Ostry sprawdzian dla gastronomii

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 27-02-2008, 00:00

Niepalenie jest kosztowne. Takie wnioski płyną z lekcji, którą odrobiły inne kraje UE, a która czeka nasz kraj.

Zakaz palenia najbardziej uderzy w restauracje

i browary, najmniej — w producentów tytoniu

Niepalenie jest kosztowne. Takie wnioski płyną z lekcji, którą odrobiły inne kraje UE, a która czeka nasz kraj.

Życie 9 mln palących Polaków zmieni się wkrótce nie do poznania. Sejm rozpoczyna w marcu prace nad nowelizacją ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu, która ma ograniczyć swobodę palenia w miejscach publicznych (m.in. w barach i pubach). Na taki krok zdecydowało się już wiele krajów w Europie (patrz info). „PB” przyjrzał się więc wywołanym w tych krajach skutkom ekonomicznym zakazu. Ich analiza powinna dać do myślenia właścicielom i menedżerom firm nie tylko z branży tytoniowej, ale także gastronomicznej, oraz producentom alkoholi.

Godzina prawdy

Doświadczenia Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Finlandii, gdzie wprowadzono już zakaz palenia w miejscach publicznych, pokazują, że bardzo szybko i mocno uderza on w branżę gastronomiczną. Polska gastronomia to ponad 50 tys. placówek (w tym ponad 20 tys. sezonowych).

Z raportu British Institute of Innkeeping oraz Federation of Licensed Victualler’s Association, brytyjskich organizacji zrzeszających licencjonowanych właścicieli lokali gastronomicznych i pubów, wynika, że w ciągu czterech miesięcy od wprowadzenia w lipcu 2007 r. zakazu palenia w takich lokalach w Anglii ich obroty spadły średnio o 7,3 proc. Najbardziej ucierpiała sprzedaż napojów, w tym piwa. Jego konsumpcja w angielskich knajpach była w listopadzie 2007 r. aż o 9,7 proc. niższa w porównaniu z tym samym okresem 2006 r. Podobny, a często nawet wyższy spadek sprzedaży zanotowały po wprowadzeniu zakazu bary i restauracje w innych krajach Europy (patrz info). Skutkiem były nie tylko mniejsze obroty i zyski, ale także redukcja zatrudnienia i zamknięcie wielu lokali.

Wnioski z brytyjskiego raportu nie są niestety optymistyczne dla branży.

„Szkody wywołane utratą wielu palących klientów nie zostały w pełni zrekompensowane przez wzrost liczby klientów niepalących” — czytamy w raporcie.

Zakaz spowodował również w tych krajach spadek sprzedaży papierosów. W Anglii po dwóch miesiącach sięgnął ponad 7 proc., w Danii 4 proc. Jednak przedstawiciele firm tytoniowych przekonują, że po pierwszym silnym wstrząsie sprzedaż się stabilizuje.

— Na sprzedaż papierosów wpływa wiele czynników, trudno więc wyizolować jeden i ocenić jego wpływ. Doświadczenia naszej firmy na wielu rynkach wskazują, że wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych przyczynia się do spadku konsumpcji, lecz po jakimś czasie wraca ona do poziomu nieco tylko niższego od wyjściowego — mówi Hubert Zawadzki reprezentujący Philip Morris Polska.

Moda pomoże

Co ciekawe, informacje zza zachodniej granicy zdają się nie robić wielkiego wrażenia na branży piwowarskiej w Polsce.

— Wcale nie jest przesądzone, że taki zakaz uderzy w sprzedaż piwa w polskiej gastronomii. Może wywołać krótkotrwały wstrząs, ale długofalowe efekty powinny być jednak korzystne — uważa Paweł Kwiatkowski, rzecznik Kompanii Piwowarskiej.

Jego zdaniem, konsumenci powoli przyzwyczają się do nowych warunków, a do lokali zaczną przychodzić także nowi, niepalący goście. Pytanie tylko, ile czasu potrwa taka terapia szokowa i kto ją przetrwa? W niewielkiej Irlandii liczba licencjonowanych pubów po trzech latach od wprowadzenia zakazu palenia zmniejszyła się z blisko 10 tys. do 8,8 tys.

Z dużym spokojem do tej kwestii podchodzi też notowana na warszawskiej giełdzie spółka AmRest, która z własnej inicjatywy wprowadziła w 2007 r. zakaz palenia w sieci Pizza Hut. Nie można palić także w jej barach KFC oraz Freshpoint. Wyjątkiem są tylko restauracje Rodeo Drive.

Ekonomiczne skutki zakazu palenia w miejscach publicznych

Zakaz obowiązuje

od lipca 2007 r.

Sprzedaż papierosów spadła w pierwszym miesiącu po wprowadzeniu zakazu o 11 proc. Po dwóch miesiącach spadek wyniósł łącznie 7,3 proc.

Konsumpcja piwa w pubach pięć miesięcy po wprowadzeniu zakazu była o 9,7 proc. niższa niż rok wcześniej.

W ciągu pół roku od wprowadzenia zakazu palenia sprzedaż w angielskich i walijskich pubach spadła o 7,3 proc.

Zakaz obowiązuje

od połowy 2007 r.

Sprzedaż w pubach i restauracjach spadła po wprowadzeniu zakazu o blisko jedną trzecią, dotykając bardziej sprzedaży napojów niż jedzenia. 15 proc. restauracji zmniejszyło zatrudnienie.

Zakaz obowiązuje

od marca 2004 r.

Po trzech miesiącach

sprzedaż piwa w pubach

w Dublinie spadła o 16 proc.,

a zatrudnienie o 14 proc.

W ciągu siedmiu miesięcy puby, bary i nocne kluby straciły 7,3 proc. obrotów, co kosztowało je 117 mln EUR.

Zmniejszyła się liczba pubów. W 2004 r. wydano 10 tys.

licencji na ich prowadzenie, w 2005 r. 9,2 tys., a w 2006 r. już tylko 8,8 tys.

Zakaz obowiązuje

od sierpnia 2007 r.

W ciągu czterech miesięcy po wprowadzeniu zakazu sprzedaż papierosów spadła o 4 proc.

Zakaz wprowadzono na początku 2007 r.

Po trzech miesiącach od wprowadzenia zakazu sprzedaż w restauracjach położonych przy granicy z Holandią, w której można

palić swobodnie, spadła o 25 proc., a w barach

kawowych o 7 proc.

Zdrowie palaczy warte 30 mld zł

Ministerstwo Zdrowia

szacuje, że koszty leczenia

chorób wywołanych

paleniem są 2-3 razy wyższe niż dochody z akcyzy tytoniowej.

Sejm stanie się wkrótce areną wielkiej batalii lobbingowej dotyczącej ograniczenia swobody palenia w miejscach publicznych. Nie wiadomo jeszcze, czy posłowie będą kontynuować prace nad projektem ustawy odziedziczonym po poprzedniej ekipie rządzącej, czy też napiszą własny. Prędzej czy później Polska dołączy jednak do licznej grupy krajów UE, ostrzej walczących z popularnym dymkiem.

Wojna argumentów...

W debacie na temat zakazu palenia i jego zakresu będzie brać udział wiele stron i będzie padać wiele argumentów — zarówno społecznych, jak i ekonomicznych. Najmocniejsze argumenty zdaje się mieć Ministerstwo Zdrowia, które zapowiada, że włączy się w prace nad poselskim projektem ustawy.

— W Polsce nie prowadzono badań bezpośrednich i pośrednich ekonomicznych skutków palenia tytoniu. Na podstawie analiz porównawczych szacuje się jednak, że koszty leczenia chorób wywołanych paleniem 2-3 razy przewyższają podatkowe dochody budżetu państwa z tytułu produkcji i sprzedaży wyrobów tytoniowych. Dlatego koszty ograniczania palenia tytoniu można uznać za szczególnie opłacalną inwestycję, której rezultaty przyczynią się do poprawy stanu zdrowia i jakości życia — przekonuje Ewa Gwiazdowicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

...i wielkich pieniędzy

Jeśli wziąć pod uwagę to, że w 2007 r. państwo uzyskało z akcyzy od wyrobów tytoniowych ponad 13,4 mld zł wpływów, a na ten rok prognozuje się wzrost o 2,3 mld zł, to można szacować, że koszty leczenia chorób wywołanych paleniem sięgają w Polsce aż 30-45 mld zł.

Wiktor

Szczepaniak

Nasze zyski spadną

Nie podoba mi się wizja wprowadzenia zakazu palenia w lokalach gastronomicznych. Osobiście sam lubię palić i nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie będę mógł usiąść wygodnie w kawiarni i zapalić. Taki zakaz to jednak nie tylko pogwałcenie mojej i innych palących osób wolności wyboru, ale także bardzo trudna sytuacja dla restauratorów i właścicieli klubów. W związku z zakazem palenia w lokalach obawiam się — tak jak inni w tej branży — spadku liczby klientów, a za tym także obrotów i zysków. Gorsze wyniki spowodują, niestety, m.in. zubożenie naszej oferty kulturalnej. Nie będzie nas po prostu stać na zapraszanie wielu artystów i organizację tylu imprez co obecnie. Już dziś do wielu koncertów dopłacamy, ale stać nas na to dzięki przyzwoitym zyskom z podstawowej działalności.

Jacek Żakowski

właściciel popularnego klubu Alchemia na krakowskim Kazimierzu

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane