Ostro w dół, ale na niskich obrotach

Artur Szymański
14-07-2006, 00:00

Czwartkowa sesja za jednym zamachem zabrała dorobek osiągnięty w trakcie poprzednich czterech. WIG20 po silnym tąpnięciu o 4,43 proc. powrócił do poziomu 2930,5 pkt, nieco niższego niż przed tygodniem. Głównym tego powodem było zaognienie sytuacji na Bliskim Wschodzie, co przełożyło się na spadki cen akcji na największych giełdach świata. Były też jednak i inne czynniki mniejszej wagi.

Skala spadku WIG20 o 135,7 pkt robi duże wrażenie. Tak dużego tąpnięcia nie było od 22 maja, czyli czarnego poniedziałku, gdy WIG20 najpierw zjechał do linii długoterminowego trendu wzrostowego, a następnie go z impetem przełamał, tracąc w sumie aż 168 pkt. Ale są też i dobre wiadomości. Przede wszystkim wspólnym mianownikiem sesji 22 maja i 13 lipca jest tylko podobnej skali spadek. Poza tym sesje te różnią się znacząco. Co ważniejsze, rozbieżności te są korzystne dla posiadaczy akcji.

Po pierwsze — w maju doszło do głębokiego przełamania trendu wzrostowego, zapoczątkowanego równo rok wcześniej. Teraz WIG20 nie przełamał żadnej tak ważnej bariery. Owszem, zintensyfikowanie popołudniowej wyprzedaży nastąpiło po zejściu WIG20 poniżej 3000 pkt, ale ta granica jest istotna głównie z psychologicznego punktu widzenia. Po drugie, niezwykle istotne są obroty towarzyszące dużym spadkom, takim jak podczas porównywanych dwóch sesji. 22 maja aktywność inwestorów była olbrzymia. Wartość handlu wyniosła aż 1,73 mld zł. Tymczasem 13 lipca obroty wyniosły zaledwie 0,67 mld zł.

To pokazuje, że inwestorów akcje nie parzyły w ręce tak bardzo, jak niespełna dwa miesiące wcześniej. Nie było masowej wyprzedaży. Większość graczy opanowała nerwy i trzymała akcje. Liczą zapewne na to, że są to tylko przejściowe trudności i po opadnięciu emocji zwyżka będzie kontynuowana. Tak może być w istocie, ale na przeszkodzie stanie wspomniana linia trendu, która w ostatnich dniach trzykrotnie skutecznie powstrzymywała zapędy kupujących. Niemożność wybicia się WIG20 ponad nią sama w sobie była czynnikiem, który mógł spowodować spadek cen. A gdy nałożyły się na to dodatkowo spadki indeksów pozostałych giełd, osłabienie walut naszego regionu i spadek ceny miedzi, to musiało dojść do dużej straty wskaźników GPW.

Najmocniej ucierpieli akcjonariusze KGHM, który z nawiązką oddał środowy, duży wzrost. Następnego jednak dnia kurs stracił 8,3 proc., co jest najgorszym wynikiem nie tylko wśród blue chipów, ale i wśród wszystkich spółek. Obroty sięgnęły 250 mln zł. Dzień wcześniej były jednak wyższe o 130 mln zł. Drożejąca ropa nie pomogła spółkom paliwowym. PKN Orlen stracił na zamknięciu 3,2 proc. Żaden z gigantów rynku nie uchronił się przed spadkiem notowań. Najmniej, 0,3 proc., stracili posiadacze akcji Agory.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Ostro w dół, ale na niskich obrotach