Ostatnie przejęcia na GPW to dopiero początek

Adam Nowakowski
opublikowano: 24-09-2009, 00:00

Okresy ożywienia gospodarczego zawsze niosły ze sobą renesans rynku fuzji i przejęć (MA), co również potwierdzają ostatnie doniesienia z rynku amerykańskiego (m. in. planowane przejęcie przez Dell Inc. spółki Perot Systems Corp., czy też planowane wrogie przejęcie Cadbury ze strony Kraft Foods). Jest to dobry sygnał dla gospodarek danego regionu, dający wotum zaufania dla perspektyw ich rozwoju w nadchodzących okresach. Większe spółki, o sporych zasobach środków pieniężnych, decydują się na poszerzenie skali swojej działalności przez integrację poziomą i w konsekwencji zaangażowanie w mniejsze przedsiębiorstwa, które pomimo dobrych perspektyw dla rozwoju branży znacznie mocniej ucierpiały, przechodząc przez falę kilku-, kilkunastomiesięcznego okresu kryzysu, stając się łakomym kąskiem. Stąd też coraz większa liczba wezwań zgłaszanych przez inwestorów branżowych, również biorąc pod uwagę niskie wyceny spółek w postkryzysowym otoczeniu gospodarczym. Odnosząc się do segmentów branżowych, na których w ostatnich dwóch latach dokonywano największej liczby transakcji MA, można oczekiwać zwiększonego zainteresowania spółkami produkcyjnymi. Uwagę może skupiać również sektor finansowy i informatyczny.

Wydaje się, że zauważalne w ostatnim czasie ożywienie wezwań, czy to ze strony polskich czy też zagranicznych inwestorów branżowych, może okazać się dopiero preludium do większych przejęć na polskim rynku MA. Doceniając perspektywy rynków wschodzących, zarządzający przedsiębiorstwami wykorzystują swoją dobrą sytuację finansową do budowy przewagi konkurencyjnej przez nabywanie nierzadko niszowych spółek posługujących się zaawansowanymi technologami produkcji lub wysokimi standardami świadczonych usług, które jednak, ze względu na trudną sytuację finansową, bez odpowiedniego zastrzyku gotówki nie byłyby w stanie wypłynąć na szersze wody. Niekiedy również sama wycena rynkowa oraz perspektywy rozwoju spółek o zdrowych fundamentach sprawiają, że stają się one celem transakcji MA.

Czy warto podłączać się pod krajowe instytucje, które często domagają się podwyższenia ceny w wezwaniu przez inwestora branżowego? Sporym wyzwaniem jest sformułowanie jednoznacznej odpowiedzi na takie pytanie. W każdym wypadku, poza czynnikami formalnymi w postaci kształtowania się kursu spółki na przestrzeni sześciu miesięcy w terminie poprzedzającym ogłoszenie wezwania, główną rzeczą, którą trzeba uwzględnić w ewentualnej kalkulacji ceny w wezwaniu są fundamenty i perspektywy rozwoju spółki, wobec której jest wezwanie, jak również wzięcie pod uwagę premii za kontrolę. Stąd też wynikają dysproporcje pomiędzy dotychczasowymi akcjonariuszami spółki (w postaci np. krajowych instytucji) a potencjalnymi inwestorami, którzy zdają się bagatelizować możliwe do wygenerowania przez spółkę przejmowaną strumienie pieniędzy i starają się wykorzystać niskie wyceny spółek, które są konsekwencją przede wszystkim dekoniunktury na rynku kapitałowym. W ustaleniu ostatecznej ceny wezwania pomocne mogą być transakcje, które odbywały się w kontekście tej samej branży (podobnych spółek), pod warunkiem że miały one miejsce w zbliżonym do planowanej transakcji czasie lub też których warunki w łatwy sposób można przenieść na kanwę obecnych, zachowując oczywiście odpowiednie proporcje.

Adam Nowakowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Nowakowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu