prezes NBP na podziękowanie od obecnych władz raczej liczyć nie może. Od lat wysłuchuje, że musi odejść. Od roku wie, że nie ma co marzyć o drugiej kadencji. Następne posiedzenie rady poprowadzi już ktoś zupełnie inny. Kto? I tu zaczyna się problem.

Prezydent Lech Kaczyński wciąż szuka odpowiedniego kandydata. Jednego już wprawdzie znalazł, ale ten po dwóch dniach zrezygnował z ubiegania się o ten wysoki urząd. Możemy domniemywać, co było przyczyną tej rezygnacji, ale będą to zupełnie jałowe rozważania. Bo żaden ich wynik nie zmienia jednego niepokojącego faktu — wybór prezesa banku centralnego odbędzie się w ostatniej chwili i — jeśli odliczyć przerwę świąteczną — niemal na kolanie. W ciągu paru dni kandydat powinien przekonać do swojej osoby kilka klubów parlamentarnych (powinien, bo oczywiście może zdać się na sejmową arytmetykę i założyć w ciemno, że poprze go koalicja; w przypadku tego stanowiska przyjęcie takiego założenia byłoby, delikatnie mówiąc, niezręcznością), o takich drobiazgach, jak uzyskanie właściwych certyfikatów od tajnych służb, już nawet nie wspominając.

Taki tryb wyboru nie przesądza o porażce, wciąż wiele wskazuje na to, że Sejm w konstytucyjnym terminie wybierze znakomitego nowego prezesa NBP. Na razie jednak jesteśmy skazani na niepewność, a czego, jak czego, ale niepewności świat finansów nie lubi. Obecne władze zdają się po raz kolejny testować mocne nerwy finansjery — warto przy tej okazji przypomnieć o perturbacjach z nowelizacją prawa bankowego czy przy powołaniu szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Najpierw rząd (lub jak w tym przypadku — prezydent) miesiącami opowiada o konieczności zmian, a gdy już przychodzi na nie czas, zastaje władze zupełnie nieprzygotowane do ich przeprowadzenia. Można odnieść takie wrażenie i tym razem.

Nadal mamy szanse na dobrego prezesa NBP — większość z pojawiających się w kuluarach kandydatur nie budzi zgrozy wśród ekonomistów. Natomiast obecne zamieszanie sprawi, że nawet najlepszy kandydat będzie miał — choć trudno to sobie wyobrazić — jeszcze trudniejszy start niż Balcerowicz. Po pierwsze dlatego, że po falstarcie z prof. Sulmickim będzie musiał walczyć z etykietką kandydata rezerwowego, który znalazł się na tym ważnym stanowisku tylko dlatego, że poprzedni kandydat zrezygnował. Po drugie zaś będzie musiał udowodnić, że niezależność banku centralnego nie będzie zagrożona. A to — przy obecnym nastawieniu koalicyjnych partii może być bardzo trudne. Może nawet trudniejsze niż wybór właściwej polityki monetarnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ostatni raz pod wodzą Leszka Balcerowicza