Ozusowanie uderzy w pracowników

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 16-10-2012, 00:00

Jeśli rząd wprowadzi składki, firmy będą ciąć pensje i zatrudnienie – wynika z sondażu „Pulsu Biznesu”

Choć premier Donald Tusk zapowiedział, że na razie nie obłoży umów o dzieło i zlecenia składką ZUS, nie oznacza to, że temat jest zamknięty. Rząd chce wrócić do tego rozwiązania, kiedy tylko gospodarka się ożywi i miejsc pracy zacznie przybywać. Jacek Rostowski, minister finansów przekonuje, „ten projekt nadal jest jak najbardziej żywy” oraz „docelowo ozusowane muszą być wszystkie formy pracy”. Sprawdziliśmy, jak pracodawcy zareagują na proponowane zmiany. Pracownicy nie będą szczęśliwi.

Chcesz, to płać

Z sondażu „Pulsu Biznesu” wśród małych i średnich firm większość przedsiębiorców (53 proc.) zamierza zmusić pracownika, by sam płacił składkę. Firma pozostawi bez zmian kwotę brutto, czyli netto pracownik dostanie mniej niż przed wprowadzeniem zmian. — Ozusowanie umów o dzieło i zlecenia sprawi, że kwota netto dla osoby zatrudnionej za 3,5 tys. zł brutto spadnie z 2996 zł do 2547 zł. Na rękę taki pracownik dostanie więc o 449 zł mniej — wylicza Agata Szymborska-Sutton z Tax Care.

Drugą najczęstszą reakcją firm na wprowadzenie składek będzie po prostu redukcja zatrudnienia — firmy pożegnają się z częścią pracowników zatrudnionych na umowy-zlecenia i o dzieło. Odpowiada tak 46 proc. przebadanych przedsiębiorców. Trzecią reakcją jest przechodzenie do szarej strefy. 18 proc. pracodawców przyznaje, że jeśli rząd wprowadzi składki, będą w większym niż dotychczas stopniu zatrudniali pracowników na czarno. Zgodnie z oczekiwaniami rządu i związków zawodowych postąpi tylko niewielka część pracodawców. 17 proc. deklaruje, że weźmie składkę na siebie, czyli podniesie pensję brutto, by pensja netto została bez zmian. Jedynie 9 proc. twierdzi, że zrezygnuje z umów-zlecenia i o dzieło, a przejdzie na normalne umowy o pracę.

Schować czy zapomnieć

Ekonomiści nie są zaskoczeni brakiem tolerancji dla zwiększania kosztów pracy. Dodatkowa danina nakładana na pracę musi negatywnie odbić się na sytuacji pracowników.

— Wyniki badania pokazują, że propozycja ozusowania umów-zlecenie i o dzieło była z punktu widzenia rynku pracy bardzo złym pomysłem. Miałaby przede wszystkim trzy skutki: obniżyłaby pensje, zwiększyła bezrobocie i poszerzyła szarą strefę. Dobrze, że premier — przynajmniej na razie — nie zdecydował się na ten krok — mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Marek Jurkiewicz, prezes agencji zatrudnienia Start People, twierdzi, że wprowadzenie zmian uderzyłoby przede wszystkim w pracowników drobnych firm.

— Małe i średnie przedsiębiorstwa działają zwykle w tak trudnym otoczeniu, że nie są w stanie pozwolić sobie na nagłe zwiększenie kosztów pracy. Pensje pracowników, a więc ich siła nabywcza, po prostu byłaby obniżana — mówi Marek Jurkiewicz. Według Bohdana Wyżnikiewicza, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, trudno obwiniać przedsiębiorców, że chcą przerzucać wyższe obciążenia na pracowników.

— Firmy działają racjonalnie. Jeśli koszty pracy z powodu decyzji rządu rosną, firmy starają się te koszty ograniczać, żeby utrzymać konkurencyjność. Walka z umowami o dzieło i zlecenia jest nieodpowiedzialna. Te umowy dają często pracę tym osobom, które innej pracy nie mogą znaleźć — mówi Bohdan Wyżnikiewicz.

Ekonomiści są zgodni, że obecnie wprowadzenie składek od umów o dzieło i zlecenia uderzyłoby w rynek pracy i pogłębiło kryzys. Są jednak podzieleni co do tego, czy reformę powinno się przeprowadzić, kiedy bezrobocie zacznie spadać. Ekonomista Marek Zuber popiera ministra Rostowskiego, do tematu powinno się za kilka lat wrócić.

— To nie jest normalna sytuacja, kiedy jedne umowy są objęte składkami ubezpieczeniowymi, a inne nie. Teoretycznie, mamy w końcu w Polsce powszechny system emerytalny, w którym młodsi powinni się składać na emerytury dla starszych. Umowy o dzieło i zlecenia są wyłomem w tym systemie. Kiedy gospodarka odbije, system powinno się ujednolicić system — twierdzi Marek Zuber.

Przeciwnego zdania jest Bohdan Wyżnikiewicz.

— Te umowy dają naszemu rynkowi pracy elastyczność, a to pozwala tworzyć miejsca pracy. Będziemy mogli sobie tę cechę odpuścić, kiedy bezrobocie w Polsce spadnie do 5 proc. — mówi Bohdan Wyżnikiewicz.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Rynku nie oszukasz

MAREK TRZCIŃSKI

prezes Budvar Centrum

Państwo ma niewielki wpływ na to, ile przedsiębiorca jest skłonny zapłacić za wykonaną pracę. Decyduje o tym rynek. Jeśli rząd podnosi koszty pracy, musi się liczyć z tym, że pracownik dostanie mniejszą pensję lub będzie mu trudniej znaleźć pracę. W Grecji czy we Włoszech, gdzie rządy próbowały pomóc osobom przez nadmiernymi osłonami socjalnymi, pracownicy wyszli na tym najgorzej.

OKIEM ZWIĄZKOWCA

Firmy i tak pękną

HENRYK NAKONIECZNY

NSZZ Solidarność

Nie wierzę w deklaracje przedsiębiorców. Ostrzegają, że obniżą pensje i zatrudnienie, ale tak nie zrobią. Kto będzie na nich wtedy pracował? Nawet jeśli najpierw tak właśnie zareagują, ludzie zaczną od nich odchodzić. Wtedy będą musieli przyjąć nowych pracowników, już na lepszych warunkach. Dobrze, że rząd wreszcie popiera nasze stanowisko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu